Będzie unia zamiast drogi

8 godzin temu

Była: „demokratyczna”, „wolności”, „pracy” i „polityki realnej”, a teraz będzie „centrum”. Unii w dziejach III RP nigdy nie brakowało, chociaż faktem jest, iż w ostatnim czasie dało się odczuć lekki deficyt, ale od dziś wszyscy tęskniący za unią będą mogli spełnić swoje marzenia. W niedzielny poranek gruchnęła wiadomość o narodzinach nowej partii, która niczym pantofelek najpierw się podzieliła, później oddzieliła i teraz zamierza przetrwać jako samodzielny byt pod nazwą „Unia Centrum”.

Nowinę ogłosił ojciec chrzestny Polski 2050 i jest to o tyle interesujący sygnał, iż ten sam Michał Kobosko opuścił i w zasadzie żywcem pogrzebał swojego chrześniaka. Ogłoszenie ma charakter bardziej oficjalny niż rodzinny, a do tego zawiera lekką nutkę tajemnicy:

Powstanie nowej partii zostało potwierdzone w trakcie niedzielnej konferencji prasowej. – Dziś możemy oficjalnie poinformować, iż po wielu tygodniach rozmów, negocjacji, kontaktów (…) doszliśmy do porozumienia i łączymy dwa środowiska polityczne.

Nie bardzo wiadomo o jakie drugie „środowisko polityczne” chodzi, ale raczej nie jest to Polska 2050 dysponująca identyczną liczbą posłów w Sejmie. Tej tajemnicy nie rozwikłała też nowa-stara szefowa partii Paulina Hennig-Kloska, która w swoim komunikacie skupiła się na wizjach i technikaliach:

Podjęliśmy decyzję, by czas dzielenia na scenie politycznej definitywnie zakończyć i otworzyć nowy rozdział łączenia sił i powiększania współpracy (…) Dziś podjęliśmy decyzję, by utworzyć nowe środowisko polityczne, które będzie funkcjonowało także z silną reprezentacją w polskim parlamencie, pod nazwą “Unia Centrum”.

Politolodzy i pozostali analitycy polskiej sceny politycznej, od dawna wieszczą, iż przed wyborami powstanie jakaś nowa partia z jasno wyznaczonym misją, jaką w 2023 roku wypełniła Polska 2050. Nie wydaje się jednak, żeby z podziału ledwo zipiącej Polski 2050 mógł się objawić wyborczy sukces. Prawdopodobnie sami pomysłodawcy i członkowie „Unii Centrum” nie dają sobie szansy na samodzielne wejście do Sejmu, bo podstaw do tego nie ma żadnych. Sens tworzenia tej politycznej kanapy może być tylko jeden, a mianowicie taki, iż czołowi politycy nowej partii wejdą na listę Koalicji Obywatelskiej. Dla Donalda Tuska też byłby to jakiś mały interes, bo dzięki temu manewrowi mógłby się ostatecznie pozbyć znienawidzonej Polski 2050 i jeszcze bardziej znienawidzonego Szymona Hołowni.

Paulina Hennig-Kloska i pozostała czternastka posłów wykazała się nie tylko lojalnością, ale wręcz bezgranicznym posłuszeństwem wobec Donalda Tuska, dlatego mają otwarte drzwi do negocjacji. Wprawdzie Paulina Hennig-Kloska to jedna z najsłabszych ministrów w obecnym rządzie i raczej lokomotywą wyborczą nie będzie, ale niezbadane są ścieżki, po których chodzi wyborca i na przekład głosuje na Klaudię Jachirę. Nie oznacza to jednak, iż ten eksperyment musi się udać. Miejskie wiewiórki twierdzą, iż Szymon Hołownia ma nawrót choroby politycznej i nie zamierza się poddawać. Podobnie jak „Unia Centrum” nie ma szans na samodzielne przekroczenie progu wyborczego, ale planuje połączyć siły z PSL. Z kolei wciągnięcie na listę Koalicji Obywatelskiej kanapowej partyjki, to nie jest manewr oskrzydlający, tylko raczej symboliczny. Innymi słowy wielkiego przetasowania na scenie politycznej spodziewać się nie należy i choćby nie wypada.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału