Bitwa pod Gajrowskimi. Przebicie „Burego” z pruskiego kotła

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Bitwa pod Gajrowskimi. Przebicie „Burego” z pruskiego kotła


16 lutego 1946 roku, w zaśnieżonych ostępach dawnych Prus Wschodnich, stu pięćdziesięciu partyzantów 3. Wileńskiej Brygady Narodowego Zjednoczenia Wojskowego stanęło naprzeciw blisko tysiąca dwustu żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, NKWD, milicji i Wojska Polskiego. Dwie i pół godziny walki, kilkunastu poległych — i brygada, która mimo wszystko wyrwała się z okrążenia. Gajrowskie to największe starcie polskiego oddziału podziemia z siłami okupacyjnymi w całym 1946 roku.

Wyprawa na Prusy

Zima 1945 na 1946 rok była dla oddziałów podziemia niepodległościowego na Podlasiu i ziemi łomżyńskiej czasem próby. Komunistyczny aparat represji — Urząd Bezpieczeństwa wsparty jednostkami Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, sowieckim NKWD, milicją i regularnym Wojskiem Polskim — zaciskał pętlę wokół tych, którzy nie złożyli broni. To właśnie w tych tygodniach 3. Wileńska Brygada Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, największy zwarty oddział partyzantki na tym terenie liczący około stu pięćdziesięciu ludzi, ruszyła na północ — ku dawnym Prusom Wschodnim, na teren dzisiejszych Mazur.

Dowodził nią kapitan Romuald Rajs „Bury” — przedwojenny oficer Wojska Polskiego, weteran 3. i 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Po rozwiązaniu AK nie odwiesił karabinu na kołek: kontynuował walkę w szeregach NZW, a jednostka, którą prowadził, nosiła kryptonim „Chrobry”. Byli to w większości Wilnianie — żołnierze, którzy utracili rodzinne strony za linią Curzona i dla których „za wolność naszą i waszą” nie było pustym hasłem, ale obietnicą, iż Rzeczpospolita jeszcze się o nich upomni.

Fot./skan: „Głos znad Narwi” GLOS-znad-Narwi-BRZOZOWO-┼ÜLIWOWO

W kotle pod Gajrowskimi

16 lutego 1946 roku brygada znalazła się w rejonie wsi Gajrowskie w powiecie ełckim. Dla przeciwnika była to sposobność, na którą czekał: rozległy, wojskowy pierścień miał zamknąć się wokół partyzantów i zdusić opór jednym uderzeniem. Przeciw stu pięćdziesięciu ludziom „Burego” komuniści rzucili siłę wielokrotnie większą — około tysiąca dwustu żołnierzy KBW, funkcjonariuszy NKWD, milicjantów i regularnych oddziałów Wojska Polskiego. Osiem razy liczniejszy przeciwnik, dysponujący bronią ciężką i swobodą manewru, miał wszystkie atuty po swojej stronie.

Partyzanci nie dali się jednak zaskoczyć ani rozbić od pierwszego uderzenia. Z obu stron rozległy się serie broni maszynowej i pojedyncze wystrzały karabinowe, a zaśnieżone pola między zabudowaniami zamieniły się w pole bitwy. Rozpoczęła się zacięta walka obronna, w której chodziło o jedno: powstrzymać napór, utrzymać się na stanowiskach i wyrąbać sobie drogę wyjścia z zaciskającego się kotła. Z każdą chwilą przybywały kolejne pododdziały „resortowych”, powiększając i tak miażdżącą przewagę liczebną strony komunistycznej dążącej do pełnego okrążenia.

Momentem przełomowym nie okazała się jednak przewaga w ludziach, ale w ogniu. Gdy piechota nie była w stanie przełamać zaciekle broniących się partyzantów, komuniści sięgnęli po broń ciężką. Moździerze i działko małego kalibru wręcz zasypały pociskami polskie stanowiska. To ogień artyleryjski i moździerzowy, a nie karabin, wyrwał wyłom w partyzanckiej obronie — bo tam, gdzie żołnierz z żołnierzem stawał do walki, przewaga komunistów wcale nie była tak oczywista.

Fot./skan: „Głos znad Narwi” GLOS-znad-Narwi-BRZOZOWO-┼ÜLIWOWO

Dwie i pół godziny

Bój trwał około dwóch i pół godziny — nieprawdopodobnie długo jak na starcie, w którym jedna strona miała ośmiokrotną przewagę. To sama w sobie miara dyscypliny, wyszkolenia i determinacji ludzi „Burego”. Kiedy stało się jasne, iż utrzymanie zwartego szyku oznaczałoby zagładę całej brygady, kapitan Rajs podjął decyzję o przebiciu się. I to jest istota Gajrowskich: nie klęska rozbitego oddziału, ale przebicie — manewr, który udał się mimo wszystko.

