Po odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego w maju 2026 roku Kraków wchodzi w nowy polityczny rozdział, a stawką są przyspieszone wybory i kierunek, w jakim pójdzie miasto. Wśród pierwszych kandydatów, którzy zgłosili gotowość do walki o opuszczony urząd, znalazł się Bartosz Bocheńczak, członek Konfederacji i krakowski przedsiębiorca. W rozmowie z KrkNews.pl polityk nie tylko diagnozuje najpoważniejsze problemy miasta, ale też przedstawia własną wizję zmian i zapowiada, jak chciałby uporządkować finanse oraz funkcjonowanie stolicy Małopolski w najbliższych latach.
Małgorzata Armada, KrkNews.pl: Jakie są Pana związki z Krakowem?
Bartosz Bocheńczak, kandydat na prezydenta Krakowa z ramienia Konfederacji: Ja jestem z urodzenia Krakusem. Najpierw przez kilkanaście lat mieszkałem w Nowej Hucie na osiedlu Teatralnym. Później z rodzicami przenieśliśmy się do Bronowic, gdzie ukończyłem Szkołę Podstawową nr 50 przy ul. Katowickiej. Naukę kontynuowałem w Liceum Ekonomicznym nr 1, a następnie studiowałem na Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości w Krakowie. Od wielu lat działam też w Towarzystwie Przyjaciół Bronowic, które dba przede wszystkim o kultywowanie tradycji bronowickiej. Z Krakowem łączą mnie również realizowane przedsięwzięcia biznesowe.
Zgodnie z sondażami głównym powodem odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego było wprowadzenie przez niego Strefy Czystego Transportu. Czy według Pana powinna zostać ona w obecnym kształcie? Jakie zmiany proponowałby Pan wprowadzić? A może jest Pan za jej całkowitą likwidacją?
Życzyłbym sobie tego, żeby Strefa Czystego Transportu, która stała się chyba największym zapalnikiem do podjęcia decyzji o przeprowadzeniu referendum przez Krakowian, została całkowicie zniesiona. Natomiast wiem, iż mogą występować duże przeszkody prawne. o ile tych przeszkód nie udałoby się przezwyciężyć, to ograniczyłbym SCT do absolutnego minimum, czyli chociażby do okolicy samego Rynku Głównego albo np. do jednej ulicy, która będzie spełniała określone przepisami wymagania.
Jednym z najgłośniejszych i najważniejszych tematów w Krakowie pozostaje budowa metra. Czy gdyby objął Pan urząd, rozpoczęte już prace nad tą inwestycją byłyby kontynuowane?
Jestem przekonany, iż metro jest potrzebne Krakowowi. Niewykluczone, iż można byłoby zmodyfikować przebieg wytyczonych linii, ale aby o tym dyskutować, trzeba wejść głębiej w studium uwarunkowań i pochylić się nad potrzebami mieszkańców. Nie chciałbym być człowiekiem, który absolutnie wywróci to, co zostało już ustalone, bo to byłoby dalsze marnotrawienie pieniędzy. Być może te rozwiązania, które zostały już przyjęte, są dobre. To wymaga analizy.
Natomiast co do zasadności budowy metra jestem przekonany, iż Kraków, o ile chce się rozwijać i chce być miastem nowoczesnym, miastem szybkiego transportu, wygodnym dla mieszkańców, dla pracowników i ludzi starszych, to go potrzebuje. My jesteśmy miastem zakorkowanym, jesteśmy miastem starym, w którym budowanie nowych ulic jest praktycznie już niemożliwe, bo mamy starą zabudowę, mamy kamienice, których nie da się ruszyć, i absolutnie nie zamierzałbym tego robić.
Zadłużenie Krakowa wynosi już ponad 8 mld złotych, a według prognoz pod koniec roku zbliży się do 9 mld. Jaki jest Pana pomysł na jego zmniejszenie?
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. o ile udałoby mi się objąć urząd prezydenta, chciałbym dokonać gruntownego audytu budżetu miasta, wydatków i wpływów, i na jego podstawie sprawdzić, gdzie to wiadro jest dziurawe, oraz zacząć starania, aby je uszczelniać. Od tego trzeba zacząć, bo nie ma żadnych wątpliwości, iż mamy do czynienia z dziurawym wiadrem. o ile przez ostatnie dwadzieścia lat systematycznie zadłużaliśmy Kraków, to trzeba przede wszystkim zatrzymać ten proces.
Nie ma innej metody na naprawienie budżetu niż albo ograniczenie wydatków, albo zwiększenie wpływów do tego budżetu. To są tylko dwie możliwości, a wpływy można zwiększać przede wszystkim przez ponowne podnoszenie podatków i przerzucanie tych ciężarów na obywateli. Nie chciałbym tego robić. Mamy w Krakowie najdroższe ceny biletów na komunikację miejską, najdroższe parkowanie, jedne z najwyższych stawek podatków. Nie widzę już możliwości dokręcania śruby mieszkańcom poprzez zwiększanie kosztów życia w mieście.
