Wieczorem 4 września 2026 r. funkcjonariusze NABU i SAPO weszli do budynku Biura Prokuratora Generalnego Ukrainy. To fakt potwierdzony przez same instytucje antykorupcyjne, media i OGP. Informacja o równoległym wkroczeniu do siedziby administracji prezydenta Zełeńskiego pojawiła się w mediach społecznościowych, ale NABU ją zdementowało.
NABU i SAPO ogłosiły speceoperację (w części doniesień nazywaną „Kartaginą”) przeciwko organizacji przestępczej, którą miał kierować urzędnik OGP. Zarzut: krycie sieci oszukańczych call-center oraz pranie pochodzących z nich środków.
Zatrzymany został Serhij Kropywa — według źródeł zastępca szefa departamentu współpracy międzynarodowej / szef cyberdepartamentu OGP. Wcześniej pracował m.in. w administracji obwodowej w Odessie. Funkcjonariusze weszli na teren Prokuratury Generalnej także przez ogrodzenie, z użyciem drabin — co sfilmowali dziennikarze.
OGP oświadczyło, iż będzie współpracować, a pracownik, którego dotyczy śledztwo, zostanie zawieszony. Jednocześnie media (Ukrainska Prawda) pisały o czynnościach wobec prokuratora generalnego Rusłana Krawczenki, jego zastępczyni Marii Wdowychenko oraz szefa odeskiej administracji wojskowej Ołeha Kipera. Rzecznik OGP zaprzeczył przeszukaniom w domu i gabinecie samego Krawczenki.
Poseł Ołeksij Honczarenko twierdził, iż czynności realizowane są równolegle w Biurze Prezydenta. NABU i źródła ZN.UA to odrzuciły: w OP tej nocy śledczych nie było.
NABU (Narodowe Biuro Antykorupcyjne) i SAPO (Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna) powstały po Euromajdanie jako instytucje celowo oddzielone od pionu prokuratorskiego i prezydenckiego. Ich niezależność była i jest warunkiem pomocy zachodniej oraz procesu integracji z UE.
Prokurator generalny Rusłan Krawczenko jest postrzegany jako człowiek bliski pionowi prezydenckiemu. To on — według krytyków — legalizował wcześniejsze działania przeciw detektywom NABU. Teraz śledczy weszli do jego instytucji.
Wersja reformatorów i części społeczeństwa: niezależne organy wreszcie sięgają tam, gdzie wcześniej sięgać nie mogły. Call-center oszukujące ludzi (w tym za granicą) to realny problem; jeżeli urzędnik OGP je „krył”, to jest to klasyczna korupcja ochronna. Poprzednie sprawy (energia, Bankowa, posłowie) pokazały, iż krąg podejrzanych zbliża się do otoczenia prezydenta — niezależnie od tego, czy sam Zełenski jest objęty śledztwem (śledczy publicznie mówili, iż nie jest).
Wersja władzy i jej zwolenników: w czasie wojny i po niedawnych tarciach między służbami (w tym starciu SBU–HUR i ataku drona na siedzibę SBU tego samego dnia) kolejne spektakularne wejście NABU destabilizuje państwo. Instytucje antykorupcyjne są oskarżane o selektywność, wycieki do mediów i działanie w interesie zewnętrznych sponsorów. Próba podporządkowania ich w 2025 r. była uzasadniana właśnie „rosyjską infiltracją” i potrzebą kontroli w warunkach wojny.
Obie narracje mają swoje fakty i swoje luki. NABU i SAPO nie są nieomylne; pion prezydencki i OGP nie są z definicji niewinni. Wojna nie anuluje korupcji, ale utrudnia ocenę, co jest śledztwem, a co rozgrywką o władzę.
Na tę chwilę potwierdzone jest wejście do Prokuratury Generalnej, zatrzymanie Kropywy i sprawa call-center. Nie potwierdzono obławy w administracji prezydenta. Szczegóły operacji — kto jeszcze, jakie dowody, jaki zakres — mają zostać podane później.
4 września po południu w centralny budynek SBU przy ulicy Wołodymyrskiej w Kijowie uderzył dron, wycelowany w gabinet p.o. szefa służby Ołeksandra Pokłada. Pokłada nie było na miejscu. Są ranni (raporty wahają się od kilku do kilkunastu osób). Zełenski i SBU przypisali atak Rosji i zapowiedzieli odpowiedź.
Pogłoski o „ataku wewnętrznym” pojawiły się niemal natychmiast. Nie ma na nie twardych dowodów. Da się jednak wskazać, skąd się wzięły i dlaczego brzmią przekonująco części odbiorców.
