Azyl, który uwiera. Ziobro stał się obciążeniem dla PiS

9 godzin temu

Ucieczka Zbigniewa Ziobry na Węgry nie jest już tylko osobistym dramatem byłego ministra sprawiedliwości ani prawną awanturą o azyl. Stała się testem zbiorowej pamięci i społecznego osądu. A ten osąd jest bezlitosny. Polacy nie mają wobec Ziobry złudzeń – i coraz wyraźniej dają do zrozumienia, iż jego obecność w polityce obciąża nie tylko jego samego, ale także partię, z której się wywodzi.

Fakty są znane i powtarzane jak refren. Władze w Budapeszcie przyznały Ziobrze ochronę międzynarodową, uznając, iż w Polsce grożą mu „prześladowania polityczne”. Tymczasem w kraju toczy się wobec niego postępowanie prokuratury, obejmujące m.in. zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą w resorcie sprawiedliwości i manualnego sterowania konkursami z Funduszu Sprawiedliwości. Łącznie – 26 przestępstw. To nie jest polityczna publicystyka, ale katalog zarzutów.

Politycy Prawo i Sprawiedliwość bronią Ziobry, przekonując, iż nie może on liczyć na uczciwy proces. – „Azyl polityczny został przyznany ze względu na to, iż prokuratura działa jako organ umotywowany politycznie” – mówił na antenie RMF FM były premier Mateusz Morawiecki. – „Czy Zbigniew Ziobro jest ścigany ze względów politycznych? Oczywiście, iż tak” – dodał. To narracja dobrze znana: państwo prawa zamienia się w państwo opresji dokładnie w tym momencie, gdy dotyka swoich dawnych architektów.

Jeszcze dalej poszedł prezes PiS Jarosław Kaczyński, który pytany o wpływ sprawy Ziobry na partię, stwierdził, iż „zupełnie nie przeszkadza”, a jego ewentualne aresztowanie „prowadziłoby do przedwczesnej śmierci”. To słowa mocne, emocjonalne, ale zarazem symptomatyczne: zamiast politycznej refleksji – dramatyzacja, zamiast rachunku odpowiedzialności – apel do współczucia.

Problem w tym, iż społeczeństwo przestało tę opowieść kupować. Najnowszy sondaż pracowni SW Research dla Onetu pokazuje wyraźnie: 55,7 proc. Polaków uważa, iż pobyt Ziobry na Węgrzech jest obciążeniem wizerunkowym dla PiS. Przeciwnego zdania jest zaledwie 18,5 proc., a co czwarty badany nie ma zdania. To nie jest drobne wahnięcie nastrojów – to sygnał, iż społeczna cierpliwość się wyczerpała.

Co ważne, ten sceptycyzm wobec Ziobry nie kończy się na elektoracie opozycyjnym. Coraz częściej słychać go także wewnątrz PiS, choć zwykle półgębkiem i poza kamerami. Dla wielu działaczy były minister sprawiedliwości stał się politycznym balastem: symbolem epoki nadużyć, konfliktów i radykalizmu, który dziś utrudnia partii odbudowę wiarygodności. Oficjalnie nikt tego nie powie, ale sondaże mówią same za siebie.

Ziobro miał być twarzą „twardej ręki” państwa, bezkompromisowego ścigania przestępców i moralnej odnowy. Dziś siedzi w Budapeszcie jako uchodźca polityczny, a większość Polaków widzi w tym nie akt heroizmu, ale ucieczkę przed odpowiedzialnością. Paradoks polega na tym, iż im głośniej jego partyjni koledzy zapewniają o niewinności i prześladowaniach, tym wyraźniej widać rozdźwięk między partyjną narracją a społecznym odbiorem.

Sprawa Ziobry stała się więc czymś więcej niż indywidualnym dramatem prawnym. Jest lustrem, w którym odbija się bilans rządów PiS w obszarze państwa prawa. I to lustro pokazuje obraz, od którego choćby najwierniejsi sojusznicy zaczynają odwracać wzrok.

Idź do oryginalnego materiału