Bardziej myślę o ograniczeniu wydatków, ale do tego potrzebny jest właśnie audyt przeprowadzony przez specjalistów, biegłych rewidentów, którzy powiedzą, z czego można zrezygnować. Na pewno trzeba się też pochylić nad kwestią kolesi, którzy byli zatrudniani w różnych instytucjach i spółkach komunalnych nie na podstawie swoich kompetencji, a na kanwie znajomości z byłym prezydentem. Trzeba zweryfikować, czy ich wynagrodzenia oraz wynagrodzenia, które pobierali doradcy prezydenta Miszalskiego, odpowiadały kompetencjom i owocom pracy, jakie generowali.
Jednym z powodów odwołania Aleksandra Miszalskiego były podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, które należą do najwyższych w Polsce. Czy należy obniżyć je do poprzedniej taryfy czy wprowadzić zupełnie nową?
Podnoszenie cen biletów przy jednoczesnym zachęcaniu obywateli do przesiadania się z samochodów do komunikacji zbiorowej to czysty absurd i niedorzeczność. To było nielogiczne i nie miało prawa zadziałać, a mieszkańcy słusznie mogą czuć wściekłość za wprowadzenie takiego rozwiązania, zwłaszcza w Krakowie, który jest miastem studentów i ogromnej rzeszy osób, które dojeżdżają do pracy. Komunikacja miejska powinna być tania, przystępna i zachęcająca do korzystania z niej.
Dużo podróżuję po Polsce, bywam w Warszawie i takich cen biletów nie ma choćby w stolicy. Powinniśmy wrócić do niższych cen, natomiast – tak jak mówię – gospodarkę finansową należy traktować holistycznie. Czyli najpierw przeprowadzić audyt, a później podejmować konkretne decyzje. Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby koszty przejazdu komunikacją miejską miały pozostać na obecnym poziomie.
Kolejnym tematem palącym w Krakowie jest Strefa Płatnego Parkowania. W 2025 r. podniesiono stawki za parkowanie, w 2026 r. wydłużono godziny obowiązywania SPP i wprowadzono płatne niedziele (po korekcie – dla przyjezdnych). Ponadto mieszkańcy nieustannie narzekają na brak miejsc parkingowych. Jakie Pan rozwiązania proponuje w tych kwestiach?
Z jednej strony faktycznie, jak zajeżdża się do centrum Krakowa i chce się zostawić samochód w okolicy Rynku Głównego czy Plant, trzeba zrobić kilka okrążeń, żeby znaleźć miejsce. Natomiast z drugiej strony, jak już się uda, to 11 złotych za godzinę parkowania naprawdę nie widziałem w żadnym innym mieście. Nie widziałem też, aby pobierano opłaty za parkowanie w soboty, a o płaceniu w niedzielę nie wspomnę. To czysty absurd. Mam wrażenie, iż włodarze miasta, wprowadzając takie rozwiązanie, nie kierowali się wcale problemem braku miejsc parkingowych dla mieszkańców, bo takie sprawy załatwia się inaczej. Nie kierowali się dobrem Krakowian, ale tym, żeby w jakiś sposób załatać dziurę budżetową. Wymyślili sobie taki modus operandi, iż załatają ją z kieszeni obywateli, czy to w cenach biletów, czy rzeczonego parkowania. Tymczasem trzeba znaleźć inny sposób, żeby mieszkańcy nie ponosili znowu kosztów.
Ja rozumiem, iż cena parkowania może być wysoka i trzeba ją w jakiś sposób regulować, żeby zniechęcać ludzi do przyjazdu do centrum samochodem, ale jeżeli równocześnie podnosimy ceny biletów komunikacji miejskiej, to nie trzyma się kupy. Przede wszystkim myślałbym tutaj o parkingach wielopoziomowych, w tym parkingach Park & Ride, takich jak ten powstający w tej chwili przy przystanku Bronowice SKA. Takich parkingów powinniśmy mieć na rogatkach miasta wybudowanych dziesiątki. One powinny zachęcać do tego, żeby zostawiać tam swoje auto za darmo i jeździć komunikacją miejską.
Ponadto parkingi powinny powstawać w partnerstwie publiczno-prywatnym również w samym mieście. Tego typu rozwiązania są obecne zarówno w miastach azjatyckich, jak i na zachodzie Europy. To nie jest rocket science, tylko coś normalnego, co można przenieść na krakowski grunt.
W naszej rozmowie padło już słowo „kolesie”. Mieszkańcy Krakowa, którzy poszli do urn odwołać Aleksandra Miszalskiego, mieli zastrzeżenia do sposobu obsadzania stanowisk w urzędzie i spółkach miejskich i zarzucali byłemu już prezydentowi nepotyzm. Czy może Pan zagwarantować, iż za Pana władzy tzw. kolesiostwo odeszłoby w zapomnienie?
