Zamknięty rurociąg Wschód–Zachód i kolejny cios w unijny rynek energii
Arabia Saudyjska poinformowała europejskich odbiorców, iż część ładunków ropy zaplanowanych na koniec września nie wypłynie. Powód jest prosty i jednocześnie poważny: po ataku dronów królestwo wyłączyło rurociąg Wschód–Zachód, jedną z ostatnich dużych arterii omijających zablokowaną Cieśninę Ormuz.
To nie jest techniczna awaria na uboczu. To kolejny etap kryzysu, który od lutego 2026 r. rozrywa globalny handel ropą — i tym razem bezpośrednio uderza w europejskie rafinerie.
Według źródeł rynkowych cytowanych przez agencję Argus i Reuters, Saudi Aramco anulowało albo przesunęło — choćby na listopad — ładunki dla co najmniej trzech europejskich rafinerii. Kolejne dwie spodziewają się analogicznych powiadomień. Jeden z traderów ostrzegł, iż zagrożone mogą być wszystkie saudyjskie tankowce planowane na ostatnie dziesięć dni września.
Załadunki w porcie Yanbu nad Morzem Czerwonym stoją. Dane Vortexa wskazują, iż od 11 września nie wypłynął stamtąd żaden saudyjski ładunek ropy. Zapasy w terminalu szacowano na kilka dni — od około czterech do siedmiu, w zależności od źródła. Anulowanie wrześniowych dostaw oznacza, iż Rijad nie liczy na szybkie uruchomienie rurociągu zanim te zapasy się skończą.
Rurociąg Wschód–Zachód, zwany też Petroline, ma około 1200 km i biegnie od wschodnich złóż (okolice Abqaiq) przez pustynię do Yanbu. Projektowa przepustowość to około 7 mln baryłek dziennie. W ostatnich tygodniach tłoczył 4–5 mln baryłek — czyli 4–5 proc. światowej podaży.
Jego rola wzrosła dramatycznie po tym, jak od końca lutego 2026 r. wojna USA–Iran praktycznie unieruchomiła Cieśninę Ormuz, przez którą w normalnych warunkach szło ok. 20 mln baryłek dziennie. Yanbu stał się wtedy główną furtką Saudów na zachód: ropa szła Morzem Czerwonym, a część dalej egipskim rurociągiem SUMED do Śródziemnomorza.
Teraz i ta furtka jest zamknięta.
Rurociąg wyłączono 10–11 września po atakach dronów. Arabia Saudyjska obwinia milicje działające z Iraku. Donald Trump wskazał na grupy powiązane z Iranem. Teheran kategorycznie zaprzeczył. W tle pojawiają się też huthi z Jemenu — część doniesień wiąże ich zarówno z uderzeniem w infrastrukturę, jak i z presją na wybrzeże Morza Czerwonego.
Zdjęcia satelitarne pokazały pożary i uszkodzenia przy stacjach pomp na odcinku między Rijadem a Medyną.
Szacunki napraw rozjeżdżają się mocno. Amerykański sekretarz energii Chris Wright mówił we wtorek o „dniach”. Inne źródła — Associated Press, traderzy — mówią o trzech do pięciu, a choćby sześciu tygodniach. Jedna z wersji dopuszcza częściowe tłoczenie jeszcze w trakcie napraw.
Brent skoczył we wtorek w okolice 108–109 dol. za baryłkę. Na rynku fizycznym dated Brent sięgał około 122 dol. Analitycy ostrzegają, iż przy dłuższym przestoju rurociągu 120 dol. na kontraktach nie będzie limitem.
Europa jest tu szczególnie wrażliwa
Unia importuje około 97 proc. ropy naftowej. W 2025 r. Arabia Saudyjska była piątym dostawcą — ok. 6,8 proc. unijnego importu. Większymi źródłami były USA, Kazachstan, Norwegia i Libia. Problem nie leży więc w tym, iż Saudowie „żywią całą Europę”. Leży w tym, iż po odcięciu rosyjskiej ropy część państw — zwłaszcza Polska — świadomie przestawiła się na Aramco.
Orlen, który po 2022 r. uczynił Saudów swoim głównym dostawcą, bierze od Aramco około 40 proc. przerobu w Polsce, na Litwie i w Czechach. We wtorek traderzy mówili Reutersowi, iż koncern w pośpiechu kupuje substytuty: gatunki z Morza Północnego (Grane, Johan Sverdrup, Johan Castberg) i szuka WTI Midland oraz kazachskiego CPC Blend. Spółka zapewnia, iż rafinerie na razie pracują bez przerwy w dostawach. Co najmniej cztery czartery z egipskiego Sidi Kerir do Gdańska jednak nie doszły do skutku.
To jest sedno europejskiego dylematu ostatnich lat: ucieczka od rosyjskiej ropy zwiększyła zależność od Zatoki — a Zatoka właśnie traci kolejne wyjście na świat.
Nawet jeżeli Wright ma rację i rurociąg wróci w ciągu dni, strukturalny problem zostaje. Ormuz wciąż jest ciasnym, niepewnym korytarzem pod presją Iranu i amerykańskiej marynarki. Huthi zaciskają Morze Czerwone. Yanbu, które miało być bezpieczną alternatywą, okazało się celem ataku.
Arabia już wcześniej zwiększała załadunki we wschodnich terminalach Ras Tanura i Juaymah, próbując pchać więcej baryłek przez Ormuz pod eskortą USA. To jednak droga droższa, wolniejsza i politycznie bardziej krucha.
Dla Europy oznacza to jedno: kolejny sezon wysokich cen paliw, presji inflacyjnej i sporów o to, kto zapłaci rachunek. We Francji rybacy już protestowali pod hasłem „Europa nas zabija”



![Poseł Grabowski o dostępności do lekarzy dla seniorów. "To już, nie za rok, za dwa, za trzy" [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/marg1.jpg)





