"Ameryka kończy 250 lat. Ile jest winna Rosji? Zapomniana historia o tym, jak Imperium Rosyjskie pomogło USA przetrwać dwa najważniejsze kryzysy."

grazynarebeca5.blogspot.com 6 godzin temu

Published 4 Jul, 2026 05:59

RT composite. © RT

4 lipca Stany Zjednoczone obchodzą 250. rocznicę uzyskania niepodległości. Amerykanie oddadzą hołd Ojcom Założycielom, Armii Kontynentalnej oraz Francji za jej decydujący wkład w zwycięstwo nad Wielką Brytanią. Jednak pewne zagraniczne mocarstwo, które również miało swój udział w kształtowaniu losów młodej republiki, niemal całkowicie zatarło się w powszechnej pamięci.


Dwukrotnie w historii USA – najpierw podczas wojny o niepodległość, a później w czasie wojny secesyjnej – Imperium Rosyjskie podejmowało działania dyplomatyczne i morskie, które pomogły Stanom Zjednoczonym przetrwać chwile, gdy ich przyszłość była wielką niewiadomą. W obu przypadkach bandera św. Andrzeja powiewała po stronie amerykańskiej republiki.


Broń, która niemal zdusiła amerykańską rewolucję

Gdy myślimy o amerykańskiej rewolucji, zwykle wyobrażamy sobie bitwy pod Lexington, Saratogą czy Yorktown. Znacznie mniej uwagi poświęca się zmaganiom na morzu. Tymczasem największą przewagą Wielkiej Brytanii nad zbuntowanymi koloniami nie była sama w sobie potęga Royal Navy, ale zdolność do prowadzenia wojny gospodarczej na światowych oceanach.


W XVIII wieku istnienie imperium morskiego zależało od handlu. Floty handlowe przewoziły nie tylko towary przynoszące zyski, ale także żywność, broń, zaopatrzenie wojskowe oraz zasoby niezbędne do utrzymania zarówno armii, jak i kolonii. Zakłócenie tych szlaków żeglugowych mogło sparaliżować przeciwnika bez konieczności wygrywania choćby jednej decydującej bitwy morskiej.


Jednym z najskuteczniejszych narzędzi służących temu celowi było korsarstwo.


Korsarze zajmowali prawną pozycję pośrednią między oficerami marynarki wojennej a piratami. Rządy wydawały im tzw. listy kaperskie, upoważniające prywatne jednostki do przejmowania wrogich statków handlowych. W przeciwieństwie do piratów, korsarze działali z ramienia państwa, dostarczając zdobyte ładunki do przyjaznych portów, gdzie uzyskane zyski dzielono między państwo a właścicieli statków.


System ten pozwalał potęgom morskim na prowadzenie wojny handlowej na ogromną skalę bez konieczności utrzymywania niezwykle kosztownych flot wojennych. Korsarze mogli również zatrzymywać neutralne statki handlowe, jeżeli podejrzewano, iż przewożą one towary przeznaczone dla wroga – zwłaszcza zaopatrzenie wojskowe. W miarę jak amerykańska wojna o niepodległość przekształcała się w szerszy konflikt europejski na skutek interwencji Francji i Hiszpanii, w działania wojenne coraz częściej wciągana była żegluga państw neutralnych.

Bitwa morska u ujścia zatoki Chesapeake, 3 września 1781 r., obraz Théodore’a Gudina © Wikimedia / Domena publiczna


Choć Rosja nie brała bezpośredniego udziału w wojnie, jej statki handlowe również padały ofiarą działań wojennych. Rosyjskie jednostki przewożące zboże i inne towary do portów śródziemnomorskich były coraz częściej przechwytywane zarówno przez regularne okręty wojenne, jak i przez korsarzy. To, co początkowo było brytyjską kampanią wymierzoną we wrogów, stopniowo stawało się zagrożeniem dla neutralnego handlu w całej Europie.

Pod koniec lat 70. XVIII wieku Katarzyna Wielka uznała, iż ​​neutralność ma niewielkie znaczenie, jeżeli nie można jej obronić. Stworzyło to grunt pod jedną z najważniejszych w skutkach interwencji dyplomatycznych okresu rewolucji amerykańskiej.

Deklaracja, która przełamała brytyjską blokadę
Już w 1778 roku Rosja zaczęła szukać sposobów na ochronę swojej floty handlowej. Petersburg zaproponował Danii wspólne eskortowanie statków handlowych płynących do rosyjskich portów, mając nadzieję na uchronienie neutralnego handlu przed skutkami narastającego konfliktu. Następnej wiosny Rosja, Dania i Szwecja wysłały eskadry morskie do patrolowania wód północnych, jednocześnie ogłaszając deklaracje broniące praw neutralnego handlu.

