Wygląda na to, iż Marcin Przydacz jest na cenzurowanym. Karol Nawrocki ma być niezadowolony z medialnych występów swojego współpracownika. A może… zazdrosny? Drużyna prezydenta Gdy Karol Nawrocki został zaprzysiężony na prezydenta RP, dość gwałtownie zorientowaliśmy się jaka to będzie prezydentura. Parafrazując znane porzekadło: pokaż mi swoich współpracowników, a powiem ci, kim jesteś. Prezydent gwałtownie zaczął otaczać się takimi postaciami jak Sławomir Cenckiewicz (został szefem
Biura Bezpieczeństwa Narodowego), Zbigniew Bogucki (szef kancelarii prezydenta) czy Adam Andruszkiewicz (wiceszef kancelarii) – narodowiec, który zasłynął wypowiedziami o „pedalskich knajpach w warszawce” i Białorusi, która mu imponowała. No i jeszcze kapelan, który pozował do zdjęcia z kibolami m.in. Olgierdem L., o pseudonimie „Olo”, podejrzanym o działalność w zorganizowanej grupie przestępczej. Przy Nawrockim na szerokie wody wypłynął też Marcin Przydacz: w latach 2019–2023 podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w 2023 i od 2025 sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP i szef Biura Polityki Międzynarodowej, a przy okazji były poseł na Sejm X kadencji. gwałtownie okazało się, iż to jeden najostrzejszych zawodników w drużynie Karola Nawrockiego. Ba, mówi się nawet, iż to Przydacz maczał palce w rezygnacji wspomnianego wyżej Cenckiewicza. Podpadł, bo jest ostrzejszy? Według informatorów „Newsweeka”, Cenckiewicz był skonfliktowany z gwiazdami Pałacu: szefem Biura Polityki