Arłukowicz zobaczył TO nagranie Przydacza w Waszyngtonie i… Nie miał litości, co za szpila! „Są korzyści”

1 dzień temu
Marcin Przydacz poleciał do USA, by obserwować pierwsze posiedzenie Rady Pokoju Donalda Trumpa. Z tej „wycieczki” zażartował sobie Bartosz Arłukowicz. Gdy Donald Trump ogłosił, iż tworzy Radę Pokoju, czyli swoją własną międzynarodową organizację, wiadomo było, iż Karol Nawrocki chętnie by do niej dołączył. Ale wokół tej inicjatywy pojawiło się tak wiele kontrowersji – choćby zaproszenie dla Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki – iż w Pałacu mieli twardy orzech do zgryzienia. Prezydenta uratował… rząd i polskie prawo, bo zgodnie z przepisami, bez zgody rządu i odpowiedniej ustawy, Polska nie może przystąpić do międzynarodowej organizacji. Donald Tusk jasno ogłosił, iż Polska na ten moment do Rady nie wejdzie, ale prezydent może jechać na inauguracyjne posiedzenie jako obserwator. Nawrocki się wahał, ale ostatecznie wysłał do Waszyngtonu Marcina Przydacza, szefa Biura Polityki Międzynarodowej. I to był dobry ruch, bo inauguracja Rady przypominała bardziej kabaret, niż poważne międzynarodowe gremium. Dość powiedzieć, iż Donald Trump… usnął podczas obrad. Tylko ten biedny Przydacz musiał potem wyjść do dziennikarzy i robić fikołki, przekonując, iż to było wiekopomne wydarzenie. – Obecność na inauguracyjnym posiedzeniu Rady Pokoju była w interesie Polski – mówił. – Myślę, iż ten status, który wywalczyliśmy, czyli obserwatora (…) na pewno Polsce się przysłuży – podkreślał. Oczywiście
Idź do oryginalnego materiału