Kampania wyborcza rządzi się własnymi prawami – politycy chętnie zakładają kaski, zjeżdżają pod ziemię lub tłumnie stają przed bramami zakładów pracy, aby zapewniać o swojej solidarności z klasą robotniczą. Gdy jednak wybory dobiegają końca, a na horyzoncie pojawiają się realne problemy i konieczność twardej walki o interesy regionu, rzeczywistość bywa zupełnie inna.
Pokazują to najnowsze wydarzenia na Lubelszczyźnie oraz reakcja środowisk górniczych.
Satyra jako krzyk bezsilności
Na profilu przewodniczącego Związku Zawodowego Górników „Przeróbka” w Bogdance, Jarosława Niemca, pojawiły się nietypowe, satyryczne grafiki. Posłowie z Lubelszczyzny – Marta Wcisło oraz Krzysztof Bojarski – zostali przedstawieni w formie stylizowanych „listów gończych” z nagłówkami „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…”.


W ostrych słowach skomentowano tam brak reakcji i zaangażowania parlamentarzystów w obecnej sytuacji, w jakiej znalazła się kopalnia. Jak zauważają autorzy inicjatywy i komentujący internauci, gdy trzeba było walczyć o mandaty i zdobywać poparcie, politycy chętnie „ogrzewali się w blasku fleszy” i w towarzystwie górników.
W czasie kampanii – przyjaciele, teraz – nieobecni
W komentarzach pod publikacjami zawrzało. Głos zabrali zarówno przedstawiciele związków, jak i mieszkańcy regionu, nie pozostawiając na politykach suchej nitki:
- „Jakoś jak są naprawdę potrzebni i Pan Bojarski, Wcisło… to ich nie ma!!! Ludzie Tuska, Platforma Obywatelska… i wszystko jasne” – pisze jeden z internautów.
- W podobnym tonie wtórują inni, wytykając parlamentarzystom, iż chętnie składali obietnice przedwyborcze, a w obliczu trudnych wyzwań dla zakładu pracy zapomnieli o swoich wyborcach.
Związkowcy przypominają m.in. wizyty i deklaracje składane na terenie Lubelskiego Węgla Bogdanka, kiedy to politycy deklarowali pełne wsparcie dla branży. Dziś, gdy pracownicy kopalni oczekują realnego wsparcia i interwencji na szczeblu krajowym, po posłach nie ma śladu.
Internauci w komentarzach pod postem Jarosława Niemca piszą bez ogródek, iż Bojarskiego łatwiej spotkać w jednej z łęczyńskich siłowni, niż w zobaczyć go w walce o losy kopalni.
Głos w dyskusji
Sytuacja ta obnaża szerszy problem relacji między elektoratem a politykami po zakończeniu wyścigów wyborczych. Górnicy z Bogdanki i mieszkańcy regionu czują się po prostu oszukani przez osoby, które miały reprezentować ich interesy w Warszawie.
W obliczu rosnących obaw o przyszłość zakładu i całego regionu samo nasuwa się zasadnicze pytanie: Czy Lubelszczyzna w ogóle potrzebuje takich posłów, którzy pojawiają się tylko wtedy, gdy walczą o własne stołki, a znikają, gdy trzeba stanąć w obronie obywateli i lokalnej gospodarki?
PS. Za miesiąc Barbórka. Przypomną sobie…

2 godzin temu










