Marek Budzisz. Historyk, publicysta i dziennikarz. Współzałożyciel think-tanku Strategy & Future. Specjalizuje się w tematyce Rosji i postsowieckiego Wschodu. Jest autorem kilku książek, w tym wydanej ostatnio „Samotności strategicznej Polski”.
– 25 maja rozpoczyna się w Krakowie dwudniowy II Ogólnopolski Kongres i Forum Samorządowe „Bezpieczna Polska i Obywatele. Nowy System Obrony Cywilnej”. Dlaczego warto na nim być?
– Kongres skupia się na tym, co decyduje o bezpieczeństwie Rzeczypospolitej – w takim ujęciu praktycznym, a nie tylko teoretycznym. Sytuacja się zmienia, pojawiają się nowe wyzwania, więc będziemy mówili zarówno o zagrożeniach asymetrycznych, jak i polityce pozyskiwania sprzętu i zdolności obronnych. Zwrócimy też uwagę na rolę firm prywatnych – doświadczenia Ukrainy pokazują, iż sektor prywatny w rozwoju zdolności produkcyjnych ma bardzo znaczącą rolę do odegrania. Uczestnictwo w tym kongresie da każdemu zainteresowanemu porcję aktualnej wiedzy: o tym, co się mówi, nad czym się pracuje, jak wygląda ocena sytuacji strategicznej wschodniej flanki i całego naszego regionu.
– Jaka jest rola samorządów w tym systemie? Czy kongres to właśnie miejsce, gdzie samorządowcy mogą rozmawiać z rządem o bezpieczeństwie?
– Nie ma bezpieczeństwa bez zaangażowania samorządów lokalnych. Każda społeczność – czy mała, czy duża – ma swojego naturalnego lidera, do którego zwróci się w sytuacji kryzysowej o pomoc informacyjną i organizacyjną. W dużym mieście każdy blok czy wieżowiec jest odrębną społecznością. Musimy wiedzieć, kto jest tym liderem i mieć pewność, iż jest przygotowany. Pokazały to choćby ostatnie powodzie – samorządowcy odegrali w nich kluczową rolę. System bezpieczeństwa na całym świecie buduje się od dołu do góry, a nie odwrotnie. To nie jest garnitur uszyty w Warszawie, w który mieszkańcy Krakowa mają się wcisnąć. To powinien być garnitur szyty przez nas wszystkich, odpowiadający lokalnym realiom – bo każde miejsce, w którym żyjemy, jest inne, inne są zagrożenia, inna ich skala i prawdopodobieństwo. Dlatego samorządowcy są najważniejsi w systemie budowania odporności państwa.
– W Krakowie pracuje Pan w tej chwili wraz z zespołem ze Stowarzyszenia Bądź Gotów nad drugim wydaniem poradnika „Jak przeżyć sytuacje kryzysowe w bloku”.
– Tak, bo uważam, iż wiedza jest naszą główną tarczą. Musimy wiedzieć, jak zachować się w sytuacjach kryzysowych, bo tu niekoniecznie w grę wchodzą ataki czy wojny. Może się okazać, iż stoimy przed kryzysem innego rodzaju i wtedy też będziemy potrzebowali tej wiedzy. A nie będziemy jej szukać wtedy, kiedy nieszczęście już się wydarzy. Ta broszura nie jest grubym tomem do kilkudniowego studiowania. Można ją przeczytać w pół godziny. Dowie się z niej każdy, jak zbudować rodzinny plan przetrwania, jak się komunikować, gdy nie działają sieci komórkowe, w co się zaopatrzyć i na jak długo. zwykle mamy do czynienia z kilkudniowym kryzysem – i ten kryzys też warto przeżyć możliwie komfortowo.
– Polska – czy choćby Kraków – jest dziś gotowa na blackout?
– Tu tkwi pewien paradoks: żadne państwo na świecie nie może powiedzieć, iż jest przygotowane w stu procentach. Zagrożenia cały czas się zmieniają – potencjalny przeciwnik szuka słabych punktów, zmienia formy presji i agresji. Zagrożenia powstają też w sposób naturalny, co wiąże się z intensywnością naszego życia. Dlatego jesteśmy skazani na ciągłą naukę i poprawianie gotowości – to jest pewien proces, a nie stan docelowy. Generalnie uważam, iż Kraków jest dobrze przygotowany na sytuacje kryzysowe – rozmawiałem z osobami odpowiedzialnymi za ten obszar i to zdanie podzielam. Ale dobrze nie znaczy idealnie. Mieszkańcy powinni wiedzieć np. jak interpretować sygnały dźwiękowe, jak długo może potrwać przerwa w dostępie do internetu, gdzie naładować telefon, gdy w gniazdku nie ma prądu. To prozaiczne pytania, dziś nieistotne – ale w sytuacji blackoutu mogą zadecydować o wszystkim.
– Mimo wojny często bywa Pan w Ukrainie. Czy Ukraińcy są dziś wzorem odporności na zagrożenia, z którego możemy czerpać?
– Tak, możemy – i powinniśmy czerpać wzorce, a nie uczyć się na własnych błędach. Ukraina jest dziś dość odpornym państwem, ale ona jest w piątym roku wojny. Ukraińcy zostali zmuszeni do uczenia się kosztem dramatycznych wyrzeczeń i ofiar. Byłoby rozważnie, gdybyśmy skorzystali z cudzych doświadczeń, zanim sami staniemy przed taką próbą. Ale Ukraina to nie jedyny wzorzec. Systemy przygotowania do sytuacji kryzysowych w Finlandii czy w Szwecji organizują bardzo dużo ćwiczeń i sprawdzianów dla administracji samorządowej wszystkich szczebli. I to jest adekwatne podejście – im więcej ćwiczeń, tym większa szansa, iż znajdziemy błędy w naszym systemie i je poprawimy. Celem tych ćwiczeń nie jest szukanie winnych. Celem jest sprawdzenie, co jeszcze można poprawić. o ile popełniamy błędy – to nie jest tragedia. Tragedia to brak refleksji nad ich źródłami.
– Czy taka filozofia wpisuje się w nową strategię bezpieczeństwa narodowego, nad którą realizowane są prace?
– Każde dojrzałe państwo musi mieć korpus dokumentów strategicznych – one porządkują myślenie całego aparatu państwowego i samorządowego. To złożona maszyneria i trudno nią sterować, więc gdy ludzie wiedzą, w którym kierunku idziemy, zawsze jest lepiej. Te dokumenty muszą być przy tym stale aktualizowane, bo określają zarówno priorytety, jak i sposoby reagowania na zagrożenia – a te się zmieniają. Nie jest przypadkiem, iż w Stanach Zjednoczonych dokumenty strategiczne są co kilka lat pisane od nowa. My powinniśmy iść tą samą drogą, bo żyjemy w czasach coraz bardziej niebezpiecznych.
– Dziękuję za rozmowę.

![Peter Magyar pogratulował Aleksandrowi Miszalskiego pięknego miasta [wideo]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/05/miszalski-magyar.jpeg)