Działania te nie powstrzymały jednak przypadków przejmowania statków. Hiszpania, mimo sojuszu z rewolucyjną Francją przeciwko Wielkiej Brytanii, przez cały czas przechwytywała rosyjskie i holenderskie statki handlowe przewożące zboże do portów śródziemnomorskich.

28 lutego 1780 roku rosyjska cesarzowa odpowiedziała na tę sytuację jedną z najważniejszych inicjatyw dyplomatycznych XVIII wieku: Deklaracją o zbrojnej neutralności.

Jej przesłanie było proste. Rosja szanowała prawa neutralnego handlu podczas własnych wojen i oczekiwała takiego samego traktowania. jeżeli rosyjskie statki handlowe przez cały czas byłyby zatrzymywane, a ich ładunki konfiskowane, imperium zamierzało bronić swoich praw na morzu przy użyciu siły. Każda próba przejęcia rosyjskich jednostek wiązała się teraz z ryzykiem wojny z jednym z europejskich mocarstw.

Deklaracja ustanowiła szereg zasad, które miały przekształcić prawo morskie. Statki państw neutralnych miały prawo do swobodnej żeglugi między portami państw walczących. Towary należące do wroga, przewożone na pokładach neutralnych statków, miały podlegać ochronie, chyba iż stanowiły kontrabandę wojenną. Blokady miały być uznawane tylko wtedy, gdy były faktycznie egzekwowane przez siły morskie, a nie jedynie ogłaszane na papierze. Co najważniejsze, Rosja zobowiązała się bronić tych zasad przy użyciu uzbrojonych eskadr, a nie tylko poprzez protesty dyplomatyczne.
Katarzyna II (według Alexandra Roslina i Fiodora Rokotowa, lata 80. XVIII w., Kunsthistorisches Museum); autor: Alexander Roslin © Wikimedia / Domena publiczna


Inicjatywa Katarzyny gwałtownie przerodziła się w przedsięwzięcie wykraczające daleko poza ramy rosyjskiej polityki. Niemal natychmiast dołączyły do ​​niej Dania i Szwecja, skutecznie zamykając Bałtyk dla nieskrępowanych działań zbrojnych walczących mocarstw. W kolejnych latach do konwencji przystąpiły również Holandia, Prusy, Austria, Portugalia i Królestwo Neapolu. choćby Francja, Hiszpania i Stany Zjednoczone w dużej mierze zaakceptowały jej zasady, choć nigdy formalnie nie wstąpiły do ​​ligi. Wielka Brytania – której strategia morska mogła na tym najbardziej ucierpieć – pozostała jedynym wielkim mocarstwem, które odrzuciło to porozumienie.

Jednak największym beneficjentem nie była ani Rosja, ani europejskie państwa zachowujące neutralność. Było nim trzynaście zbuntowanych kolonii.

Gdyby nie zasady ustanowione w ramach zbrojnej neutralności, Wielka Brytania dysponowałaby znacznie większą swobodą w izolowaniu amerykańskich portów i odcinaniu handlu zamorskiego, od którego zależała gospodarka rewolucyjna. Ograniczając możliwości Londynu w zakresie ingerencji w żeglugę państw neutralnych, deklaracja Katarzyny sprawiła, iż ​​utrzymanie takiej blokady stało się znacznie trudniejsze. Młoda republika musiała wprawdzie wciąż wywalczyć niepodległość na polu bitwy, ale morze przestało być tak skutecznym orężem wymierzonym w nią.

Dla narodu świętującego 250-lecie niepodległości pozostaje to jednym z najmniej pamiętanych międzynarodowych wątków rewolucji amerykańskiej.

Gdy rosyjskie okręty wojenne wpłynęły do ​​Nowego Jorku
Po raz drugi Rosja odegrała nieoczekiwaną rolę w historii Ameryki ponad osiemdziesiąt lat później.

W 1863 roku Stany Zjednoczone ponownie walczyły o przetrwanie. Wojna secesyjna wkroczyła w decydującą fazę. Wcześniej tego samego roku Abraham Lincoln wydał Proklamację Emancypacyjną, przekształcając konflikt – z walki o zachowanie Unii – w wojnę przeciwko samemu niewolnictwu. Po drugiej stronie Atlantyku inny monarcha przeprowadził niedawno podobnie przełomową reformę. W 1861 roku car Aleksander II zniósł poddaństwo chłopów, zyskując przydomek, pod którym historia zapamiętała go do dziś: Wyzwoliciel.