Osłonę wycofania wzięli na siebie ci, których nazwisk pamięć narodowa nie ma prawa zatrzeć. Trzon dowódczy plutonu osłonowego stanowili dwaj oficerowie: podporucznik Władysław Jurasow „Wiarus” i podporucznik Boguszewski „Bitny”. „Wiarus” — Wilnianin, oficer 3. Wileńskiej Brygady NZW — należał do tych, którzy przyszli tu z dalekich Kresów, by dalej bić się o Polskę. Razem z „Bitnym” trzymał stanowiska plutonu, który ubezpieczał odejście całej brygady kapitana „Burego”. Obaj polegli. To dzięki takim jak oni stu pięćdziesięciu ludzi nie zostało pod Gajrowskimi wybitych do nogi.

Większość żołnierzy oddziału wycofała się z kotła — indywidualnie i w małych grupach, przesączając się przez pierścień obławy pod osłoną zapadającego zmierzchu i mroźnej nocy. Straty były jednak dotkliwe: w walce pod Gajrowskimi poległo od dwunastu do piętnastu partyzantów, w tym wspomniani oficerowie. Dla oddziału tej wielkości był to cios bolesny — ubytek niemal co dziesiątego żołnierza, a wśród nich kadry dowódczej, której nie sposób było gwałtownie odtworzyć.

Cena i znaczenie

Bitwa pod Gajrowskimi zapisała się jako największe starcie polskiego oddziału podziemia z wojskami okupacyjnymi w 1946 roku. Nie było to zwycięstwo w klasycznym sensie — pole boju pozostało po stronie komunistów, tabory i część wyposażenia przepadły, a brygada musiała się rozproszyć. Ale nie było to też rozbicie oddziału, na jakie liczył przeciwnik. Osiemkroć słabszy oddział wymknął się z zaplanowanej z rozmachem operacji, zadając napastnikom straty i zachowując zdolność bojową na kolejne miesiące.

Po wycofaniu się z Prus Wschodnich brygada przeszła na teren łomżyńskiego, a później powiatu Wysokie Mazowieckie. Kapitan Rajs zreorganizował oddział, który niedługo znów miał się upomnieć o swoje — już wiosną 1946 roku, w kolejnych bojach na Podlasiu, między innymi pod Brzozowem-Antoniach i Liwem, gdzie doszło do rzadkiego w tamtym czasie współdziałania partyzantów NZW i Armii Krajowej. Gajrowskie nie zakończyły więc walki „Burego” — były jej najcięższym, ale nie ostatnim rozdziałem.

Sam dowódca miał zapłacić cenę najwyższą. Aresztowany w 1948 roku, skazany na śmierć w pokazowym procesie, kapitan Romuald Rajs „Bury” został zamordowany strzałem w tył głowy 30 grudnia. Taki los spotykał najlepszych — tych, których komunistyczna „władza ludowa” najbardziej się bała, bo uosabiali ciągłość Rzeczypospolitej wiernej dewizie Bóg, Honor, Ojczyzna.

Fot./skan: „Głos znad Narwi” GLOS-znad-Narwi-BRZOZOWO-┼ÜLIWOWO

Pamięć

Przez dziesięciolecia o Gajrowskich milczano — bo pamięć o Żołnierzach Wyklętych była dla komunistycznego państwa niewygodna, a często wprost zakazana. Dziś wiemy, iż w lutowy dzień 1946 roku garstka Wilnian i Podlasian stawiła czoła sile, wobec której nie mieli żadnych szans w arytmetyce — a mimo to przetrwali. Że ppor. „Wiarus” Jurasow i ppor. „Bitny” Boguszewski oddali życie, by ich koledzy mogli walczyć dalej. I iż przebicie spod Gajrowskich stało się symbolem czegoś więcej niż jednej bitwy: dowodem, iż wolności można bronić także wtedy, gdy wszystkie rachuby mówią, iż jest już za późno.

Głos znad Narwi upomina się o tę pamięć nie po to, by rozpalać dawne spory, ale by oddać sprawiedliwość tym, którzy w mroźnym lutym 1946 roku nie zapytali o szanse, tylko o obowiązek. Cześć ich pamięci.

Materiał opracowano na podstawie pisma „Głos znad Narwi” — glosznadnarwi.pl
Idź do oryginalnego materiału