Rodzice chcą chronić dzieci przed niebezpieczeństwem, dlatego rano podwożą je pod same drzwi szkoły. Problem w tym, iż samochody same stają się zagrożeniem. Zastawiają przejścia dla pieszych, wjeżdżają na drogi rowerowe, emitują spaliny i hałasują. – Teren wokół szkoły to ma być przestrzeń, która służy dzieciom, a nie spieszącym się rodzicom – mówi nam Elżbieta Lemańska-Błażowska z Rodziców dla Klimatu.
Poranny szczyt komunikacyjny pod szkołą potrafi przypominać sceny jak z filmu. Samochody ustawiają się w kolejce, kierowcy szukają miejsca parkingowego, ktoś próbuje wcisnąć się przed innych, ktoś zatrzymuje się na drodze rowerowej. Dzieci wysiadają między pojazdami, omijają otwarte drzwi i próbują przedostać się na drugą stronę ulicy. Wszystko po to, żeby dotrzeć do szkoły bezpiecznie. Często te samochody zasłaniają pieszym przejście i widoczność. Do tego spaliny, szczególnie z silników Diesla, są codzienną dawką trujących zanieczyszczeń, serwowaną uczniom pod placówkami.
– Samochody zastawiają widoczność na pasach. Zdarzały się sytuacje, w których naprawdę cud, iż żadne dziecko nie zostało potrącone. Było wyprzedzanie autobusu, ignorowanie znaków i zapór – opowiada Elżbieta Lemańska-Błażowska z Rodziców dla Klimatu.
- Czytaj także: To dlatego dzieci nie mogą bezpiecznie dojść do szkoły. W wielu miejscach łatwo to zmienić
Dzieci wcale nie chcą jeździć autem
To nie są wyłącznie przypuszczenia ani pojedyncze obserwacje rodziców. We Wrocławiu, na zlecenie tamtejszego Urzędu Miasta, przeprowadzono badania ruchu przy pięciu szkołach – zarówno w centrum, jak i na obrzeżach. Wykonało je stowarzyszenie Zielone Mazowsze. Marek Smyk, prezes organizacji, zwraca uwagę, iż wyniki badań mogą być zaskakujące dla osób przekonanych, iż większość uczniów jest przywożona do szkół samochodami.
Badania prowadzono w drugiej połowie maja i w pierwszym tygodniu czerwca br. Przy każdej z pięciu szkół obserwowano ruch dzięki kamer – rano przez godzinę, a po południu przez dwie godziny. Łącznie przeprowadzono 20 obserwacji. Badacze zebrali również ankiety wśród uczniów, rodziców i nauczycieli.
Wynik? Dzieci dowożone samochodami stanowiły zaledwie około 12–15 proc. wszystkich uczniów docierających do badanych placówek. Większość przychodziła pieszo, korzystała z komunikacji miejskiej albo przyjeżdżała na rowerach i hulajnogach.
– Dzieci przywożonych samochodami wcale nie ma więc tak dużo – mówi Marek Smyk, pytany przez SmogLab.
Fot. Halfpoint/ShutterstockWolą chodzić pieszo, jeździć rowerem lub komunikacją
Wyniki różniły się jednak w zależności od lokalizacji szkoły. Tam, gdzie brakowało odpowiedniej infrastruktury rowerowej, ruch jednośladów był niemal niewidoczny. Z kolei w jednej ze szkół na wrocławskich Złotnikach ponad połowa uczniów przyjeżdżała na rowerach. To pokazuje, jak wiele zależy od warunków, jakie miasto tworzy dla najmłodszych uczestników ruchu. Jeszcze ciekawsze okazały się odpowiedzi samych dzieci.
– Ponad 70 proc. uczniów dowożonych samochodami deklarowało, iż wolałoby docierać do szkoły w inny sposób. Chciałyby chodzić pieszo, jeździć rowerem albo korzystać z komunikacji miejskiej, ale nie autem. Tymczasem wśród uczniów już podróżujących rowerem zdecydowana większość chciałaby pozostać przy tym sposobie dojazdu – relacjonuje nam Smyk.
Podobnie było w przypadku pieszych i użytkowników transportu publicznego. Dlaczego więc samochód wciąż jest dla części rodziców podstawowym środkiem transportu do szkoły? Powody bywają różne: odległość, pośpiech, obowiązki zawodowe, ale też obawa o bezpieczeństwo dziecka na drodze. Powstaje jednak paradoks.
– Im więcej samochodów podjeżdża pod szkołę, tym trudniej zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy docierają do niej pieszo lub na rowerze. Koło się zamyka – przyznaje Lemańska-Błażowska.
