Armeńczycy wrócili z Rosji, aby zagłosować. Mogą otrzymać wezwanie do wojska

2 godzin temu

Na obywateli Armenii zamieszkałych w Rosji, którzy przyjechali do kraju, aby zagłosować w wyborach parlamentarnych, może na granicy czekać niespodzianka. Jest bowiem prawdopodobne, iż otrzymają oni wezwania na ćwiczenia wojskowe. Takie działanie ma być reakcją Erywania na informację, iż Moskwa próbuje wpłynąć na wynik głosowania. Wybory w Armenii odbędą się w niedzielę.

AP/Anthony Pizzoferrato
Obywatele Armenii wracający z Rosji mogą otrzymać wezwania na ćwiczenia wojskowe

"Obywatele Armenii przyjeżdżający z Rosji w celu udziału w wyborach zostaną powołani na 25-dniowe szkolenia. Ci, którzy odmówią, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności karnej" - ogłosił wiceszef kancelarii premiera Armenii Taron Czachojan.


Armeński minister obrony Suren Papikian zaznaczył, iż obywatel przybywający do Armenii podlega obowiązkowi wojskowemu. "Ma on dług wobec ojczyzny" - zaznaczył. Minister dodał, iż dotyczy to także obywateli, którzy przyjeżdżają z innych krajów, m. in. Francji, USA, czy Kanady.

Portal Caucasian Knot uściśla, iż wezwania mają dotyczyć mężczyzn poniżej 55 roku życia. Dodano, iż celem takiego postępowania jest reakcja na dezinformacyjne działania Kremla oraz zapowiedzi o wysłaniu na głosowanie do 100 tys. obywateli Armenii zamieszkałych w Rosji.


Moskwa chciałby, aby stanowisko premiera po wyborach objął w Armenii miliarder Samwel Karapetian. Jak przekazał portal, polityk w tej chwili przebywa w areszcie po wezwaniach do obalenia rządu.

Wybory parlamentarne w Armenii. Dezinformacyjne działania Rosji

Premier Armenii Nikol Paszynian zapowiedział, iż po wyborach parlamentarnych zamierza odwiedzić Rosję i spotkać się z Władimirem Putinem. Przed niedzielnymi wyborami narasta napięcie między Rosją, która jest wieloletnim sojusznikiem Armenii, a dążącym do zbliżenia z Zachodem obecnym premierem Nikolą Paszynianem.

Wybory parlamentarne w Armenii są postrzegane jako test przyjętego przez Paszyniana prozachodniego kursu. W ostatnim miesiącu do kraju przybyli europejscy przywódcy na pierwszy w historii szczyt UE-Armenia. Podpisano też porozumienie o partnerstwie strategicznym z USA, a prezydent Donald Trump udzielił Paszynianowi przedwyborczego poparcia.

Putin oświadczył, iż Armenia musi wybrać między UE a kierowanym przez Rosję blokiem gospodarczym EAUG. W przemówieniu na niedawnym szczycie tej organizacji powiedział, iż "scenariusz ukraiński" rozpoczął się od próby zacieśnienia przez Kijów stosunków z Brukselą. Rosja wezwała też swojego ambasadora w Erywaniu na konsultacje do Moskwy.

ZOBACZ: Łukaszenka zagroził Armenii: "Na Ukrainie zaczęło się tak samo"

Kierowana przez Paszyniana partia Umowa Społeczna prowadzi w sondażach, nie ma jednak pewności, iż po wyborach będzie w stanie stworzyć samodzielny rząd. Najważniejsze ugrupowania opozycyjne są zorientowane na Rosję, a ich wygrana prawdopodobnie oznaczałaby odejście Armenii od prozachodniego kursu.

Rosja jest tradycyjnym sojusznikiem Armenii i jej największym partnerem gospodarczym. Od czasu przejęcia rządów przez Paszyniana w 2018 r. władze stopniowo zmieniały kierunek armeńskiej polityki na bardziej prozachodni. Wynikało to m.in. z rozczarowania postawą Rosji jako sojusznika w wieloletnim konflikcie Armenii z Azerbejdżanem o Górski Karabach.

Media informowały w ostatnim czasie o prowadzonych przez Rosję na szeroką skalę kampaniach dezinformacyjnych wymierzonych w Paszyniana. Agencja Reutera informowała też za źródłami wywiadowczymi, iż Kreml rozważa wysłanie na głosowanie do 100 tys. obywateli Armenii zamieszkałych na stałe w Rosji. W wyborach mogą uczestniczyć tylko obywatele przebywający na terytorium kraju w dniu głosowania.

Idź do oryginalnego materiału