Biały Dom skrytykował lewicową politykę premiera Hiszpanii Pedra Sáncheza po masowym napływie migrantów do Ceuty. Według Breitbartu amerykańska administracja mówi o ponad 60 tys. osób, które przekroczyły granicę w ciągu tygodnia.
Waszyngton wskazuje na Madryt
Biały Dom uznał politykę socjalistycznego premiera Pedra Sáncheza za czynnik, który otworzył drogę do masowego napływu migrantów do Ceuty. Breitbart podał, iż amerykańska administracja mówi o ponad 60 tys. osób w ciągu tygodnia. To liczba pochodząca z jednego źródła i wymaga ostrożnego traktowania do czasu pełnego bilansu władz hiszpańskich.
Spór nie dotyczy wyłącznie retoryki między rządami. Dotyka fundamentalnego pytania, czy polityka migracyjna ma odstraszać od nielegalnej drogi, czy też utrwalać przekonanie, iż samo dotarcie na terytorium europejskie daje realną szansę pozostania.
Skutki decyzji politycznych
Rząd ma prawo prowadzić humanitarną politykę. Nie ma prawa udawać, iż masowy, niekontrolowany napływ nie obciąża służb, mieszkańców, systemu opieki oraz bezpieczeństwa. Krytyka tych skutków nie jest atakiem na godność migrantów. Jest rozliczeniem władzy z jej podstawowego obowiązku.
Słowa Białego Domu mają również wymiar nacisku dyplomatycznego. Dlatego trzeba oddzielić potwierdzone zdarzenia w Ceucie od politycznej interpretacji Waszyngtonu. Odpowiedzialność władz hiszpańskich należy oceniać przez decyzje, stan granicy i skutki dla obywateli.
Polska nie może płacić za cudze błędy
Kryzys na południu Europy prędzej czy później trafia na forum Unii jako żądanie solidarności i relokacji. Polska powinna wspierać ochronę granic zewnętrznych, a zarazem stanowczo odrzucać automatyczny podział migrantów. Interes narodowy wymaga, by o tym, kto osiedla się w naszym kraju, decydowało państwo polskie.
Źródło: breitbart











