Prezydent Bolesławca Piotr Roman podczas sierpniowej sesji Rady Miasta poparł zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem „Stop Banderyzmowi”. Inicjatywa ma wprowadzić odpowiedzialność karną za publiczne propagowanie ideologii OUN-UPA i ochronić pamięć ofiar ludobójstwa wołyńskiego. Dla Polski stawką jest jasna granica między współpracą z Ukrainą a zgodą na kult sprawców.
Samorządowiec zachęca do składania podpisów
Piotr Roman zabrał głos podczas sierpniowej sesji Rady Miasta Bolesławiec, gdy przedstawiał sprawozdanie z działalności między posiedzeniami. Poinformował o prowadzonej w kraju zbiórce podpisów pod obywatelskim projektem ustawy „Stop Banderyzmowi”. Podziękował radnym i byłym radnym, którzy już włączyli się w akcję, oraz wskazał, iż potrzebne materiały są dostępne dla kolejnych zainteresowanych.
Prezydent miasta postawił sprawę jasno: „Banderyzm w Polsce to jest rzecz, która powinna być zakazana ustawowo i tępiona, podobnie jak działania promujące faszyzm czy komunizm”. Cytat przytacza lokalny portal Istotne.pl w relacji z sesji. Roman zastrzegł zarazem, iż inicjatywa nie jest wymierzona w Ukraińców. Jej przedmiotem jest ideologia i publiczna gloryfikacja formacji odpowiedzialnych za mordowanie polskich obywateli.
Ta granica ma znaczenie. Polska ma prawo wspierać napadniętą przez Rosję Ukrainę, a równocześnie wymagać prawdy o OUN-UPA. Partnerstwo międzypaństwowe nie może być kupowane milczeniem nad grobami Polaków.
Projekt dotyczy Kodeksu karnego i ustawy o IPN
Obywatelski projekt „Stop Banderyzmowi” przewiduje zmiany w Kodeksie karnym oraz ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej. Według komitetu jego celem jest penalizacja publicznego propagowania ideologii OUN i UPA, wzmocnienie ochrony pamięci ofiar oraz ściganie zaprzeczania zbrodniom popełnionym na ludności polskiej. Do wniesienia obywatelskiego projektu pod obrady Sejmu potrzeba co najmniej 100 tysięcy podpisów osób mających prawo wybierania posłów.
To kolejna próba prawnego uporządkowania sprawy, która od lat odbija się od politycznej kalkulacji. Dziennik Narodowy opisywał już, jak inicjatywa „Stop Banderyzmowi” rozpoczęła ogólnopolską zbiórkę. Wcześniejsze projekty i poprawki wywoływały w Sejmie spór o zakres penalizacji oraz relacje z Kijowem.
Prawo karne musi być precyzyjne. Nie wolno karać za badania historyczne, rzetelną debatę ani samo opisywanie ideologii. Państwo powinno jednak reagować, gdy w przestrzeni publicznej gloryfikuje się OUN-UPA lub fałszuje odpowiedzialność sprawców ludobójstwa. Wolność słowa nie oznacza obowiązku bezradności wobec propagandy zbrodniczego nacjonalizmu.
Pamięć nie jest kartą przetargową
Zbrodnia wołyńska pozostaje otwartą raną polskiej pamięci. Nie dlatego, iż Polacy chcą wrogości wobec współczesnych Ukraińców. Przyczyną jest brak pełnych ekshumacji, godnych pochówków i jednoznacznego odrzucenia kultu ludzi związanych z OUN-UPA. Spór o penalizację propagowania banderyzmu dotyczy więc elementarnego obowiązku państwa wobec własnych obywateli i własnej historii.
Stanowisko Piotra Romana zasługuje na poparcie, bo nie ucieka ani w antypolskie przemilczenie, ani w odpowiedzialność zbiorową. Wskazuje konkretną ideologię, konkretny problem prawny i obywatelską drogę działania. Dla Polaków oznacza to szansę na prawo, które nazwie granice dopuszczalnej propagandy i przestanie traktować pamięć o pomordowanych jak kłopotliwy dodatek do bieżącej dyplomacji.
Źródła: Istotne.pl, Bolec.Info, Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Banderyzmowi”.













