Problemem jest sposób, w jaki obecna większość chce zająć się kwestią Trybunału Konstytucyjnego i jakie standardy jest gotowa stosować. Przejście członka rządu niemal bezpośrednio do instytucji, która ma kontrolować konstytucyjność działań tego rządu, trudno uznać za najlepszy sygnał w sytuacji, kiedy trzeba odbudowywać nie tylko instytucję, ale przede wszystkim zaufanie do niej - pisze dla Wirtualnej Polski Krzysztof Izdebski.