
Sądy są ostoją mocy i trwałości układu postkomunistycznego w III RP. Wynika to wprost z umowy okrągłostołowej, gdzie strona komunistyczna uzyskała zapewnienie, iż nie będzie się ruszać sądownictwa, które miało „oczyścić się samo”. Naiwnością było mniemanie, iż kadry socjalistycznego „wymiaru sprawiedliwości" dobrze będą służyć budowaniu państwa prawa. Znakomicie odnalazły się one natomiast w "państwie teoretycznym", które wyłoniło się po "upadku komuny".
„Genealogia” wielu prawników wywodzi się z czasów powojennych, gdy zaistniała konieczność osądzenia kilkuset tysięcy „wrogów ludu”. W tym celu utworzono szkoły prawnicze kształcące w 6 miesięcy (matura nie była wymagana) -nowi „sędziowie” wydali 20 tys. wyroków śmierci.
W 1948 roku utworzono 2 -letnią Centralną Szkołę Prawniczą im Teodora Duracza, której twórcą był prof. Igor Andrejew - autor kodeksu karnego PRL, wychowawca wielu pokoleń prawników, którzy następnie jako profesorowie opanowali wydziały prawa na uniwersytetach. Środowisko, replikując się, trwa do dziś…
W esbeckich papierach czasem można znaleźć adnotację „skład orzekający zabezpieczony”. To na UB i SB dobierano do sprawy „właściwych” sędziów i ustalano wyroki, które „niezawisły” sędzia odczytywał na sali sądowej. Zresztą śledczy, prokuratorzy i sędziowie często mieli powiązania rodzinne, a wszyscy funkcjonariusze i większość sędziów byli członkami partii komunistycznej cytatjak(w PRL nie wymagano apolityczności sędziów).
Po „upadku komuny” cały nietknięty aparat represji PRL pozostał na straży interesów beneficjentów przemian - okopanych w miastach elit III RP. Ten aparat jest niezwykle lojalny względem "swoich", dlatego nie było możliwości ukarania komunistycznych zbrodniarzy sądowych, a także np. usunięcia z zawodu sędziego przyłapanego na kradzieży.
Wykorzystując fetyszyzację „niezależnego sądownictwa” w zachodniej opinii publicznej, architekci „pierestrojki” nadali sędziom status „nadzwyczajnej kasty” - sędziowie mają immunitet, są nieusuwalni i nie podlegają praktycznie żadnej kontroli.
Dopiero za pierwszych rządów PiS nastąpiło częściowe otwarcie zawodów prawniczych, umożliwiające dopływ świeżych kadr na aplikacje sędziowskie.
Choć spotkało się to z oporem „kasty” argumentującej, iż prawnicze korporacje zawodowe muszą sprawować „kontrolę jakości”, uczyniono wtedy pierwszy krok w walce o dekomunizację sądownictwa.
Ważnym punktem programu wyborczego PiS w 2015 roku była reforma sądownictwa, ale zanim rząd PiS zdążył „złamać konstytucję”, już zwołano Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich, w którym brało udział 1000 sędziów. To około 10 % „kasty”, ale byli to sędziowie najbardziej wpływowi i „najwyżsi” wśród Wysokich Sędziów. Kongres był zwołany w trosce o ”zagrożoną praworządność” i miał wyraźne cechy rokoszu przeciw demokratycznie wybranej władzy. Protestujący sędziowie otrzymali „bratnią pomoc” od zagranicznych kolegów powinowatych ideowo, towarzysko i czasem etnicznie.
Krajowa Rada Sądownictwa- typująca kandydatów na sędziów i decydująca o awansach -była adekwatnie sprywatyzowana przez komunistycznych tuzów prawniczych i klany rodzinne. Zdarzało się, iż żona prezesa KRS po ukończeniu kadencji męża obejmowała jego fotel, albo osobę, która nigdy nie była sędzią mianowano prezesem Sądu Najwyższego.
„Bury jest wciąż członkiem KRS. To nie jest dla nas komfortowa sytuacja. Na byłym pośle ciążą zarzuty, ale dopóki nie zapadł wyrok skazujący jest człowiekiem niewinnym” -mówił ówczesny rzecznik KRS sędzia Żurek.
Stary aparatczyk komunistyczny Jan Bury, zasiadał w KRS 14 lat. Dziś Bury nie wybiera już sędziów, ale proces w tzw. aferze podkarpackiej rozpoczęty po 10 latach śledztwa, może trwać kolejne 10 lat.
Wybraną według nowych zasad Radę nazwano „neo-KRS” i uznano jako „nieistniejącą”, bo w przeciwieństwie do poprzedniej –„apolitycznej”, pochodziła z „politycznego nadania”. Paradoksalnie korzystając z tej samej ustawy dziś Rada jest już „legalna”, bo wybierana przez nową większość parlamentarną (taka sama sytuacja istnieje w sprawie Trybunału Konstytucyjnego).
