Po śmiertelnym ataku podczas berlińskiego CSD niemiecka debata znów odsłoniła groźną słabość Zachodu: szybciej szuka się politycznego wroga po prawej stronie niż odpowiedzi na pytanie, dlaczego znany służbom ekstremista mógł uderzyć w ludzi. Jedna osoba zginęła, kilkadziesiąt zostało rannych. W takim momencie państwo musi przede wszystkim chronić obywateli.
Śmiertelny atak w stolicy Niemiec
Niemieckie i międzynarodowe media informowały o ataku podczas berlińskiego Christopher Street Day. Według relacji Guardiana, ZDF i Al-Dżaziry 21-letni Abdul Ballout miał wjechać samochodem w uczestników wydarzenia, a następnie zaatakować ludzi nożem lub maczetą. Jedna osoba zginęła, 29 zostało rannych.
Podejrzany został później zastrzelony przez policję w dzielnicy Spandau, gdy według niemieckich doniesień miał ruszyć w stronę funkcjonariuszy z ostrym narzędziem. Guardian podał, iż mężczyzna miał niemiecko-libańskie pochodzenie, kartotekę kryminalną i związki ze środowiskiem islamistycznym. ZDF pisał o wielokrotnie karanym podejrzanym.
To jest przede wszystkim tragedia ofiary, rannych i ich rodzin. Każda poważna debata musi zacząć się od tej prawdy. Ludzie przyszli na wydarzenie publiczne w stolicy europejskiego państwa i zostali zaatakowani. Państwo ma obowiązek wyjaśnić, dlaczego nie zdołało temu zapobiec.
Ideologia nie zastąpi bezpieczeństwa
Po ataku niemieccy politycy zaczęli mówić o zaostrzeniu przepisów dotyczących ekstremizmu i karania młodych sprawców. Guardian informował, iż kanclerz Friedrich Merz oraz przedstawiciele władz Berlina wskazywali na potrzebę zmian prawnych, zwłaszcza w sprawach osób wcześniej notowanych i objętych łagodniejszym traktowaniem.
Równocześnie Apollo News opisało najbardziej skrajne reakcje części komentatorów, w których ciężar emocji przenoszono z islamistycznego podejrzenia na AfD i prawicę. Taki odruch jest w Europie dobrze znany. Gdy fakty są niewygodne dla liberalnego porządku, natychmiast pojawia się próba przykrycia ich wojną z prawicą.
Nie chodzi o obronę jakiejkolwiek partii. Chodzi o elementarną uczciwość debaty publicznej. o ile sprawca był wcześniej znany wymiarowi sprawiedliwości i służbom, pytania powinny dotyczyć procedur, nadzoru, prawa karnego, migracji, radykalizacji i realnej ochrony imprez masowych. To są kwestie życia i śmierci.
Lekcja dla Polski
Polska nie może patrzeć na zachodnie błędy jak na odległy problem. Niekontrolowana migracja, ideologiczne tabu wokół islamizmu i lekceważenie sygnałów ze strony służb tworzą mieszankę, za którą płacą zwykli ludzie. Nie abstrakcyjne systemy. Konkretne rodziny.
Rzeczowa krytyka polityki migracyjnej nie jest nienawiścią. Domaganie się twardej kontroli granic, deportacji osób niebezpiecznych i skutecznego nadzoru nad ekstremistami jest obowiązkiem państwa odpowiedzialnego za własnych obywateli. Tak rozumiana prawica nie ucieka od faktów. Ona domaga się, aby fakty wreszcie miały znaczenie.
Po berlińskiej tragedii najgorszą odpowiedzią byłoby kolejne zaklinanie rzeczywistości. Europa potrzebuje bezpieczeństwa, nie rytualnych oskarżeń. Polska powinna wyciągnąć wniosek wcześniej: wolność publiczna istnieje tylko tam, gdzie państwo potrafi ochronić ludzi przed przemocą.
Źródło: Apollo News












