Michał Drewnicki, kandydat PiS na prezydenta Krakowa, 20 sierpnia zaprezentował hasło „Ambitny Kraków, bliski ludziom” i trzy pierwsze postulaty: ponad 200 hektarów pod nowoczesny przemysł, twarde standardy dla deweloperów oraz likwidację miejskiej gazety. To oferta samorządu, który ma pilnować rozwoju i pieniędzy mieszkańców.
Rozwój zamiast miejskiej mikromanii
Michał Drewnicki wszedł w kampanię z hasłem „Ambitny Kraków, bliski ludziom” i próbą ustawienia sporu o przyszłość miasta poza rytualnym zarządzaniem codziennością. Według relacji KR24.pl kandydat PiS wskazał trzy pierwsze pola programu: gospodarkę, planowanie przestrzenne oraz sposób wydawania pieniędzy przez miasto.
Pierwszy postulat dotyczy ponad 200 hektarów terenów pod nowoczesny przemysł, produkcję i centra badawczo-rozwojowe. Drewnicki przekonywał, iż Kraków przez lata zbyt mocno oparł się na centrach usług biznesowych, a ten model zaczyna tracić odporność przez zwolnienia grupowe i rozwój sztucznej inteligencji. Podał też, iż w tej branży pracuje około 108 tysięcy osób.
To ważna zmiana tonu. Kraków nie może być tylko drogim biurem z ładnym widokiem i coraz trudniejszym życiem dla rodzin. Dawna stolica Polski, druga metropolia kraju, powinna walczyć o miejsca pracy dające trwały kapitał, technologię i podatki zostające lokalnie. W tekście o tym, iż Marianna Schreiber weszła w wyścig o Kraków, pisaliśmy już, iż kampania będzie testem powagi miasta. Program Drewnickiego ten test konkretyzuje.
Deweloperzy na warunkach mieszkańców
Drugi punkt to standardy urbanistyczne. Drewnicki chce, by nowe osiedla powstawały tam, gdzie mieszkańcy mają realny dostęp do szkół, terenów zielonych, opieki zdrowotnej, sportu, kultury i komunikacji miejskiej. Jak relacjonował LoveKraków.pl, kandydat mówił, iż nie chce samych rekomendacji, ale twardych zapisów i wymagań.
W tym punkcie stawka jest bardzo prosta: czy Kraków ma być miastem dla mieszkańców, czy produktem inwestycyjnym dla tych, którzy zarabiają na chaosie. Deweloperzy są potrzebni, ale samorząd musi być gospodarzem. Bez tego nowe bloki oznaczają korki, hałas, brak usług publicznych i coraz większą presję na rodziny, które i tak płacą wysoką cenę za życie w dużym mieście.
Problem codziennych kosztów widać także w innych decyzjach samorządu. Gdy Kraków rozszerzył płatne parkowanie, kierowcy dostali kolejny sygnał, iż miasto łatwo sięga do kieszeni mieszkańców. Dlatego planowanie przestrzeni, transportu i usług publicznych nie jest techniczną rubryką w strategii. To sprawa portfela i jakości życia.
Miejska gazeta i pieniądze podatników
Trzeci postulat Drewnickiego dotyczy likwidacji miejskiej gazety. Według relacji lokalnych mediów kandydat wskazywał, iż nakład biuletynu zwiększono do 220 tysięcy egzemplarzy, w budżecie miasta zapisano na ten cel 4 miliony złotych, a po przetargu koszt w tym roku ma wynieść 2,5 miliona złotych. Jego argument jest czytelny: urząd nie powinien finansować medium, które może stać się narzędziem promocji władzy.
To punkt, który prawica powinna mocno podnosić w każdym samorządzie. Pieniądze podatników są od usług publicznych, infrastruktury i bezpieczeństwa, a nie od budowania informacyjnego komfortu rządzącym. Samorząd nie ma konkurować z prasą i nie ma udawać niezależnego wydawcy, gdy za druk i dystrybucję płaci mieszkaniec.
Stawka dla Krakowa
Hasło „Ambitny Kraków, bliski ludziom” jest dobre tylko wtedy, gdy za nim idzie realna dyscyplina. Ambicja bez gospodarności kończy się wielkimi prezentacjami. Bliskość bez inwestycji kończy się chodzeniem po osiedlach i obiecywaniem drobiazgów. Miasto potrzebuje obu elementów naraz: rozwoju i troski o zwykłe sprawy.
Drewnicki stawia więc pytanie o model samorządu. Czy ma to być władza zarządzająca kosztami i propagandą, czy władza, która pilnuje interesu mieszkańców jak własnego domu? Dla Krakowa to nie jest spór dekoracyjny. To spór o pracę, podatki, mieszkania, korki i o to, czy wspólnota lokalna odzyska kontrolę nad własnym miastem.