Kiss and ride, czyli bezpieczeństwo na papierze?
Jednym z rozwiązań stosowanych przy szkołach są strefy kiss and ride, czyli miejsca, w których rodzic może na chwilę zatrzymać samochód, by wysadzić dziecko. W założeniu mają usprawniać ruch i ograniczać chaos. W praktyce nie zawsze spełniają tę funkcję.
Marek Smyk przywołuje przykład wrocławskiej szkoły, gdzie wyznaczono zaledwie trzy takie miejsca. Problem w tym, iż zainteresowanych podwożeniem dzieci jest znacznie więcej.
– Te miejsca kompletnie się nie sprawdzają, bo raptem dwadzieścia kilka procent kierowców korzystało z nich zgodnie z przepisami. Robią się kolejki, blokowany jest przystanek, samochody próbują wjeżdżać na miejsce i czekać, aż ktoś z niego wyjedzie – opowiada.
Niebezpieczne okazuje się również samo usytuowanie miejsc postojowych. jeżeli znajdują się tuż przy drodze rowerowej, kierowcy wjeżdżają na nią, a dzieci jadące rowerami czy hulajnogami muszą omijać samochody. Otwierane drzwi mogą z kolei znaleźć się na drodze jadącego ucznia. Gdy miejsca postojowe sąsiadują z przejściem dla pieszych, zaparkowane pojazdy ograniczają widoczność.
– Ten parking generuje więcej problemów, niż rozwiązuje. Jest kompletnie niepotrzebny – ocenia Smyk.
Podobnie uważa Lemańska-Błażowska. Jej zdaniem kiss and ride w obecnej formie może wręcz utrwalać przekonanie, iż rodzic ma prawo podjechać jak najbliżej wejścia do szkoły. – To jest rozwiązanie, które generuje więcej problemów, a nie przynosi żadnego rozwiązania. Rodzice mają poczucie, iż to miejsce jest dla nich, iż mogą tam podjechać i iż im się to należy. Będą o to walczyć, zamiast poszukać alternatywy – mówi.
Jej zdaniem przestrzeń bezpośrednio przy wejściu do szkoły powinna być przede wszystkim przeznaczona dla dzieci. To tam gromadzi się najwięcej uczniów, a jednocześnie samochody emitują zanieczyszczenia, między innymi tak szkodliwe tlenki azotu.
Fot. FamVeld/ShutterstockAuta to nie wszystko. Szkoła potrzebuje czystego powietrza
Bezpieczeństwo dzieci nie kończy się jednak na przejściu dla pieszych i w momencie przekroczenia bram szkoły. Równie istotne jest to, czym oddychają uczniowie podczas lekcji i przerw. Zanieczyszczenia komunikacyjne, dym z kominów okolicznych budynków, a także niewłaściwa jakość powietrza wewnątrz budynków tworzą niesprzyjające warunki do przebywania i zdobywania wiedzy. Do tego dochodzi hałas pojazdów kumulujących się pod placówką czy ciągły ruch uliczny.
Rodzice dla Klimatu chcą, by szkoły stały się szczególnym przedmiotem troski samorządów i decydentów. Chodzi o systemowe podejście do ich otoczenia, infrastruktury i samego budynku.
– Odporna szkoła to szkoła bezpieczna, która daje poczucie bezpieczeństwa, zapewnia zdrowe warunki do rozwoju i jest przygotowana na różnego rodzaju kryzysy czy zjawiska. To przestrzeń przyjazna, nieobciążająca układu nerwowego, wspierająca rozwój – tłumaczy Lemańska-Błażowska.
W jej rozumieniu odporność szkoły to również codzienna jakość przestrzeni: powietrze, temperatura, dostęp do zieleni, poziom hałasu i możliwość bezpiecznego poruszania się w jej otoczeniu.
Jednym z postulatów organizacji jest identyfikowanie źródeł zanieczyszczeń w sąsiedztwie szkół. Chodzi zarówno o stare, nieefektywne piece, jak i ruch samochodowy. Zdaniem Rodziców dla Klimatu samorządy mogłyby w pierwszej kolejności kierować doradców energetycznych do nieruchomości znajdujących się w pobliżu placówek i pomagać w eliminowaniu najbardziej uciążliwych źródeł emisji.
- Czytaj także: Wiceprezydent Wrocławia o szkolnych ulicach. „Najlepiej, gdy dzieci chodzą jak najwięcej”
Dzieci potrzebują nie tylko bezpiecznej drogi
W badaniach Zielonego Mazowsza uczniowie mogli też swobodnie napisać, co najbardziej podoba im się w drodze do szkoły. Odpowiedzi pokazały, iż codzienna podróż to dla nich coś więcej niż przemieszczanie się z punktu domu do szkoły.
