Polityka historyczna władz ukraińskich staje się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej nieprzychylna Polsce. Ogromne zdziwienie wywołała w naszym kraju seria nieprzyjaznych gestów ze strony władz Ukrainy w ostatnim czasie. Najboleśniejszym ciosem było jednak nadanie jednej z jednostek ukraińskich Sił Zbrojnych przez Wołodymyra Zełenskiego imienia „Bohaterów UPA”.
Na Narodowym Cmentarzu Wojskowym w Kijowie z pełnymi honorami pochowano ponownie jednego z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Andrija Melnyka. OUN była stronnictwem polityczno-wojskowym o jawnie zbrodniczym i skrajnie antypolskim obliczu. W pogrzebie przywódcy OUN wziął udział Wołodymyr Zełenski, były prezydent Wiktor Juszczenko, szef kancelarii przywódcy Ukrainy Kyryło Budanow i inni znaczący ukraińscy politycy. Msza pogrzebowa odbyła się w katedrze Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Kijowie – Patriarchalnego Soboru Zmartwychwstania Pańskiego. Obecny przywódca Ukrainy powiedział: „Andrij Melnyk powrócił do innej Ukrainy – nie tej, którą był zmuszony opuścić, ale tej, o której marzył on i tysiące innych znaczących ukraińskich postaci. Powrócił do Ukrainy wolnej, silnej, dumnej, do Ukrainy, która wie, czego chce, do Ukrainy, która trzyma się razem bez wewnętrznego rozbratu i właśnie dzięki swojej jedności utrzymuje silne pozycje”. Melnyk, jak powszechnie wiadomo, był przewodniczącym Prowodu Ukraińskich Nacjonalistów (prowidnykiem OUN). Znawca kwestii ukraińskiej prof. Edward Prus pisał, iż był nie tylko antypolsko nastawionym szowinistą, ale również agentem niemieckiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego (Abwehry) o pseudonimie Konsul.
Dzień później wiceprzewodnicząca Kancelarii Zełenskiego Iryna Wereszczuk poinformowała dziennikarzy, iż Kijów przygotowuje się do ponownego pochówku antypolskiego ukraińskiego terrorysty Jewhena Konowalca. W polityce historycznej Ukrainy przedstawia się go jako szlachetnego bohatera, w rzeczywistości był fanatycznym antypolskim nacjonałem. W latach 1920–1929 Konowalec był działaczem a później przywódcą Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO), której celem było organizowanie dywersji i sabotażu na polskich Kresach, a następnie poprzez działania terrorystyczne doprowadzenie do masowej walki zbrojnej Ukraińców z Polakami i Rosjanami. Miało to na celu powołanie czystej etnicznie Ukrainy na terenie Galicji Wschodniej i Wołynia. Konowalec, jak całe UWO, utrzymywał bliskie kontakty z reprezentantami Rzeszy Niemieckiej, przez którą był finansowany. Utrzymywał stały kontakt z kolejnymi szefami niemieckiego wywiadu wojskowego. Od 1929 roku do śmierci czyli do 1939 roku pełnił funkcję przewodniczącego zarządu złowrogiej Polsce Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Został zlikwidowany przez NKWD.
Ciekawostką jest to, iż już w 2011 decyzjami Lwowskiej Rady Obwodowej i Tarnopolskiej Rady Obwodowej rok ten został ogłoszony w obwodach lwowskim i tarnopolskim rokiem Jewhena Konowalca. Dodatkowo w tym samym roku Tarnopolska Rada Obwodowa uczciła w ten sam sposób zbrodniarza wojennego Dmytra Klaczkiwskiego „Kłyma Sawura”. Człowiek ten był pułkownikiem UPA, dowódcą grupy Ukraińskiej Armii Powstańczej – Północ i członkiem Prowidu OUN. Był współodpowiedzialny za masowe i okrutne mordy na ludności polskiej na Wołyniu.
Kolejnego dnia przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy miano „Bohaterów UPA”. Chociaż prawdziwość informacji budziła na początku wątpliwości, rozwiał ją oficjalny komunikat strony ukraińskiej. Decyzja została ogłoszona w dekrecie opublikowanym na stronie ukraińskiego przywódcy. W dokumencie Zełenskiego czytamy: „W celu przywrócenia historycznych tradycji armii narodowej, biorąc pod uwagę wzorowe wykonanie powierzonych zadań w czasie obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy, postanawiam: Nadanie Oddzielnemu Centrum Operacji Specjalnych «Północ» Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowego tytułu «imienia Bohaterów UPA» i nadanie mu odtąd nazwy – Oddzielne Centrum Operacji Specjalnych «Północ» im. Bohaterów UPA Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy”.