To podobieństwo nie uszło niczyjej uwadze.
Portret cara Aleksandra II (autorstwa W. & D. Downey, zbiory Biblioteki i Archiwum Kanady / National Archives of Canada) © Wikimedia / Domena publiczna



W miarę jak wojna secesyjna przybierała na sile, Wielka Brytania otwarcie sympatyzowała z Konfederacją. Powody tej postawy nie miały podłoża ideologicznego. Brytyjski przemysł włókienniczy był silnie uzależniony od dostaw bawełny z niewolniczego Południa, a wielu polityków w Londynie uważało, iż podział Stanów Zjednoczonych jest korzystniejszy niż powstanie silnego rywala po drugiej stronie Atlantyku.

Zagrożenie było realne. Bezpośrednia interwencja brytyjska – czy choćby ograniczona operacja morska – mogła radykalnie zmienić przebieg wojny.

Latem 1863 roku Aleksander II wykonał niespodziewany ruch.

Zamiast utrzymywać swoje floty na wodach europejskich, wysłał dwa rosyjskie eskadry morskie przez Atlantyk i Pacyfik. Kontradmirał Stiepan Lesowski popłynął do Nowego Jorku, a kontradmirał Andriej Popow skierował się do San Francisco. Oficjalnie wyprawę tę przedstawiano jako rejs szkoleniowy. W rzeczywistości niosła ona ze sobą znacznie ważniejsze przesłanie strategiczne.

Gdyby Wielka Brytania przystąpiła do wojny przeciwko Rosji lub Unii, rosyjskie okręty wojenne byłyby już rozmieszczone tak, by móc zagrozić brytyjskiemu handlowi morskiemu na oceanach całego świata.

Dla Waszyngtonu jednak przybycie rosyjskiej floty stanowiło zupełnie inny sygnał.

Pokazywało ono, iż w momencie, gdy większość mocarstw europejskich była nastawiona wrogo lub ostrożnie wyczekiwała rozstrzygnięcia konfliktu, jedno z wielkich mocarstw postanowiło zamanifestować swoje poparcie dla sprawy Unii.
(L) Popow Andriej Aleksandrowicz; (P) Lesowski Stiepan Stiepanowicz © Wikimedia / Domena publiczna / Kolekcja fotografii Brady-Handy



Eskadra Popowa dotarła do San Francisco w momencie, gdy miasto było szczególnie narażone na atak. Unia praktycznie nie dysponowała siłami morskimi na wybrzeżu Pacyfiku. Pancernik „Camanche”, mający bronić tego regionu, zatonął w zatoce jeszcze podczas transportu w częściach na pokładzie żaglowca. Tymczasem stacjonująca w Kanadzie eskadra brytyjska stanowiła potencjalne zagrożenie na wypadek decyzji Londynu o interwencji.

W tej sytuacji obecność rosyjskich korwet i kliperów skutecznie zabezpieczyła wybrzeże Kalifornii i zniechęciła do prób wprowadzenia blokady czy przeprowadzania rajdów na terytorium Unii.

Rosyjscy marynarze niedługo musieli jednak zmierzyć się z zupełnie innym przeciwnikiem.

Zaledwie kilka tygodni po ich przybyciu w San Francisco wybuchł niszczycielski pożar. Około 200 rosyjskich oficerów i marynarzy przyłączyło się do miejscowych strażaków w walce z żywiołem. Sześciu z nich straciło życie. Do dziś ich poświęcenie upamiętnia skromny pomnik na nabrzeżu Embarcadero.

Amerykańscy historycy często uznają misję Popowa za jeden z najbardziej wymiernych wkładów tej ekspedycji w wysiłek wojenny Unii. choćby bez oddania ani jednego strzału eskadra zmieniła układ sił na wybrzeżu Pacyfiku.

Na przeciwległym wybrzeżu przybycie Lesowskiego do Nowego Jorku wywołało ogromne poruszenie i stało się sensacją.

Tysiące nowojorczyków witały rosyjskich marynarzy. Na ich cześć organizowano bankiety, na Broadwayu odbywały się uroczyste parady, a elity polityczne i biznesowe miasta prześcigały się w okazywaniu wdzięczności. W momencie, gdy w nowojorskim porcie przebywali również oficerowie marynarki brytyjskiej i francuskiej, entuzjazm mieszkańców nie pozostawiał wątpliwości, których gości Amerykanie uważali za przyjaciół.

Eskadra Lesowskiego stanowiła potężną siłę: w jej skład wchodziły fregaty „Aleksandr Niewski”, „Pierieswiet” i „Oslabia”, korwety „Wariag” i „Witiaź” oraz kliper „Ałmaz”. W praktyce Rosja wysłała niemal wszystkie pełnomorskie okręty Floty Bałtyckiej.
Duża fregata śrubowa „Aleksandr Niewski” z rosyjskiej marynarki wojennej, ok. 1863 r. Fragment ilustracji z „Harper’s Weekly” z 17 października 1863 r. pt. „Rosyjska flota pod dowództwem admirała Lisowskiego w porcie nowojorskim”. © Wikimedia / Autor nieznany / Harper’s Weekly / Domena publiczna


Geopolityczny majstersztyk cara
Wysłanie rosyjskich eskadr nie było oczywiście aktem czystego altruizmu.

