Alternatywa dla Niemiec, ale niekoniecznie dla Polski

6 godzin temu

Wczoraj późnym wieczorem spłynęła sensacyjna informacja z Niemiec, a dokładnie z jednego landu, który przez wielu komentatorów, w tym polityków, został pomylony z innym landem. Ultraprawicowa „Alternatywa dla Niemiec” wygrała wybory w Saksonii-Anhalt, co samo w sobie jest historycznym wydarzeniem, ale jeszcze większe wrażenie robi wynik AfD. Pierwsze sondaże exit poll dawały tej partii aż 44 proc., po przeliczeniu głosów przez wszystkie komisje w okręgach wyborczych ostateczny wynik został delikatnie skorygowany do 43,8 proc.

AfD zdobyła ponad dwa razy więcej głosów niż pięć lat temu i z jeszcze większą przewagą pokonała CDU, partię kanclerza Friedricha Merza, która otrzymała zaledwie 17,2 procent. Sukces AfD początkowo został błędnie przypisany do Saksonii, ale tam sytuacja jest dokładnie odwrotna i rządzi premier z CDU Michael Kretschmer. Ciekawostką jest to, iż oba landy historycznie mieściły się w granicach NRD i chociaż ze sobą sąsiadują, to preferencje wyborcze nie do końca się pokrywają. Warto jednak pamiętać, iż wybory w Saksonii odbyły się dwa lata temu i wynik AfD był również imponujący, bo partia zdobyła 30,6 proc głosów i minimalnie przegrała z CDU, która otrzymała 31,9 proc. głosów. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, iż i w Saksonii nastroje społeczne po dwóch latach idą w dokładnie takim samym kierunku, jak w Saksonii-Anhalt, co oznacza, iż AfD zyskuje coraz większe poparcie, szczególnie w landach byłej NRD.

Polskie komentarze polityczne do niemieckich wyborów nie są specjalnie zaskakujące i odzwierciedlają istniejące podziały polityczne. Politycy koalicji rządzącej straszą „brunatną falą”, największa partia opozycyjna PiS dystansuje się od AfD wskazując na rosyjskie powiązania, jedynie obie Konfederacje puszczają oko do wyborców i wskazują na sromotną porażkę „sił postępowych” ślepo zapatrzonych w Unię Europejską. Wyjątkowo nerwowo zareagował na całą sytuację Donald Tusk, który zamieścił na portalu X dosadny komentarz i natychmiast uzyskał dowcipną odpowiedź od eurodeputowanego z AfD.

Herr Tusk, zjedz Snickersa! https://t.co/J3ieC5Emvy

— Tomasz Froelich (@TomaszFroelich) September 6, 2026

Wybory w jednym landzie jeszcze niczego nie dwodzą, ale dwa trendy nie podlegają żadnej dyskusji. Po pierwsze antyimigranckie nastroje w Niemczech to główny powód wzrostu poparcia AfD, niemal 100 proc. ankietowanych odpowiedziało, iż oddali głos na AfD, bo to partia głośno sprzeciwiająca absurdalnej polityce imigracyjnej zapoczątkowanej przez Angelę Merkel. Po drugie notowania kanclerza Fridricha Mertza są fatalne i chyba najgorsze w całej powojennej historii Niemiec. Zaledwie 13–16 proc. Niemców popiera obecnego kanclerza i dobrze ocenia jego rząd, niezadowolonych obywateli jest aż 78–85 proc. Nic też nie wskazuje na to, iż ten stan rzeczy mógłby się radykalnie odmienić, a jedyne co może CDU i Merza pocieszać, to termin wyborów przypadający na 2029 rok.

Gdyby się okazało, iż AfD na fali społecznego niezadowolenia przejmie władzę w całych Niemczech, to dla takich polityków, jak Donald Tusk będzie to nie lada problem. Jak pogodzić wasalną mentalność z krytyką „brunatnej niemieckiej władzy”, to najważniejsze i bardzo karkołomne zadanie. Niezależnie od kłopotów Donalda Tuska, trzeba też mieć na uwadze, iż AfD z całą pewnością nie jest partią propolską i chociaż dotyczy to wszystkich partii niemieckich, to w AfD pojawiają się bardzo niebezpieczne tendencje. Część polityków AfD otwarcie mówi o rewizji granic, a Polskę traktuje jak „Niemcy Środkowe”. Bez dwóch zdań jest to też formacja, która z łatwością odbudowałby relacje z Rosją, razem z odbudową Nord Stream. Dlatego porażka niemieckiej polityki imigracyjnej i unijnej może cieszyć, ale nomen omen, alternatywa wcale nie rysuje się ciekawie, szczególnie dla Polski.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału