Wasyl Bodnar oświadczył 18 sierpnia w rozmowie relacjonowanej przez Super Express, iż nazwa ukraińskiej jednostki imienia Bohaterów UPA nie zostanie zmieniona. Ambasador Ukrainy uznał polskie stanowisko za odebrane w Kijowie jak ultimatum. Dla Polski to twardy test: wsparcie dla sąsiada nie może oznaczać milczenia o Wołyniu.
Kijów zostawia nazwę, Warszawa zostaje z problemem
Wasyl Bodnar postawił sprawę jasno. Jak relacjonuje Super Express po Porannej rozmowie RMF FM, ambasador Ukrainy w Polsce powiedział, iż nazwa ukraińskiej jednostki imienia Bohaterów UPA nie będzie zmieniona, bo Kijów traktuje ją jako suwerenną decyzję państwa ukraińskiego. To nie jest drobny dyplomatyczny zgrzyt. To spór o granice przyjaźni, w której jedna strona pamięta o ofiarach, a druga oczekuje, iż pamięć zejdzie na dalszy plan.
Sprawa wraca po dekrecie Wołodymyra Zełenskiego z 26 maja 2026 r. Prezydent Ukrainy nadał Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Zbrojnych Sił Ukrainy honorowe miano imienia Bohaterów UPA, co wynika z ukazu nr 440/2026 opublikowanego przez Kancelarię Prezydenta Ukrainy. Uzasadnienie mówiło o przywracaniu tradycji narodowego wojska i zasługach jednostki w obronie państwa. W Polsce te słowa nie mogły przejść bez reakcji.
UPA to nie neutralny symbol
Dla polskiej pamięci UPA nie jest odległym skrótem z podręcznika. Instytut Pamięci Narodowej przypomina, iż Zbrodnia Wołyńska była antypolską czystką etniczną o charakterze ludobójstwa, prowadzoną przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1943-1945, także poza samym Wołyniem, co opisuje portal IPN poświęcony Zbrodni Wołyńskiej. To są fakty, nie emocjonalna przesada Warszawy.
Dlatego wcześniejsze wypowiedzi ambasadora, w których próbował rozdzielać spór o UPA od prawa Ukrainy do własnych decyzji, budziły w Polsce tak silną odpowiedź. Pisaliśmy już, iż Wasyl Bodnar bronił suwerenności Ukrainy, ale polska pamięć o UPA nie podlega negocjacji. Suwerenność Kijowa istnieje. Istnieje też suwerenność polskiej oceny historycznej. Nikt poważny nie powinien żądać od Polaków, by w imię bieżącego sojuszu połknęli kult formacji odpowiedzialnej za mordy na obywatelach II Rzeczypospolitej.
Słowo "ultimatum" odwraca ciężar sprawy
Bodnar przekonywał, iż polskie żądanie zmiany nazwy zostało po ukraińskiej stronie odebrane jako ultimatum. To wygodna formuła, bo przenosi ciężar z samej decyzji Zełenskiego na reakcję Warszawy. Tyle iż Polska nie zażądała od Ukrainy wyrzeczenia się niepodległości, armii ani prawa do obrony przed Rosją. Polska zażądała szacunku dla pamięci własnych obywateli.
Tu jest sedno. Naród, który pomaga sąsiadowi w wojnie, ma prawo powiedzieć: naszej historii nie wolno traktować jak przeszkody proceduralnej. Polska otworzyła granice, udzielała pomocy humanitarnej, wojskowej i dyplomatycznej. Ale żadna pomoc nie kasuje rachunku pamięci. Sojusz z Ukrainą przeciw Rosji ma sens wtedy, gdy opiera się na prawdzie, a nie na przemilczeniu.
Kryzys, którego nie wolno pudrować
Ambasador Ukrainy przyznał, iż spór należy do najpoważniejszych kryzysów w najnowszych relacjach obu państw. I trudno się dziwić. W Polsce nazwa z UPA działa jak uderzenie w czuły nerw, bo za tym symbolem stoją rodziny, wsie, kościoły, mogiły i przez dekady odkładane ekshumacje. Ten kontekst nie zniknie dlatego, iż ktoś w Kijowie nazwie decyzję automatyczną.
Polskie państwo powinno mówić spokojnie, ale twardo. Potrzebne są kolejne ekshumacje, pełna identyfikacja ofiar, edukacja historyczna po obu stronach granicy i jasna zasada: pamięć o zamordowanych Polakach nie jest antyukraińska. Antyrosyjska polityka bezpieczeństwa nie może zamieniać się w historyczną amnezję. To byłby błąd moralny i polityczny.
Realizm narodowy bez rusofilii i bez kapitulacji
Rosja oczywiście będzie używać tego sporu propagandowo. To pewne. Ale lekarstwem na rosyjską propagandę nie jest polskie milczenie, tylko prawda podana w sposób odpowiedzialny. Moskwa korzysta zarówno z ukraińskiego braku wyczucia, jak i z każdej histerii po naszej stronie. Polska odpowiedź musi być inna: rzeczowa, stanowcza, nie do kupienia tanim oskarżeniem o brak solidarności.
Dziennik Narodowy pisał także o tym, iż Wasyl Bodnar apelował o dialog, a Polska czeka na kolejne ekshumacje ofiar. Dialog ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do czynów. jeżeli nazwa jednostki zostaje, a polskie zastrzeżenia są sprowadzane do "ultimatum", to Kijów wysyła do Warszawy sygnał bardzo zły.
Stawka dla Polaków jest konkretna. Chodzi o to, czy nasze państwo potrafi jednocześnie wspierać Ukrainę przeciw Rosji i bronić prawdy o polskich ofiarach. Tak wygląda dojrzała polityka narodowa: bez rusofilii, bez etnicznej wrogości, bez klękania przed cudzą narracją. Polska pamięć nie jest ultimatum. Jest obowiązkiem.
Źródło: Super Express, RMF FM, Kancelaria Prezydenta Ukrainy, IPN.
Źródło: Banderyzm / Ukraina (monitor PL)











