Amerykanie wybierają 3 listopada wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów, 35 senatorów i gubernatorów 36 stanów. Ostatnie lokale zamkną się w środę o godz. 7 czasu polskiego. Wynik rozstrzygnie, czy Donald Trump zachowa na dwa lata kontrolę nad Kongresem, a dla Polski oznacza możliwą zmianę w polityce bezpieczeństwa, handlu i wsparcia Ukrainy.
Cała Izba i jedna trzecia Senatu
W wyborach połówkowych nazwiska Donalda Trumpa nie ma na kartach, ale głosowanie jest oceną pierwszych dwóch lat jego drugiej kadencji. Stawką jest pełna kontrola nad władzą ustawodawczą. Amerykanie wybierają całą, liczącą 435 miejsc Izbę Reprezentantów oraz 35 senatorów, w tym w dwóch wyborach uzupełniających. Oficjalne zestawienie wyborów federalnych obejmuje łącznie 470 mandatów w Kongresie i wybory gubernatorskie w 36 stanach.
Głosowanie rozciąga się na kilka stref czasowych. Pierwsze lokale na wschodnim wybrzeżu otwarto we wtorek w południe czasu polskiego, a ostatnie na Alasce mają zostać zamknięte w środę o godz. 7. W wielu wyrównanych okręgach liczenie głosów korespondencyjnych może potrwać dłużej. Pierwsze wskazania nie muszą więc przesądzać o kontroli nad izbami.
Republikanie bronią wąskiej przewagi
Przed wyborami Republikanie kontrolują obie izby. Biuro Sekretarza Izby Reprezentantów podaje, iż w Izbie zasiada 218 Republikanów, 214 Demokratów i jeden deputowany niezależny, a dwa miejsca pozostają wolne. Większość wynosi 218 mandatów. Każdy przejęty okręg ma znaczenie.
W Senacie układ jest stabilniejszy liczbowo, ale mapa wyborcza otwiera opozycji drogę do walki. Oficjalny podział partyjny Senatu to 53 Republikanów, 45 Demokratów i dwóch niezależnych senatorów współpracujących z Demokratami. Opozycja potrzebuje czterech mandatów zysku netto, aby osiągnąć 51 głosów. Przy remisie 50 do 50 decyduje republikański wiceprezydent JD Vance.
Ostatnie modele przedwyborcze wyraźnie faworyzowały Demokratów w walce o Izbę Reprezentantów. Senat pozostawał trudniejszy do przewidzenia. To prognozy, nie wynik. W wielu stanach różnice mieściły się w granicach błędu, a amerykańskie sondaże już wcześniej zaniżały poparcie dla Republikanów.
Jedna izba wystarczy do blokowania prezydenta
Utrata Izby Reprezentantów odebrałaby Republikanom kontrolę nad komisjami, budżetem i kalendarzem ustaw. Demokratyczni przewodniczący mogliby wzywać urzędników, żądać dokumentów i wszczynać dochodzenia wobec administracji. Izba jako jedyna może też postawić prezydenta w stan oskarżenia, choć do usunięcia go z urzędu potrzebna jest większość dwóch trzecich w Senacie.
Przejęcie Senatu przez Demokratów byłoby dla Trumpa jeszcze bardziej dotkliwe w polityce personalnej. Senatorowie zatwierdzają sędziów federalnych, członków gabinetu i ambasadorów. Opozycyjna większość mogłaby blokować nominacje oraz utrudniać zawieranie umów międzynarodowych. Spór między Kongresem a administracją w sprawach zagranicznych już wcześniej pokazał, iż choćby republikański Waszyngton nie zawsze mówi jednym głosem.
Podzielony Kongres zwykle oznacza mniej ustaw i częstsze rządzenie rozporządzeniami. Dla Trumpa byłby to powrót do politycznej wojny z końca pierwszej kadencji. Dla Demokratów zwycięstwo stałoby się punktem wyjścia do odbudowy przed wyborami prezydenckimi w 2028 roku.
Co wynik oznacza dla Polski
Warszawa nie wybiera sobie władz Stanów Zjednoczonych, ale musi umieć pracować z każdym układem w Waszyngtonie. Kongres zatwierdza wydatki obronne, wpływa na politykę sankcyjną i kontroluje finansowanie amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Decyzje te dotyczą bezpośrednio bezpieczeństwa Polski oraz dalszego wsparcia dla Ukrainy.
Znaczenie ma też gospodarka. Cła, polityka energetyczna i regulacje technologiczne mogą odbić się na polskim eksporcie, cenach surowców oraz inwestycjach. Koszty życia należą do głównych tematów amerykańskiej kampanii, dlatego nowy Kongres będzie działał pod presją spraw krajowych, nie oczekiwań sojuszników.
Polska potrzebuje twardej, dwupartyjnej polityki wobec USA. Sympatia do konkretnego prezydenta nie może zastąpić trwałych relacji z Kongresem, administracją i stanami. jeżeli Republikanie utrzymają obie izby, Trump zyska dwa lata swobody. jeżeli Demokraci odbiorą mu choć jedną, Waszyngton wejdzie w okres blokady i dochodzeń. W obu wariantach polski interes wymaga własnej siły oraz umiejętności rozmowy z każdym ośrodkiem amerykańskiej władzy.
Źródła: WP Wiadomości, Associated Press
Źródło: WP Wiadomości













