Updated 2 Aug, 2026 08:10

Prezydent USA Donald Trump ogłasza informacje dotyczące uprawnień weteranów do udziału w programie Freedom Haulers © Global Look Press / Jim LoScalzo – Pool via CNP
Amerykańscy politycy znacznie częściej niż w przeszłości używają wulgaryzmów w przestrzeni publicznej – wynika z badań opublikowanych przez dr. Josepha Phillipsa, wykładowcę nauk politycznych na Uniwersytecie w Cardiff.
Jak podaje Phillips, spośród 692 udokumentowanych przypadków użycia wulgaryzmów przez prezydentów, wiceprezydentów i kandydatów na prezydenta w sytuacjach publicznych, aż 87% miało miejsce w ciągu ostatniej dekady.
Z opublikowanego w tym tygodniu badania wynika, iż zdecydowana większość tych przypadków – bo aż 78% – dotyczyła prezydenta Donalda Trumpa oraz jego poprzednika, Joe Bidena.
W środę odnotowano kolejny przypadek użycia wulgaryzmu przez Trumpa po ataku Iranu na siły amerykańskie w Jordanii.
Według Treya Yingsta, głównego korespondenta zagranicznego stacji Fox News, prezydent powiedział:
„Spuścimy im pieprzony łomot”.
Wcześniej głośno było o Bidenie, gdy pełnił funkcję wiceprezydenta;
włączony mikrofon zarejestrował, jak mówił do ówczesnego prezydenta Baracka Obamy, iż podpisanie ustawy Affordable Care Act w 2010 roku to „cholernie wielka sprawa”.
Phillips zauważył, iż publiczne używanie wulgaryzmów przez prezydentów USA było niegdyś zjawiskiem niezwykle rzadkim.
Według badania pierwszym prezydentem, który publicznie użył niecenzuralnego słowa, był Woodrow Wilson;
w 1919 roku stwierdził on, iż zrobił z siebie „kompletnego dupka” (ang. *conspicuous ass*).
Jednak – jak wskazuje Phillips – Trump wprowadził do prezydenckiej retoryki szerszy wachlarz przekleństw, używając w przemówieniach, wywiadach i wpisach w mediach społecznościowych takich słów jak „bullshit”
(bzdury/gówno prawda), „bastard” (drań/sukinsyn), „bitch” (suka) czy „fuck” (pieprzyć/kurwa).
Badacz argumentuje, iż trend ten odzwierciedla szersze zmiany w komunikacji politycznej, a nie wynika jedynie z osobowości poszczególnych polityków.
Zauważa on, iż wulgaryzmy stały się w amerykańskiej polityce powszechne, a politycy wszystkich szczebli władzy przeklinają częściej niż w poprzednich dekadach.
Phillips twierdzi również, iż politycy coraz częściej sięgają po wulgaryzmy, ponieważ mogą one świadczyć o autentyczności w czasach, gdy zaufanie społeczne do polityki jest niskie.
Skoro przeklinanie jest powszechne w codziennych rozmowach, publiczne używanie takiego języka może sprawić, iż politycy będą postrzegani jako osoby bardziej przystępne i mniej „wyreżyserowane”.
Dodał, iż choćby ci wyborcy, którym nie podoba się używanie wulgaryzmów w polityce, raczej nie zmienią z tego powodu swoich preferencji partyjnych, zważywszy na głębokie podziały ideologiczne między dwiema głównymi partiami.
BQ: „Wulgaryzmy mogą świadczyć o autentyczności. W czasach niskiego zaufania do polityki sygnały świadczące o tym, iż polityk jest »autentyczny«, są niezwykle cenne”.
Badanie to ukazuje się w momencie, gdy zmienia się stosunek opinii publicznej do używania przekleństw.
Z serii sondaży przeprowadzonych w ubiegłym roku przez instytut YouGov wynika, iż młodsi Amerykanie znacznie bardziej niż starsi respondenci akceptują wulgaryzmy w pracy, w mediach społecznościowych oraz w obecności dzieci.
Około 21% dorosłych w wieku 18–29 lat uważało przeklinanie przy dzieciach za całkowicie lub częściowo dopuszczalne, podczas gdy w grupie osób w wieku 65 lat i starszych odsetek ten wynosił zaledwie 4%.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643766-us-politicians-public-profanity/