– Jedni lubią jazdę rowerem z kolegami i koleżankami, inni możliwość zrobienia po lekcjach małej wycieczki. Jedna z odpowiedzi szczególnie chwyta za serce: dziecko napisało, iż poranne piętnaście minut spaceru z tatą do szkoły jest dla niego ważne, bo to czas spędzony tylko we dwoje – mówi nam Smyk.
Być może właśnie o tym najłatwiej zapomnieć w dyskusji o organizacji ruchu pod szkołami. Bezpieczeństwo to nie tylko brak wypadków. To także możliwość samodzielnego poznawania okolicy, rozmowy z rodzicem, spotkania z rówieśnikami i docierania do szkoły bez stresu.
Zielona i błękitna szkoła, czyli korzyść dla całej okolicy
Rodzice dla Klimatu chcą, by szkoły i ich otoczenie stały się zielone, przyjazne i odporne na zmiany klimatu. Ważne są nie tylko drzewa, ale również rozwiązania, które pomagają zatrzymywać wodę i poprawiają warunki przebywania na zewnątrz.
– Chcemy, żeby szkoły i przestrzeń wokół nich były zielone, otoczone roślinnością, która ogranicza wpływ hałasu i zanieczyszczeń powietrza – mówi Lemańska-Błażowska.
Drugi obszar to same budynki. Potrzebna jest ich modernizacja, poprawa efektywności energetycznej i rozwiązania technologiczne zapewniające dobrą jakość powietrza wewnątrz pomieszczeń. Organizacja widzi również możliwość wykorzystania szkół jako lokalnych centrów energetycznych.
Przykładowo instalacja paneli fotowoltaicznych mogłaby dostarczać energię na potrzeby placówki podczas lekcji, a po południu zasilać okolicznych mieszkańców w ramach lokalnej spółdzielni energetycznej.
– Chodzi o to, żeby szkoła była sercem lokalnej społeczności. Żeby zmiany w szkołach miały szersze oddziaływanie na społeczeństwo – wyjaśnia przedstawicielka Rodziców dla Klimatu.
Rozsądne ścieżki rowerowe
Podobne podejście widać w dyskusji o codziennych dojazdach uczniów. Marek Smyk zwraca uwagę, iż sama zachęta do przesiadania się na rower nie wystarczy. Potrzebna jest infrastruktura, która pozwoli dzieciom bezpiecznie dotrzeć do szkoły.
– Zmiana nawyków transportowych nastąpi, kiedy szkoły będą po prostu dostępne dzięki infrastrukturze rowerowej. Wtedy dzieciaki będą jeździły rowerami – przekonuje.
Ważna jest nie tylko obecność ścieżki rowerowej przy szkole, ale również ciągłość bezpiecznej trasy. Smyk wskazuje, iż dzieci mieszkające kilka minut od placówki mogłyby jeździć rowerem przez cały rok. Również zimą, jeżeli tylko drogi byłyby odpowiednio utrzymywane.
– Byle tylko było odśnieżone. Jak pokazują przykłady fińskie, potrzebna jest ciągłość i bezpieczny dojazd na rowerze. Wtedy problemy komunikacyjne większości dzieciaków znikają – mówi.
Oczywiście nie wszystkie dzieci mogą docierać do szkoły samodzielnie. Niektóre mieszkają zbyt daleko, inne mają szczególne potrzeby lub ograniczenia. Nie chodzi więc o całkowite wyeliminowanie samochodów, ale o stworzenie warunków, w których nie będą one jedynym wygodnym rozwiązaniem.
16 listopada w Sejmie odbędzie się spotkanie pod hasłem „Męcząca przestrzeń czy przestrzeń dla rozwoju? Młodzież o swoich potrzebach wobec budynku i otoczenia szkoły”. Będzie to kontynuacja ubiegłorocznej konferencji parlamentarnej „Przestrzeń dla Rozwoju”. W jego trakcie szkoły uczestniczące w projekcie organizowanym przez Ambasadę Danii przedstawią wypracowane rozwiązania dotyczące odporności placówek. Głos mają zabrać również młodzi ludzie – ci, którzy na co dzień korzystają z przestrzeni szkolnej.
Dla Rodziców dla Klimatu to okazja, by pokazać, iż szkoła może być miejscem, w którym bezpieczeństwo, zdrowie i dobry klimat wzajemnie się uzupełniają.
–
Zdjęcie tytułowe: T. Photo/Shutterstock

1 godzina temu















