Bezpieczeństwo Polski nie może być partyjnym spektaklem [OPINIA]

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Bezpieczeństwo Polski nie może być partyjnym spektaklem [OPINIA]


Tomasz P. Terlikowski wskazuje, iż większość polskich partii zgadza się w zasadniczych sprawach bezpieczeństwa, ale logika partyjnej wojny nie pozwala im tego przyznać. Wyjątkiem pozostaje środowisko Grzegorza Brauna. Dla Polaków skutkiem politycznego spektaklu jest słabsze państwo w chwili rosyjskiej presji i wojny na Ukrainie.

I. Zgoda, której politycy nie chcą pokazać

Tomasz P. Terlikowski postawił w Wirtualnej Polsce istotną diagnozę: polityka bezpieczeństwa należy do nielicznych obszarów, które przez cały czas łączą znaczną część polskiej sceny politycznej. Jednocześnie mechanizm stałego konfliktu zmusza partie do udawania, iż przeciwnik myli się w każdej sprawie. W efekcie realna zbieżność interesów znika pod warstwą konferencji, oskarżeń i kampanijnych póz.

Z perspektywy interesu narodowego to sytuacja szkodliwa. Państwo położone na wschodniej flance NATO, obok wojny prowadzonej przez Rosję na Ukrainie, nie może budować odporności w rytmie sondaży. Armia, obrona cywilna, kontrwywiad, ochrona infrastruktury i bezpieczeństwo energetyczne wymagają planowania dłuższego niż jedna kadencja.

Spór jest potrzebny. Opozycja ma obowiązek kontrolować rząd, a rząd musi odpowiadać za swoje decyzje i wydatki. Czym innym jest jednak kontrola, a czym innym automatyczne odrzucanie każdego działania tylko dlatego, iż podjął je przeciwny obóz. Taki odruch osłabia ciągłość państwa.

II. Partyjny teatr ma realną cenę

Bezpieczeństwo nie kończy się na zakupie uzbrojenia. Obejmuje też zaufanie obywateli do komunikatów władz, odporność na dezinformację, sprawność służb oraz zdolność do spokojnego działania podczas kryzysu. o ile politycy codziennie przedstawiają państwo jako całkowicie nieudolne albo przeciwnika jako zdrajcę, sami niszczą kapitał zaufania potrzebny w godzinie próby.

Rosja korzysta z pęknięć społecznych, bo taniej jest rozbić wspólnotę informacyjnie niż pokonać ją militarnie. Ostrzeżenia przed rosyjską dywersją należy więc traktować jako kwestię państwową, nie paliwo do kolejnej odsłony wojny między partiami. Różnica zdań może dotyczyć metod, zakresu uprawnień służb i kontroli parlamentarnej. Nie może dotyczyć samego obowiązku ochrony Rzeczypospolitej.

Cena spektaklu spada na zwykłych Polaków. To oni finansują armię, ponoszą koszty zabezpieczenia infrastruktury i oczekują od władz wiarygodnych informacji. o ile każda decyzja obronna staje się narzędziem kampanii, obywatel przestaje wiedzieć, gdzie kończy się fakt, a zaczyna partyjna narracja.

III. Własna siła przed propagandą

Polska potrzebuje sojuszy, ale żaden sojusz nie zwalnia nas z budowy własnej siły. Bezpieczeństwo zaczyna się od sprawnej armii, zaplecza przemysłowego, rezerw i odpornych instytucji. Twardy realizm narodowy nie polega na odwracaniu się od NATO ani na bezkrytycznym przyjmowaniu każdej decyzji sojuszników. Polega na takim układaniu współpracy, aby Polska nie była bezradnym petentem.

Tu właśnie potrzebna jest ponadpartyjna ciągłość. Kolejne rządy mogą zmieniać priorytety zakupowe, sposób finansowania czy strukturę dowodzenia. Nie powinny burzyć wszystkiego, co rozpoczęli poprzednicy, wyłącznie po to, by postawić własną tabliczkę. Sprzęt wojskowy służy dziesiątki lat. Kadry służb i wojska buduje się jeszcze dłużej.

Nie oznacza to zawieszenia demokracji pod hasłem bezpieczeństwa. Przeciwnie, kontrola wydatków obronnych chroni państwo przed marnotrawstwem, a jawna debata pozwala ocenić priorytety. Potrzebna jest jednak granica odpowiedzialności. Informacje operacyjne, działania służb i wrażliwe dane nie mogą być rekwizytami w partyjnym przedstawieniu.

IV. Wyjątek Brauna i granica realizmu

Terlikowski wyłącza z opisywanego konsensusu partię Grzegorza Brauna. To rozróżnienie ma znaczenie, bo pod hasłem realizmu geopolitycznego łatwo przemycić bierność wobec rosyjskiego zagrożenia. Polska prawica powinna odrzucać zarówno romantyczne szarże bez rachunku sił, jak i naiwną wiarę, iż Moskwa uszanuje naszą neutralność, jeżeli tylko przestaniemy nazywać jej agresję po imieniu.

Rosja prowadzi wojnę na Ukrainie i wywiera presję na państwa naszego regionu. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ostrzega także przed zagrożeniem dla szlaków pomocy. Polska ma własne interesy wobec Kijowa, w tym obowiązek twardego upominania się o prawdę historyczną i ekshumacje ofiar rzezi wołyńskiej. Te sprawy nie unieważniają jednak podstawowego faktu: zwycięstwo rosyjskiego imperializmu przesunęłoby zagrożenie bliżej naszych granic.

Narodowa polityka nie jest polityką cudzych sentymentów. Jej miarą pozostaje bezpieczeństwo Polaków. Wsparcie dla Ukrainy powinno być rozliczalne, powiązane z polskim interesem i prowadzone bez rezygnacji z naszych roszczeń historycznych. Zarazem nie wolno mylić suwerenności z samotnością.

V. Państwo musi przetrwać kadencję

Potrzebny jest minimalny kontrakt polityczny: uznanie rosyjskiego zagrożenia, utrzymanie zdolności obronnych, ochrona granic i infrastruktury, rozwój własnego przemysłu oraz ciągłość najważniejszych programów. Partie przez cały czas mogą ostro spierać się o podatki, edukację, Unię Europejską czy zakres władzy centralnej. W sprawach egzystencjalnych muszą wiedzieć, kiedy kończy się kampania.

Nie chodzi o wspólne zdjęcia liderów ani o sztuczną zgodę elit. Chodzi o procedury, które działają niezależnie od tego, kto akurat rządzi, oraz o język debaty, który nie zamienia każdego kryzysu w walkę o kilka punktów poparcia. Państwo poważne potrafi zachować kierunek mimo zmiany gabinetu.

Stawka jest prosta. Partyjny spektakl daje politykom kilka godzin uwagi. Ciągłość polityki bezpieczeństwa daje Polakom czas, odporność i możliwość obrony własnego domu. Wybór powinien być oczywisty dla wszystkich, kto interes narodowy stawia wyżej niż interes własnego sztabu.

Źródło: Tomasz P. Terlikowski, Wirtualna Polska

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału