Działania militarne administracji Donalda Trumpa przeciwko Iranowi miały potrwać bardzo krótko. Tak przynajmniej zapowiadano. Tymczasem konflikt trwa już ponad pół roku, a ceny ropy naftowej utrzymują się na wysokim poziomie. Skutki odczuwają także polscy kierowcy. Najnowsze dane Fundacji Instrat pokazują, iż w samym tylko wrześniu rachunek za kryzys wyniósł blisko 6 mld zł.
Od 3 października obowiązuje trzecia odsłona programu CPN. Problem w tym, iż ta forma wsparcia ma swoje granice i nie przynosi wszystkim takiej samej ulgi. Korzystają na niej przede wszystkim zamożniejsi kierowcy. Więcej na ten temat można przeczytać w tekście Szymona Bujalskiego.
Program nie może trwać w nieskończoność, zwłaszcza iż efekt obniżek na stacjach zaczyna się zacierać wraz ze wzrostem cen ropy na światowych rynkach. niedługo po uruchomieniu trzeciej odsłony CPN ropa ponownie zaczęła drożeć, a jej cena sięgnęła już 105 dolarów za baryłkę. Nie widać też perspektyw szybkiego zakończenia kryzysu wywołanego działaniami administracji Trumpa.
Straty już w pierwszych tygodniach kryzysu
Sam program CPN nie rozwiąże problemu. Jak pokazuje Fundacja Instrat, już w pierwszych tygodniach kryzysu kierowcy ponieśli ogromne dodatkowe koszty. Według pierwszej analizy Fundacji, obejmującej pierwsze 2,5 miesiąca konfliktu, rachunek za kryzys wyniósł 10 mld zł.
Jak podaje Instrat, wzrost cen najmocniej uderzył w firmy transportowe i przewozowe korzystające z samochodów z silnikiem diesla. Można się spodziewać, iż część tych kosztów zostanie przeniesiona na konsumentów. Wiosną wzrosła również inflacja: z 2,1 proc. w lutym do 3,1 proc. w maju w ujęciu rok do roku.

– Rachunek za uzależnienie udowadnia, iż ten kryzys kosztuje nas dużo, a państwo polskie, choć bierze na siebie część kosztów, nie inwestuje w odporność – zaznacza w opublikowanej pod koniec maja analizie Instrat.
– Nie wiemy, ile jeszcze ten konflikt potrwa. Musimy uniezależnić się od importu ropy i gazu oraz postawić na elektryfikację krajowego transportu – mówił wtedy Michał Grabka, główny autor analizy.
Astronomiczny rachunek za kryzys
Wojna nie skończyła się w chwili publikacji pierwszej analizy Fundacji. Konflikt trwa do dziś. Nowa analiza opublikowana 23 września pokazuje skalę poniesionych kosztów. Od marca do końca sierpnia łączny rachunek za kryzys, obejmujący koszty poniesione przez kierowców, firmy i budżet państwa, wyniósł już 23 mld zł. Tak ogromna kwota w ciągu zaledwie pół roku pokazuje, jak silnie Polska pozostaje uzależniona od importowanej ropy.

– To już drugi taki szok cenowy w ciągu pięciu lat, a Polska wciąż leczy objawy, zamiast usuwać przyczyny – mówi w komunikacie prasowym Fryderyk Karp, analityk w Fundacji Instrat i autor analizy. – Obniżki podatków dają oddech w krótkim terminie, natomiast nie uodparniają nas na kolejne kryzysy – dodaje.
Widać to również na stacjach benzynowych. Ropa drożeje, a jak zwraca uwagę Karp, ceny paliw w Polsce zależą od sytuacji na światowych rynkach.
Analiza Instratu obejmuje dane do końca sierpnia, ale sam kryzys trwa nadal. Eskalacja konfliktu doprowadziła do ponownego wzrostu cen ropy na światowym rynku. Latem ropa Brent kosztowała 85–90 dolarów za baryłkę, jednak we wrześniu ceny ponownie poszły w górę.
Wrzesień przyniósł kolejne ogromne straty
Zapytaliśmy Fundację o aktualizację danych. W odpowiedzi otrzymaliśmy informację, iż wrzesień przyniósł kolejne 5,9 mld zł strat. Oznacza to, iż od początku marca łączny rachunek za kryzys wzrósł już do 28,9 mld zł.
Na tym jednak się nie skończy, ponieważ konflikt przez cały czas trwa, a program CPN nie jest w całości finansowany z nadmiarowych zysków koncernów. Koszty ponosi również budżet państwa. Według wyliczeń portalu Wirtualna Polska rządowy rachunek za aktualny program CPN ma wynieść 1,75 mld zł miesięcznie.
Jeśli ropa zdrożeje jeszcze bardziej, rząd może stanąć przed trudnym wyborem: zaakceptować dalszy wzrost cen na stacjach albo zwiększyć skalę wsparcia, co mogłoby podnieść koszt programu. Tym bardziej iż zbliżamy się do roku wyborczego, a ceny paliw i inflacja mogą stać się jednymi z głównych tematów kampanii.
Rozwiązania: elektryfikacja
Nikt nie wie, kiedy kryzys się skończy. Na ceny ropy wpływa również wojna za naszą wschodnią granicą. Ukraina, chcąc zmusić Rosję do zakończenia wojny, atakuje rosyjskie rafinerie, ograniczając ich zdolności produkcyjne. Rosja pozostaje jednym z liczących się eksporterów ropy na świecie. choćby jeżeli kryzys na Bliskim Wschodzie się zakończy, w przyszłości mogą pojawić się kolejne podobne wstrząsy.
Dlatego, jak wskazuje Instrat, konieczne jest odejście od paliw takich jak ropa.
– Dopóki nie uniezależnimy się od importowanej ropy, każdy następny kryzys może pociągnąć za sobą wyższe rachunki dla polskich kierowców i budżetu państwa – uważa Karp.
Fundacja Instrat proponuje trzy rozwiązania. Pierwszym jest elektryfikacja transportu, która może zwiększyć odporność kraju na zewnętrzne kryzysy. To jednak proces wymagający czasu i znacznych nakładów finansowych. Na samochód elektryczny wciąż nie każdy może sobie pozwolić. Dlatego Instrat proponuje obniżenie stawki VAT do 8 proc. na ładowanie aut elektrycznych na publicznych stacjach. Dzięki temu korzystanie z takich pojazdów stałoby się bardziej opłacalne dla mieszkańców miejskich osiedli.
– Każda kolejna podwyżka o 1 zł za litr paliwa oznacza dla przeciętnego mieszkańca Polski 60 zł dodatkowych wydatków miesięcznie. Tymczasem za ładowanie samochodu elektrycznego zapłacimy w większości przypadków znacznie mniej – argumentuje Karp. – Ładując go w domu, cena za każdy „litr” spada poniżej 3 złotych. W obecnych warunkach to trzykrotnie taniej niż tankowanie samochodu spalinowego – dodaje.
Kolejne rozwiązanie to leasing społeczny
Trzecim rozwiązaniem jest społeczny leasing samochodów elektrycznych, w którym pełna miesięczna rata wynosiłaby 650 zł.
Jak dokładnie miałby wyglądać leasing samochodów elektrycznych dla prywatnych kierowców o niskich dochodach? Kto miałby go finansować: salony samochodowe czy państwo?
– Finansowanie leasingu społecznego spadłoby na kilka stron jednocześnie – odpowiada nam autor raportu. – Państwo finansuje dotację publiczną, producenci oferują rabat za zakup hurtowy dużej ilości aut elektrycznych, natomiast leasingodawca oferuje niższą marżę. Jest to zatem, tak jak wspomniałem, ustępstwo każdej ze stron. W zamian segment ten dociera do nowej, wcześniej niedostępnej grupy odbiorców o niższych dochodach – dodaje.
Program wzorowany na francuskim rozwiązaniu umożliwiłby dostęp do samochodów elektrycznych także gospodarstwom domowym o niższych dochodach. Za mniej niż 1/20 kosztów kryzysu choćby 25 tys. mieszkańców obszarów wykluczonych transportowo mogłoby otrzymać nowe auta, które pozwoliłyby lepiej przewidywać wydatki na transport, a także ograniczyć ryzyko awarii i kosztownych napraw.
35 proc. elektryków to miliardy złotych oszczędności
Jednym ze sposobów ochrony przed kolejnymi podobnymi kryzysami może być elektryfikacja transportu. Załóżmy, iż w 2035 r. 35 proc. samochodów osobowych w Polsce będzie elektrycznych, a w Zatoce Perskiej wybuchnie kolejny kryzys podobny do obecnego. Jak wyglądałaby wówczas sytuacja?
Karp przygotował dla nas szybki szacunek. Przy założeniu, iż po polskich drogach będzie jeździć 20 mln samochodów osobowych, z czego 7 mln będzie elektrycznych, w ciągu półrocznego kryzysu zużycie paliwa zmniejszy się szacunkowo o 2,45 mld litrów. Oznacza to redukcję zużycia paliwa o 15 proc.
– Zatem o mniej więcej tyle rachunek w takiej sytuacji będzie niższy. Przekładając to na wartości liczbowe, to gdyby kolejny taki sam kryzys wydarzył się przy 35-proc. udziale elektrycznych samochodów osobowych, to Polska zapłaci mniej o ok. 3,5 mld zł – odpowiada nasz rozmówca.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Agnes Kantaruk

1 godzina temu












