Jasna Góra widziała w swojej historii wiele: królów, powstańców, pielgrzymów, a choćby polityków w chwilach szczególnego zapotrzebowania na sakralne tło. W miniony weekend do tej galerii dopisano kolejny obrazek – prezydenta Polski, który pojawił się na XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców.
Z oficjalnych komunikatów wynika, iż była to uroczystość religijna i wspólnotowa. Z przemówienia prezydenta, iż forma publicznego podziękowania elektoratowi, który okazał się wystarczająco odporny na „ideologiczne mody” i „propagandę”. Trudno o lepsze miejsce na takie deklaracje niż sanktuarium narodowe.
Prezydent nie przemawiał jak strażnik konstytucyjnej równowagi, ale jak lider obozu światopoglądowego, który z dumą stwierdza, iż „stadiony” i ich bywalcy pozostali bastionem słusznych wartości. W ten sposób głowa państwa dokonała prostego, ale skutecznego podziału: są „my” – wierni, patrioci, kibice – oraz bliżej nieokreśleni „oni”, czyli wszyscy pozostali, których poglądy nie mieszczą się w tej narracji.
Ironia polega na tym, iż urząd prezydenta z definicji nie jest urzędem plemiennym. Nie jest nagrodą za wygrane wybory ani trybuną do pielęgnowania wdzięczności wobec najbardziej lojalnych grup. A jednak w Częstochowie wybrzmiało coś przeciwnego: przekaz, w którym religia i osobisty sukces polityczny zostały splecione w jeden komunikat: prosty, emocjonalny i łatwy do zapamiętania.
Batyr kibicowskie towarzystwo przedstawił jako depozytariusza narodowych cnót, mimo iż od lat wiadomo, iż bywa ono równie różnorodne, co problematyczne. Wspominanie o chrześcijańskich wartościach w kontekście grup, które w przeszłości zasłynęły agresywną symboliką i językiem wykluczenia, wymagałoby przynajmniej jednego zdania dystansu. Takiego zdania jednak zabrakło. Zamiast tego była afirmacja – zbiorowa i bezwarunkowa.
W zasadzie trudno o komentarz do tego zdjęcia. Foto: Mikołaj Bujak / KPRP. Kliknij, aby powiększyć.Najciekawsze jest jednak to, iż całość odbyła się w miejscu, które dla milionów Polaków pozostaje przestrzenią ciszy, modlitwy i osobistego doświadczenia religijnego. Tymczasem Jasna Góra po raz kolejny posłużyła jako scenografia dla politycznego komunikatu, w którym sacrum nie tyle łagodzi spór, ile go uwiarygadnia.
Można oczywiście uznać, iż to tylko symboliczna obecność, tradycja, gest wobec „swoich”. Problem w tym, iż prezydent nie jest od bycia „swoim”. Jest od bycia wspólnym. jeżeli jednak głowa państwa woli przemawiać do wybranych grup, w wybranych miejscach i z wybranym przekazem, to trudno oczekiwać, by reszta obywateli czuła się równie reprezentowana.
Nie pozostaję więc nic innego jak złożyć Nawrockiemu propozycję udziału w kolejnych pielgrzymkach: skazanych za przestępstwa polityków PiS, upadłych developerów, pracowników domów publicznych, influencerów z TikToka i fanów reality show, którzy jeszcze nie odnaleźli swojej „misji patriotycznej”.
Najwyższy czas, aby braciszkowie z Jasnej Góry zdecydowali się na realizację w sanktuarium czegoś na kształt „Rolnik szuka żony” czy „Wyspy miłości”. Tandeta, na jaką godzą się od dwudziestu lat, najwyraźniej nie ma już żadnych barier. Niegdyś święte miejsce staje się areną jarmarcznych widowisk, w którym więcej jest prymitywnej rozrywki niż duchowości.
Przy okazji należy wskazać, iż pielgrzymka kibiców w towarzystwie prezydenta Batyra wpisuje się idealnie w odpowiedź na pytanie zawarte w artykule pt. „Dlaczego polski Kościół katolicki traci wiernych?”.
→ (mb)
11.01.2026
• foto: Mikołaj Bujak / KPRP
• bieżące felietony Baryły: > tutaj
• więcej o Nawrockim: > tutaj

5 godzin temu