Pochodzący z polskich kresów sędziwy Antoni Jośko powiedział: „Na początku maja we Lwowie odbył się „Marsz Wyszywanek”, czyli uroczystości upamiętniające 83. rocznicę utworzenia 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Podczas przemarszu pojawił się transparent z napisem „Banderowców nie da się zatrzymać”. Kilka tygodni później odbyła się w Kijowie nazistowska demonstracja, na której młodzi ludzie wznosili hasła Sława Ukrajini i Sieg Heil. Przypomniały mi się lata dzieciństwa. Jestem przerażony. Nie tyle tym co dzieje się na Ukrainie, bo dobrze znam mentalność mieszkańców tego kraju – przerażony jestem brakiem zdecydowanej reakcji polskich władz. W moim kraju jedynie był działacz znienawidzonego przeze mnie PZPR-u Leszek Miller ma odwagę nazywać nazistów nazistami. Reszta zamyka oczy i zapomina o pomordowanych noworodkach, dzieciach, kobietach, starcach. Zapomina o polskich kapłanach, rolnikach, urzędnikach, żołnierzach. Wstyd mieć takie władze. Codziennie Pana Boga przepraszam za głosowanie na Dudę i Nawrockiego”.
Rzeczywiście, były premier Polski Leszek Miller w zdecydowany sposób zareagował na politykę historyczną Ukrainy rządzonej przez Wołodymyra Zełenskiego. Dawny lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej napisał: „Zełenski nadał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”. To jest otwarte plucie w twarz każdemu Polakowi, którego dziadkowie, babcie, wujowie i ciotki zostali wyrżnięci siekierami, widłami i piłami na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To jest kopniak w twarz dla pamięci o tysiącach zamordowanych dzieci, kobiet i starców – rzezi, którą UPA przeprowadziła z premedytacją, z takim bestialstwem, iż choćby Niemcom robiło się niedobrze. Wyobraźcie sobie, iż ktoś w Niemczech nazwałby jednostkę wojskową imieniem „Bohaterów Einsatzgruppen”. Świat by eksplodował. A tu? Cisza. To nie jest uhonorowanie walczących o niepodległość. To jest uhonorowanie rzeźników, którzy mordowali bezbronnych ludzi tylko dlatego, iż mówili po polsku i chodzili do kościoła. I Zełenski, zamiast odcinać się od tego bandyckiego dziedzictwa, świadomie wali nim w twarz Polsce. Czuję obrzydzenie i palący wstyd za tych wszystkich, którzy to będą bagatelizować i mówić „nie czas na protest”. Bo jest czas. Zawsze jest czas, żeby nie pozwolić, by mordercy zostali bohaterami.
Działania państwa ukraińskiego w tej kwestii jednak nie powinny nikogo dziwić. Ukraina w tej sprawie jest konsekwentna. Kijów nie chciał i nie chce się zgodzić na powszechne i niezależne ekshumacje wymordowanych przez Ukraińców Polaków. I nie tylko Polaków. Na całej Ukrainie stoją liczne pomniki Stepana Bandery i mniej liczne, ale obecne Romana Szuchewycza. Tablice i obeliski upamiętniają Andrija Melnyka i Dmytro Doncowa. Spowszechniały ulice, place i skwery sławiące imiona przywódców i dowódców organizacji szowinistycznych, programowo antypolskich oraz kolaborujących z niemieckimi formacjami politycznymi i wojskowymi. Odbudowywane jest muzeum naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii w tak drogim dla wszystkich Polaka Lwowie. Obserwujemy marsze upamiętniające Organizację Nacjonalistów Ukraińskich i 14. Dywizję Grenadierów SS „Galizien”. Tworzony jest ukraiński panteon bohaterów narodowych z tych, których nazwiska często były tym co ostatnie usłyszeli w przeszłości Polacy na byłych naszych Kresach.
Banderyzmu jawnie bronią między innymi były i obecny szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowycz i Ołeksandr Ałfiorow. Stronnikiem banderyzmu jest lwowski arcybiskup ukraińskiego „kościoła greckokatolickiego” Ihor Woźniak. W przedszkolach i szkołach urządza się apele ku czci UPA. Na całej zachodniej Ukrainie, w tym na grobach poległych na froncie ukraińskich żołnierzy, łopoczą czerwono-czarne flagi. Niepojęta wręcz kwestią jest fakt, iż wnuk żołnierza Armii Czerwonej urodzony w żydowskiej rodzinie Wołodymyr Zełenski czci jawnie antysemicką formację jaką była bez wątpienia Ukraińska Powstańcza Armia. Banderyzm to nie tylko historia, ponieważ stał się na Ukrainie częścią państwowej polityki historycznej. I jest to dla naszego narodu bardzo niebezpieczne. Bo szowinizm bardzo często prowadzi do chęci rewizji historii i zmiany układu granic. Polską racją stanu jest stanowisko antybanderowskie, które zresztą jest również w interesie tej części Ukraińców, którym obcy jest zbrukany krwią integralny nacjonalizm (moim zdaniem szowinizm) ukraiński.
Pomimo tego, iż Ukraina deklaruje chęć przynależności do świata euroatlantyckiego i ciągle prosi o wsparcie ze strony Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w wojnie toczonej z Federacją Rosyjską, to nie potrafi wyrzec się szowinistycznej tradycji UPA, OUN czy 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Nie ma na Ukrainie powszechnego potępienia eksponowania symboliki kojarzonej jednoznacznie z masowymi mordami polskiej ludności w latach 1939-1947 na naszych dawnych Kresach Wschodnich. Nie ma niestety również z polskiej strony stanowczego stanowiska w tej sprawie.
Łukasz Jastrzębski
fot. profil na X W. Zełenskiego
Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2026)











