10. dzień każdego miesiąca od lat wygląda podobnie: politycy związani z Prawem i Sprawiedliwością, sympatycy tej formacji i przeciwnicy obchodów gromadzą się przed pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej na placu marszałka Józefa Piłsudskiego. Tym razem scenariusz został lekko zmodyfikowany przez nieobecność najważniejszej postaci tego rytuału.
Jarosław Kaczyński, który przez lata przewodził comiesięcznym uroczystościom, nie pojawił się pod pomnikiem. Według informacji ze sztabu partii prezes dochodzi do siebie po ciężkiej infekcji, która wymagała kilkudniowej hospitalizacji, a dopiero niedawno opuścił szpital. Jego brak na placu był widoczny nie tylko symbolicznie – zmienił też układ sił przy mikrofonie.
Rolę głównego mówcy przejął wiceprezes PiS i były szef MON Mariusz Błaszczak. To on wygłosił przemówienie, w którym pamięć o ofiarach katastrofy splótł z ostrzeżeniami przed Rosją i opowieścią o "imperium", które w różnych odsłonach miało zagrażać Polsce przez dziesięciolecia.
Błaszczak o Rosji i "barbarzyńcach", protestujący o "kłamstwie"
W swoim wystąpieniu Błaszczak przypominał o Katyniu, o rosyjskich zbrodniach na polskich oficerach i o tym, iż – w jego narracji – niezależnie od kolorów i ustrojów "imperium rosyjskie" zawsze było śmiertelnym zagrożeniem dla naszego kraju. Katastrofa pod Smoleńskiem została wpisana w ten ciąg wydarzeń jako kolejny akt historii, w której Rosja występuje w roli agresora.
Wszystko to działo się przy wyraźnym sprzeciwie grupy przeciwników miesięcznic, którzy pojawiają się tam regularnie od wielu miesięcy. Gdy wiceprezes PiS mówił o zagrożeniu ze strony Moskwy, pod pomnikiem niosły się okrzyki "kłamca". To nie pierwsza taka sytuacja – obie strony konfliktu mają już wypracowany schemat zachowań: politycy PiS powtarzają swoje tezy, a aktywiści odpowiadają gwizdami, transparentami i okrzykami.
Tym razem Błaszczak przeszedł do otwartej konfrontacji słownej. Stwierdził, iż osoby zakłócające uroczystość to w europejskiej i chrześcijańskiej kulturze po prostu „barbarzyńcy”. Związał ich także wprost z "propagandą imperialnej Rosji", sugerując, iż świadomie lub nieświadomie wpisują się w przekaz korzystny dla Kremla.
Oberwało się również obecnej władzy. Według wiceprezesa PiS to właśnie rządzący mają umożliwiać protestującym działanie poprzez spotkania z nimi i brak klarownego potępienia ich zachowań. Błaszczak zasugerował, iż minister sprawiedliwości nie tyle tonuje emocje, ile "rozzuchwala" krytyków miesięcznic.
– Niestety nasze uroczystości są, jak co miesiąc, zakłócane przez ludzi, których w naszej kulturze europejskiej, chrześcijańskiej, nazywa się wprost barbarzyńcami. To ludzie, którzy wpisują się w propagandę imperialnej Rosji, propagandę putinowską. Niestety tak się dzieje, gdyż pozwala im na to obecna władza. Minister sprawiedliwości przyjmuje tych ludzi. Czy napominał ich? Czy mówił im, iż takie zachowanie jest niestosowne? Wręcz przeciwnie. Rozzuchwalał ich. Ale bądźmy spokojni. Prawda zawsze zwycięży – mówił Błaszczak.
Antoni Macierewicz był pod pomnikiem jeszcze przed świtem
Zanim rozpoczęły się główne uroczystości, pod pomnikiem zdążył pojawić się inny stały uczestnik smoleńskich miesięcznic – Antoni Macierewicz. Były szef MON, od lat przekonany, iż w Smoleńsku doszło do zamachu, przyszedł na plac Piłsudskiego już nad ranem, jeszcze przed świtem.
Na nagraniach, które krążą w mediach społecznościowych, widać Macierewicza stojącego obok policjantów i grupy aktywistów. Jedna z uczestniczek tłumaczy funkcjonariuszom, iż zgłoszono niewielkie, czteroosobowe zgromadzenie. Z kolei jeden z działaczy zwraca się do policjantów, by "wzięli go za fraki", bo jak twierdzi były minister próbuje "wedrzeć się" na teren ich protestu.

2 godzin temu







