Blokada Nawrockiego. Łętowska proponuje wyjście awaryjne

9 godzin temu
Zdjęcie: Nawrocki


Spór o Trybunał Konstytucyjny dawno przestał być prawniczą łamigłówką, a stał się testem odporności państwa na długotrwałe łamanie reguł. Gdy formalne mechanizmy zostały zablokowane, prawnicy zaczynają mówić językiem, który brzmi jak herezja – ale bywa jedyną drogą wyjścia. Właśnie w tym duchu wypowiada się Ewa Łętowska, była sędzia Trybunału, autorytet trudny do zlekceważenia choćby przez tych, którzy nie zgadzają się z jej wnioskami.

W wywiadzie dla Newsweek Polska Łętowska stawia tezę, która wielu oburza, innych prowokuje do myślenia: jeżeli prezydent odmawia odebrania ślubowania od sędziów TK, można – w drodze uchwały – powierzyć tę rolę Zgromadzeniu Narodowemu. „Co jest nad prezydentem? Zgromadzenie Narodowe. I to ono mogłoby odebrać przysięgi od sędziów, gdyby prezydent odmówił ich przyjęcia” – mówi wprost. Zaraz dodaje, z charakterystyczną uczciwością: „Gdzie to jest napisane? Nigdzie”.

Ten brak literalnej podstawy prawnej bywa przedstawiany jako dowód szaleństwa propozycji. Tyle iż Łętowska nie udaje, iż działa w świecie idealnym. Przeciwnie – opisuje rzeczywistość, w której Trybunał Konstytucyjny został systemowo osłabiony, a liczba wakatów rośnie. Sześciu sędziów na piętnastu nie ma, kolejni odejdą w 2026 r. jeżeli nic się nie zmieni, Trybunał będzie organem kadłubowym, łatwym do zakwestionowania i politycznie bezsilnym.

W tej sytuacji rządząca koalicja, zdominowana przez środowisko Donald Tusk, stoi przed wyborem: albo czekać na cud polityczny, albo poszukać rozwiązań nadzwyczajnych. Prezydent Karol Nawrocki jasno zapowiedział, iż nie będzie współpracował przy powoływaniu sędziów, których uzna za uczestników „łamania porządku prawnego”. To deklaracja polityczna, nie konstytucyjna. I właśnie tu Łętowska widzi problem.

Jej propozycja nie jest zachętą do anarchii, ale próbą ratowania konstytucyjnej funkcji Trybunału. „Wystarczy uchwała jednej i drugiej izby, a potem ślubowanie przed Zgromadzeniem Narodowym” – argumentuje. Tak, byłaby to uchwała wbrew ustawie o statusie sędziów TK. Ale czy obecny stan rzeczy nie jest już trwającym latami stanem bezprawia, sankcjonowanym przez polityczną bezczynność?

Łętowska odrzuca pomysł ślubowania przed notariuszem jako zbyt techniczny i nieadekwatny. „Prezydent stał się krnąbrnym organem politycznym władzy” – mówi – „ale wyżej nad nim w tej hierarchii lokuje się Zgromadzenie Narodowe”. To myślenie w kategoriach hierarchii konstytucyjnej, a nie literalnego czytania ustaw w sytuacji, gdy te ustawy przestały działać.

Można oczywiście pytać, czy „kolejne złamanie prawa” da się usprawiedliwić. Tyle iż pytanie alternatywne brzmi: czy trwanie w paraliżu, który niszczy konstytucyjny organ, jest mniejszym złem? W tygodniku opinii nie trzeba udawać neutralności. Propozycja Łętowskiej jest ryzykowna, ale intelektualnie uczciwa. Nie obiecuje czystych rąk, tylko brudną robotę w imię odbudowy instytucji.

Jeśli państwo znalazło się w sytuacji wyższej konieczności, to nie prawniczy formalizm, ale odpowiedzialność za całość ustroju powinna być kompasem. Łętowska ten kompas pokazuje. Teraz ruch należy do polityków.

Idź do oryginalnego materiału