Gdy tylko 4 stycznia 2026 roku grecka przestrzeń powietrzna praktycznie zamarła, w części polskiej debaty natychmiast pojawiła się teza: „to na pewno Rosja”. Generał Wroński, występujący w mediach społecznościowych jako @Aeromobilny, bez większych dowodów zaczął budować narrację o rzekomej potędze rosyjskich zdolności technicznych, które miały sparaliżować odległą Grecję „dla draki”. Problem polega na tym, iż fakty kompletnie nie wspierają tej tezy, a jej powielanie robi coś bardzo niebezpiecznego – wzmacnia mit rosyjskiej wszechmocy, który nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.
4 stycznia 2026 r., mniej więcej od godziny 9:00 do 16:00 czasu lokalnego, doszło do całkowitego blackoutu łączności radiowej w obszarze informacji lotniczej Athens FIR, obejmującym praktycznie całą Grecję. Przestała działać niemal cała łączność VHF – w tym częstotliwości awaryjne – co uniemożliwiło kontakt między kontrolerami ruchu lotniczego (ATC) a pilotami.
Dla porządku: w lotnictwie cywilnym i wojskowym pasmo VHF używane do komunikacji obejmuje zakres 108,000–136,975 MHz. Utrata tego pasma oznacza w praktyce paraliż ruchu lotniczego.
Skutki były natychmiastowe i widoczne gołym okiem. Wszystkie starty i lądowania w Grecji – od Aten Eleftherios Venizelos po lotniska regionalne – zostały wstrzymane. Przestrzeń powietrzna opustoszała, co można było obserwować na Flightradar24. Samoloty kierowano do sąsiednich państw, a chaos rozlał się po całej Europie w postaci opóźnień i odwołań lotów, dotykając tysięcy pasażerów.
Oficjalne stanowisko: bez cyberataku, bez sabotażu
Grecka Agencja Lotnictwa Cywilnego (HCAA) jasno opisała zdarzenie jako „masową interferencję na niemal wszystkich częstotliwościach obsługujących Athens FIR”, połączoną z jednoczesną awarią infrastruktury telekomunikacyjnej, w tym linii HELLAS COM i operacyjnych połączeń telefonicznych.
Kluczowe jest jedno: rząd Grecji jednoznacznie wykluczył cyberatak i sabotaż. W oficjalnych komunikatach podkreślono, iż nie ma żadnych przesłanek wskazujących na działanie zewnętrzne, a tym bardziej na ingerencję obcego państwa. Związek kontrolerów lotów zwrócił natomiast uwagę na coś, o czym w środowisku mówi się od lat – systemy są przestarzałe, pochodzą w dużej mierze z lat 90., a modernizacja była wielokrotnie odkładana, ograniczając się do minimum przed igrzyskami olimpijskimi w 2004 roku.
Prawdziwa przyczyna: infrastruktura, nie geopolityka
Wbrew sensacyjnym sugestiom, wiele źródeł – w tym grecka telewizja publiczna ERT oraz wstępne ustalenia służb – wskazuje na konkretną, lokalną przyczynę techniczną. Chodzi o awarię anteny nadawczo-odbiorczej w masywie górskim Gerania, w zachodniej Attyce, niedaleko Aten.
Usterka tej anteny mogła doprowadzić do emisji niekontrolowanego sygnału w paśmie VHF, powodując masową interferencję. W grę wchodzą bardzo przyziemne scenariusze: zwarcie, przegrzanie, uszkodzenie mechaniczne lub degradacja sprzętu. Żadnej „wojny radioelektronicznej”, żadnej spektakularnej operacji specjalnej – po prostu awaria infrastruktury krytycznej, która nie była odpowiednio modernizowana.
Mit rosyjskiej wszechmocy – komu to służy?
Narracja forsowana m.in. przez generała Wrońskiego w sieci nie tylko nie znajduje potwierdzenia w faktach, ale wręcz działa na korzyść Kremla. Buduje obraz Rosji jako państwa zdolnego jednym ruchem sparaliżować systemy NATO w dowolnym kraju. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej prozaiczna.
Ta sama Rosja, która rzekomo miała „dla zabawy” wyłączyć grecką kontrolę ruchu lotniczego, nie była w stanie sparaliżować Ukrainy – państwa słabszego gospodarczo, biedniejszego i przez lata gorzej przygotowanego infrastrukturalnie. Nie udało się ani zniszczyć jej łączności, ani energetyki, ani administracji w skali, jaką zapowiadano.
W Czeczenii działał kiedyś terrorysta Salman Radujew, który po każdym wybuchu kuchenki gazowej w Rosji ogłaszał: „to nasza robota”. Mechanizm był prosty – przywłaszczać cudze awarie i chaos, by budować mit własnej potęgi. Dziś podobny „darmowy prezent” Rosji fundują zachodni komentatorzy, którzy każdą usterkę techniczną chcą widzieć jako dzieło Kremla….
A tak generał Wroński @Aeromobilny buduje potęgę Rosji, która miała rzekomo sparaliżować odległy kraj – Grecję- dla draki. Ta sama Rosja, która uderzając na Ukrainę nie potrafiła sparaliżować słabszego i biedniejszego przeciwnika. To po kolei co wiemy o incydencie:
4 stycznia… https://t.co/CbrajHVWNL
— Jan Piński (@Jan_Pinski) January 6, 2026

1 dzień temu