Uderzenie nastąpiło ok. 15:30 czasu kijowskiego, w dzień, w samym historycznym centrum — naprzeciw Soboru Sofijskiego, niedaleko Złotej Bramy. To pierwszy raz od 2022 r., gdy główna siedziba SBU została trafiona. Relacje mówią o pożarze na wyższych piętrach, wybitych oknach, uszkodzonej ścianie i zniszczonej pobliskiej piekarni.
Zełenski napisał, iż dron „był skierowany bezpośrednio w gabinet szefa SBU w tym budynku” i polecił Pokładowi przygotować „adekwatną, odczuwalną i w miarę możliwości lustrzaną” odpowiedź. SBU potwierdziła: celowali w gabinet szefa, celu nie osiągnęli, budynek odbudują, Rosjanie dostaną „bolesną odpowiedź”.
Dwa dni wcześniej, 2 września, w Kijowie doszło do strzelaniny między SBU a HUR (wywiad wojskowy). Starcie wybuchło przy mieszkaniu Stepana Kapłunowa z Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, podlegającego HUR. SBU twierdziła, iż prowadziła czynności związane z rzekomym zamachem FSB; HUR i sam Kapłunow — iż SBU porwała go wcześniej i wymusiła przyznanie się do współpracy z Rosją. Rannych było kilku ludzi HUR. Zełenski nazwał to „haniebnym” i zdjął zastępców szefów obu służb.
Na tym tle w sieciach pojawiły się dwie spekulacje:
- HUR uderzyło w SBU — kontynuacja wojny służb po strzelaninie. Precyzyjne trafienie w jeden gabinet, akurat gdy Pokłada nie było w środku, miało wyglądać „zbyt celowo” na zwykłego Szahida.
- Ukraińska prowokacja (false flag) — żeby usprawiedliwić uderzenie w rosyjskie budynki rządowe albo zjednoczyć opinię przed wizytą amerykańskich wysłanników.
Portal bne IntelliNews wprost to opisał: po nietypowo precyzyjnym trafieniu spekulacje krążyły w mediach społecznościowych; nie podparto ich żadnymi dowodami. Zełenski i SBU od początku przypisują atak Rosji.
Za Rosją:
- Kijów od wielu dni jest pod regularnym ogniem dronów i rakiet; to nie był izolowany incydent.
- Obserwatorzy ruchu dronów zgłaszali rosyjskie maszyny nad miastem przed wybuchem.
- Rządowe budynki w centrum długo omijano — ale obrona powietrzna Ukrainy jest wyczerpana, a Rosja od miesięcy używa szybszych, odrzutowych dronów. Trafienie w SBU pasuje do eskalacji, niekoniecznie do spisku.
- Gdyby to była operacja HUR albo SBU na siebie, ryzyko wycieku, świadków i śladów technicznych byłoby ogromne — w mieście pełnym kamer, dziennikarzy i zachodnich partnerów.
Co podsyca pogłoski:
- Wojna służb jest realna, nie wymyślona. SBU i HUR od dawna konkurują o operacje, zasoby i prestiż; część komentatorów wiąże to też z pozycją Kyryła Budanowa (były szef HUR, dziś szef kancelarii prezydenta).
- Trafienie konkretnego gabinetu w pilnie strzeżonym gmachu w centrum Kijowa jest rzadkie.
- Pokład nie był w środku — to albo szczęście, albo ktoś znał grafik.
- W wojnie informacyjnej obie strony od lat produkują teorie o „swoich dronach” i „cudzej prowokacji”. Rosyjska propaganda chętnie podchwyci wersję „Ukraińcy sami siebie zbombardowali”; część ukraińskiej opinii — wersję „to HUR / Bankowa / rozgrywka o władzę”.
Plotka o wewnętrznym ataku nie ma na razie potwierdzenia w źródłach niezależnych ani w śladach technicznych podanych publicznie. Jest natomiast logicznym produktem trzech rzeczy naraz: prawdziwego starcia SBU–HUR sprzed dwóch dni, nietypowo precyzyjnego celu i chronicznego braku zaufania do oficjalnych komunikatów w Kijowie.
To nie znaczy, iż wersja rosyjska jest automatycznie prawdziwa w każdym detalu (typ drona, trasa, czy naprawdę „celowali tylko w gabinet”). Znaczy tylko, iż skok od „dron uderzył w SBU” do „to zrobili swoi” wymaga dowodów, których na ten moment nie ma.










