Berlin wstrzymuje kolejowe podróże niemieckich polityków na Ukrainę do czasu szczegółowej oceny bezpieczeństwa, podał 15 września „Der Spiegel”. Decyzja zapadła po rosyjskim ataku z 13 września w Jagodzinie, dwa kilometry od granicy z Polską. Uszkodzona została lokomotywa pociągu Kijów-Warszawa, a dotychczasową trasę uznano za wymagającą ponownej oceny.
Berlin zmienia zasady po ataku przy granicy
Niemieccy politycy mają wstrzymać podróże pociągami na Ukrainę do czasu przeprowadzenia szczegółowej oceny bezpieczeństwa. Informację podał tygodnik „Der Spiegel”, a bezpośrednią przyczyną decyzji jest rosyjski atak w pobliżu granicy z Polską. To istotna zmiana, ponieważ przy zamkniętej przestrzeni powietrznej kolej pozostaje podstawowym środkiem transportu zachodnich delegacji jadących do Kijowa.
Decyzja Berlina nie jest przesadną ostrożnością. Jest uznaniem faktu, iż rosyjska wojna dotarła do infrastruktury, z której korzystają pasażerowie podróżujący między Kijowem a Warszawą. Moskwa uderza coraz bliżej terytorium NATO, a granica na mapie nie zatrzymuje dronów, odłamków ani skutków zakłóceń transportu.
Lokomotywa trafiona dwa kilometry od Polski
W niedzielę 13 września rosyjski dron uderzył w lokomotywę pociągu pasażerskiego Kijów-Warszawa na stacji w Jagodzinie w obwodzie wołyńskim. Stacja znajduje się około dwóch kilometrów od granicy z Polską. Nikt nie ucierpiał, ale skład został uszkodzony. Sam ten bilans wystarcza, by odrzucić próby traktowania zdarzenia jak odległego epizodu wojny.
Dla Polski jest to ostrzeżenie dotyczące ochrony przejść granicznych, węzłów kolejowych i tras prowadzących w głąb kraju. Wcześniejszy materiał Dziennika Narodowego opisywał uderzenie w kolej oraz rosyjskie twierdzenie o wojskowym charakterze celu. Twierdzenie Moskwy nie zmienia jednak podstawowego faktu: trafiona została lokomotywa pociągu pasażerskiego jadącego do polskiej stolicy.
Europejscy politycy znaleźli się w strefie zagrożenia
W czasie rosyjskiego ataku w rejonie przygranicznym znajdował się także prywatnie wyczarterowany pociąg specjalny. Jechali nim między innymi Günter Sautter, doradca kanclerza Niemiec do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson oraz inni europejscy politycy i dyplomaci. Skład został zatrzymany, a część pasażerów czasowo ewakuowano. Po odwołaniu alarmu podróż była kontynuowana.
Nie ma potwierdzenia, iż pociąg dyplomatyczny był celem ataku. Takiej tezy nie wolno przedstawiać jako faktu. Wiadomo natomiast, iż delegacja znalazła się w obszarze realnego zagrożenia, a uderzenie dosięgło inny skład na tej samej trasie. Berlin wyciągnął z tego praktyczny wniosek i zawiesił podróże do czasu ponownego sprawdzenia procedur.
Polska potrzebuje twardej ochrony wschodniej granicy
Niemiecka decyzja pokazuje, iż bezpieczeństwo delegacji, kolei i przejść granicznych musi być traktowane łącznie. Polska odpowiedź nie może kończyć się na monitorowaniu nieba podczas kolejnego alarmu. Potrzebne są stale aktualizowane procedury dla kolei, Straży Granicznej, służb ratowniczych i wojska, a także sprawna wymiana informacji z sojusznikami. Gotowość polskich służb po rosyjskiej eskalacji była już przedmiotem odprawy Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Stawką jest bezpieczeństwo Polaków oraz ciągłość połączeń, które biegną z obszaru wojny bezpośrednio do Warszawy. Rosja sprawdza odporność państw wschodniej flanki presją, strachem i uderzeniami coraz bliżej granic NATO. Polska racja stanu wymaga chłodnej głowy, szczelnych procedur i siły zdolnej odstraszyć agresora. Ostrzeżenie z Jagodzina trzeba potraktować poważnie, zanim kolejny atak przyniesie znacznie cięższe skutki.
Źródło: Interia Wydarzenia, „Der Spiegel”, Deutsche Welle.
Źródło: Interia Wydarzenia