Jeżeli zostanę prezydentem, wydam absolutny zakaz zatrudniania członków jakiejkolwiek partii politycznej w spółkach samorządowych, w instytucjach miejskich, w radach nadzorczych czy zarządach. Ten zakaz będzie oczywiście dotyczył też członków Konfederacji oraz ich rodzin. W takich miejscach powinni pracować specjaliści rekrutowani z rynku, a nie znajomi. Brzydzę się takim postępowaniem. Dla mnie to jest kolesiostwo, to jest nepotyzm, to po prostu kradzież publicznych pieniędzy przez nominatów partyjnych i absolutnie nie będzie w moim przypadku takich działań.
W dodatku postulowałbym wprowadzenie systemu typu KSeF, czyli rejestru wydatków, dla wszystkich instytucji publicznych, urzędu miasta, spółek samorządowych czy holdingów komunalnych. Miałyby one obowiązek publikowania faktur, umów i trybu ich zawarcia z pracownikami, informacji o prowadzonych procesach rekrutacyjnych czy konkursach w czasie rzeczywistym. To wszystko musiałoby być publikowane w dostępnej dla obywateli formie, np. na stronie czy dzięki bramki API, żeby mieszkańcy mogli w każdej chwili sprawdzić, na co idą ich pieniądze. Nie może dochodzić do sytuacji, kiedy ukrywamy jakiekolwiek konkursy. Nie może dochodzić do sytuacji, iż ktoś przegrywa konkurs na dyrektora Sanepidu, po czym zostaje dyrektorem tego Sanepidu, jak to było w przypadku jednego z działaczy Koalicji Obywatelskiej. Trzeba skończyć z takim postępowaniem.
Od jakiegoś czasu Kraków boryka się z masowymi zwolnieniami pracowników. Mieliśmy być drugą Doliną Krzemową, a tymczasem korporacje przenoszą się do tańszych krajów. Jaki jest Pana pomysł na rozwiązanie tego problemu?
To prawda, iż przez lata Kraków rozwijał się jako centrum usług dla wielkich międzynarodowych korporacji. Powstawały kolejne biurowce i tysiące ludzi znajdowało zatrudnienie. Trzeba przyznać, iż dawało to naszemu miastu ogromny rozwój. Natomiast dziś widzimy bardzo wyraźnie, iż ten model się kończy. Mówimy o tysiącach zwalnianych ludzi, ponieważ korporacje przenoszą część swoich procesów m.in. do Indii, Egiptu czy Pakistanu. Ja nie zamierzam oszukiwać mieszkańców Krakowa, iż my ten proces zatrzymamy, bo tak się nie dzieje. Takich globalnych procesów nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Świat się zmienia i Kraków musi zrobić krok do przodu.
Nie chciałbym, żeby ambicją naszego miasta było wyłącznie dostarczanie usług dla zagranicznych centrów. Chcę, żebyśmy się skupili na budowie krakowskiej strefy nowych technologii. Przestrzeni, która przyciągnie do naszego miasta najbardziej innowacyjne firmy świata, np. rozwijające sztuczną inteligencję, pracujące nad nowoczesnymi procesorami, nad cyberbezpieczeństwem, robotyką, technologiami medycznymi czy nowoczesnymi rozwiązaniami przemysłowymi.
Myślę, iż w Polsce nie istnieje drugie miasto z takim potencjałem na to, żeby stać się europejską doliną nowych technologii. Mamy Uniwersytet Jagielloński, Akademię Górniczo-Hutniczą, Politechnikę Krakowską i tysiące niezwykle zdolnych młodych ludzi. Mamy inżynierów, mamy programistów, mamy naukowców i przedsiębiorców. Mamy absolutnie wszystko, czego potrzebuje XXI wiek, czyli talent, wiedzę i kapitał ludzki. Powinniśmy z tego skorzystać, tylko brakuje ambicji władz. Wcześniej było nią dostarczanie tanich usług dla całego świata, ale ten etap się kończy i trzeba przemodelować Kraków na bycie Doliną Krzemową, ale w innym znaczeniu.
Jakie są trzy podstawowe, priorytetowe tematy, którymi chciałby Pan zająć się podczas prezydentury?
Prezydentura następcy po Aleksandrze Miszalskim będzie trwała dwa lata. W tym krótkim czasie trudno będzie zrobić coś bardzo rozwojowego. Przede wszystkim trzeba się skupić na oddłużeniu miasta – to dla mnie priorytet. Kolejnymi są skończenie z kolesiostwem i likwidacja Strefy Czystego Transportu, przynajmniej w obecnym kształcie. Ktoś, kto teraz przyjdzie i będzie składał piękne obietnice, będzie również pięknie kłamał. Ja wolę mówić brzydkie prawdy niż pięknie kłamać. Nie chcę obiecywać nie wiadomo czego, bo te dwa lata będą przede wszystkim dwoma latami naprawiania błędów, okresem bardzo trudnej prezydentury. To będą dwa lata, w których być może będziemy musieli zrobić krok wstecz, żeby za chwilę zrobić kilka kroków do przodu. To będzie wymagało trudnych decyzji, ale jestem na nie gotowy.

1 godzina temu