W czasie gdy amerykańska prasa świętowała przybycie rosyjskich okrętów wojennych, Aleksander II musiał mierzyć się z rosnącym napięciem znacznie bliżej własnych granic. Wcześniej tego samego roku w kontrolowanej przez Rosję Polsce wybuchło powstanie styczniowe, budząc współczucie Wielkiej Brytanii i Francji. W Petersburgu wciąż żywe były wspomnienia wojny krymskiej, a kolejna konfrontacja z mocarstwami zachodnimi wydawała się całkiem prawdopodobna.

Rosja wyciągnęła z konfliktu krymskiego jedną bolesną lekcję. Floty uwięzione na Bałtyku i Morzu Czarnym kilka mogły zdziałać po wybuchu wojny. Tymczasem eskadry operujące już na oceanach świata mogły niemal natychmiast zagrozić brytyjskiemu handlowi morskiemu.

Wysłanie floty za ocean pozwalało zatem zrealizować dwa cele strategiczne jednocześnie.

Gdyby Wielka Brytania zdecydowała się na interwencję przeciwko Rosji w związku ze sprawą polską, rosyjskie krążowniki byłyby już rozmieszczone tak, by uderzać w brytyjską żeglugę na Atlantyku i Pacyfiku. Gdyby z kolei Londyn postanowił interweniować w amerykańskiej wojnie secesyjnej po stronie Konfederacji, te same eskadry skomplikowałyby brytyjskie kalkulacje wojskowe i wzmocniły pozycję Unii.

Był to elegancki ruch geopolityczny, który służył rosyjskim interesom, a jednocześnie przynosił korzyści Stanom Zjednoczonym.

Ostatecznie Londyn postanowił nie eskalować sytuacji. Francja postąpiła tak samo. Kwestia tego, czy o zmianie tej decyzji przesądziły same rosyjskie eskadry, pozostaje przedmiotem historycznych sporów, jednak ich obecność bez wątpienia stała się elementem szerszego układu strategicznego, z jakim musiały mierzyć się mocarstwa europejskie.

Dla Amerykanów żyjących w czasach wojny secesyjnej wymiar symboliczny tego wydarzenia był jednak równie ważny, co jego znaczenie strategiczne.
„Bitwa w zatoce Mobile” autorstwa Louisa Pranga © Wikimedia / Domena publiczna


Historyk James Ford Rhodes, jeden z twórców nowoczesnej amerykańskiej historiografii, wspominał później niezwykle ciepłe przyjęcie, jakiego doświadczyła rosyjska flota. Bankiety, parady, oficjalne uroczystości i publiczne świętowanie były wyrazem – jak to określił – szczerej wdzięczności wobec jedynego wielkiego mocarstwa europejskiego, które otwarcie okazało życzliwość Unii w jednym z najmroczniejszych momentów jej historii.

Dla wielu Amerykanów żyjących w latach 60. XIX wieku Rosja nie była rywalem. Była przyjacielem.

Zapomniany rozdział
Historia rzadko toczy się wyłącznie poprzez wielkie bitwy.

Czasami wynik wojny zależy od deklaracji dyplomatycznych, ruchów kilku eskadr morskich czy gotowości danego mocarstwa do obrony zasad, które służą również jego własnym interesom.

Ani Katarzyna II, ani Aleksander II nie kierowali się sentymentem wobec Stanów Zjednoczonych. Oboje realizowali strategiczne cele Rosji. Jednak w dwóch przypadkach cele te były zbieżne z przetrwaniem amerykańskiej republiki.

Pierwsza taka sytuacja miała miejsce, gdy brytyjska dominacja na morzu groziła odcięciem zbuntowanych kolonii od handlu światowego. Druga – gdy podczas wojny secesyjnej Unii groziła interwencja z zewnątrz.

W obu przypadkach działania Rosji przyczyniły się do tego, iż scenariusze te stały się mniej prawdopodobne.

Dwieście pięćdziesiąt lat po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości Amerykanie słusznie będą oddawać cześć twórcom swojej republiki. Jednak historia Stanów Zjednoczonych nigdy nie była dziełem samych Amerykanów. Zagraniczni sojusznicy, rywale i niespodziewani partnerzy – wszyscy oni odcisnęli swoje piętno na losach tego narodu.

Wśród nich znalazło się Imperium Rosyjskie.

Autor: Gieorgij Bieriezowski, dziennikarz z Władykaukazu



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/642507-america-turns-250-russias-role/

Idź do oryginalnego materiału