Mimo, iż unijna ingerencja w naszą ustawę o reformie sądownictwa była pozbawiona traktatowej podstawy, czyli nielegalna, organy UE bardzo agresywnie włączyły się w obronę „polskiej praworządności”. Polskie argumenty tłumaczące reformę sądownictwa koniecznością usunięcia komunistycznych sędziów nie znajdywały zrozumienia, a grecki europoseł Kostas Papadakis występował choćby przeciw "antykomunistycznym represjom w Polsce". Na usunięcie komunistycznych sędziów mogli pozwolić sobie tylko Niemcy.
W Polsce organizowano uliczne demonstracje pod hasłem „Wolne Sądy”, a najbardziej zmotywowani „apolityczni” sędziowie jeździli po kraju czytając konstytucję za pieniądze amerykańskiego podatnika.
„Organizacje pozarządowe w Polsce, które korzystały z amerykańskich grantów, właśnie zostają na lodzie” - informuje TOK FM. „Wybitni prawnicy, na czele z sędziami czy profesorami prawa, jeździli po Polsce, rozmawiając z mieszkańcami o praworządności, Konstytucji i prawach człowieka”. Niestety właśnie dziś, gdy szczególnie ważna jest potrzeba szerzenia kultury prawnej i czytania Konstytucji, nie ma już akcji Tour de Konstytucja.
Kim są wybitni prawnicy o wspaniałych życiorysach i niezłomni ’”sędziowie wolności”? Grzebanie w życiorysach uchodzi za niegodne, ale dopiero, gdy dowiemy się „skąd ich ród”, staje się jasne do czego służą. Oboje rodziców sędziego Igora Tulei pracowali na „odcinku praworządności”, czyli w milicji i SB, stąd sędzia także „robi” w praworządności. Walczył o nią podczas rządów PiS. Szkoda, iż dziś się zniechęcił.
Prof. Marek Safian przez kilkanaście lat reprezentował Polskę w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej nawet, gdy skończyła mu się kadencja (!), bo kandydaci wysyłani przez nielubiany rząd, nie byli akceptowani. Sędzia jest skrajnie upolityczniony, ale w tym tworzonym przez polityków gremium nie wymaga się apolityczności– sędziowie powinni mieć jedynie „najwyższe kwalifikacje moralne”. Dziennik „Libération” w 2021r. ujawnił korupcję i handel wpływami sędziów TSUE „zblatowanych” z politykami Europejskiej Partii Ludowej oraz urzędnikami Komisji Europejskiej. Nie wiemy, czy liczne kary i sankcje nakładane na Polskę miały związek z niechęcią prof. Safiana do „pisowskiego” rządu. Niechęć ta może wynikać z życiorysu ojca -żołnierza Armii Czerwonej, zdolnego agenta Informacji Wojskowej, który stał się pisarzem. Wprawdzie prof. Safian mówi, iż nie ma nic wspólnego z ojcem- komunistą i sam doszedł do swojej pozycji, ale już jako szef Trybunału Konstytucyjnego publikował w piśmie „Słowo Żydowskie”, które od 2006 r. prowadził jego ojciec.
Podobny i równie wspaniały życiorys ma prof. Wojciech Sadurski. W radykalizmie poglądów profesor przebija wszystkich pozostałych, ale jego ojciec – aktywista, poseł, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, był postawiony najwyżej w komunistycznej hierarchii partyjnej.
Prof. Sadurski jest zwolennikiem rozpędzenia „neosędziów”, zablokowania prezydenta, powołania alternatywnego Trybunału Konstytucyjnego, a choćby delegalizacji PiS. Fakt, iż człowiek o takich poglądach mianowany został w 2026 roku przez ministrów Sikorskiego i Żurka na polskiego przedstawiciela w Komisji Weneckiej, świadczy o planach uzyskania zagranicznej legitymizacji do głębokich zmian ustrojowych z wykorzystaniem TK.
Utworzona za rządów PiS Akademia Wymiaru Sprawiedliwości kształciła b. dobrych prawników, podważając monopol postkomunistów na kontrolę środowiska prawniczego. Awantura wywołana nielegalną zmianą władz uczelni, była fragmentem batalii o otwarcie zawodów prawniczych.
Dziś sędziów wybranych przez tzw. neo-KRS uważa się za „obarczonych wadą prawną”, dlatego ci, którzy weszli do zawodu po 2018 roku (ok. 1/3 sędziów) nazywani są pogardliwie „neosędziami”, ich wyroki bywają kwestionowane, a cały system prawny państwa jest poważnie zagrożony.
Dziś sędziowie nie należą już do partii politycznych, ale nad sądami w dalszym ciągu unosi się duch Igora Andrejewa. Stalin zostawił nam w spadku swoje kadry, a my musimy ponosić konsekwencje braku dekomunizacji.
Zmagania o kształt sądownictwa są częścią walki o niepodległość.













