Alfonso Herrera i Laisha Wilkins 23 sierpnia starli się na X po wpisie aktora promującym film „La Captura” o zatrzymaniu Joaquína „El Chapo” Guzmána. Spór dotyczy tego, czy kino znów ma opowiadać o narkobossach. W tle jest poważniejsza stawka: kultura może demaskować zło albo je oswajać.
Spór, który odsłania problem
Alfonso Herrera, znany m.in. z RBD, zachęcił widzów do obejrzenia filmu „La Captura”. Laisha Wilkins odpowiedziała krytycznie, wzywając do odejścia od tematów narkotykowych bossów w kulturze masowej. Meksykańskie media, w tym Infobae i Excélsior, opisały wymianę jako starcie o sposób pokazywania narcokultury.
Nie chodzi więc tylko o jedną internetową sprzeczkę dwojga aktorów. Chodzi o pytanie, które Meksyk zadaje sobie od lat: czy opowieści o kartelach są ostrzeżeniem przed przemocą, czy kolejnym paliwem dla legendy bandyty? To pytanie nie jest egzotyczne. Polska również żyje w świecie, w którym platformy streamingowe podają młodym ludziom gotowe mity, często mocniejsze niż szkoła, rodzina i państwo.
Film na Netfliksie i prawdziwy Guzmán
„La Captura”, znana w katalogu anglojęzycznym jako „Facing El Chapo”, jest meksykańskim filmem kryminalnym. Netflix opisuje produkcję jako dramat oparty na prawdziwych wydarzeniach, w którym dwaj meksykańscy funkcjonariusze muszą przetrwać ostatnie godziny służby po zetknięciu z bezwzględnym szefem kartelu. W obsadzie są Alfonso Herrera, Noé Hernández i Héctor Kotsifakis.
Historyczne tło jest twarde. Joaquín Guzmán Loera, znany jako „El Chapo”, został w USA skazany 17 lipca 2019 r. na dożywocie plus 30 lat więzienia, po wyroku za prowadzenie przestępczego imperium i inne zarzuty narkotykowe. To nie jest postać z folkloru ani antybohater z miejskiej ballady. To symbol rozkładu państwa, korupcji, strachu i przemocy, które przez lata niszczyły zwykłych ludzi.
Dlatego spór Wilkins z Herrerą ma sens. Kultura może pokazać prawdę o złu, cenę zdrady państwa, pracę służb i dramat rodzin. Może też, krok po kroku, przerobić zbrodniarza w ikonę popkultury. Granica bywa cienka, a platformy żyją z uwagi widza. Im mocniejszy narkoboss, tym łatwiej sprzedać miniaturę jego legendy.
Narcoestetyka zamiast odpowiedzialności
Prawicowa wrażliwość nie polega na uciekaniu od trudnych tematów. Państwo, przestępczość, granice, policja i służby to sprawy realne. Trzeba o nich mówić. Trzeba też pokazywać, iż bez silnego państwa zwykły człowiek zostaje sam wobec pieniędzy, broni i mafijnej przemocy.
Problem zaczyna się wtedy, gdy przestępca dostaje atrakcyjniejszą oprawę niż ofiara, funkcjonariusz i uczciwy obywatel. Wtedy ekran nie ostrzega. Ekran uczy fascynacji siłą bez moralnego hamulca. Meksykański spór jest więc także przestrogą dla Europy, która zbyt łatwo myli rozrywkę z neutralnością moralną.
W Polsce dobrze wiemy, iż kultura nie jest dodatkiem do życia narodu. Ona porządkuje wyobraźnię. jeżeli przez lata opowiada się młodym ludziom, iż bandyta jest ciekawszy od obrońcy ładu, nie można później udawać zaskoczenia, iż autorytet państwa słabnie. Podobny problem widać również w aktualnych sprawach kartelowych, choćby gdy syn El Chapo czeka na dalsze decyzje sądu w USA. Przestępcze dynastie nie są materiałem na romantyczny mit. Są dowodem, iż słabe państwo zawsze płaci rachunek krwią obywateli.
Lekcja także dla Polski
Dla polskiego czytelnika sprawa z Meksyku ma jeszcze jeden wymiar. Suwerenność nie kończy się na granicy i armii. Suwerenność to także zdolność narodu do obrony własnych norm: kto jest bohaterem, kto jest przestępcą, co zasługuje na podziw, a co na potępienie.
Dlatego krytyka narcokultury nie jest pruderią. Jest obroną elementarnego ładu. Można nakręcić film o zatrzymaniu El Chapo tak, by centrum opowieści stanowili funkcjonariusze, ryzyko i cena walki z kartelem. Można też sprzedać widzom kolejną dawkę mrocznego uroku przestępczego świata. Wilkins uderzyła właśnie w ten drugi mechanizm.
Państwo, które chce przetrwać, nie może pozwolić, by popkultura wychowywała obywateli w zachwycie nad ludźmi żyjącymi z przemocy. To dotyczy Meksyku, USA i Polski. Porządek publiczny zaczyna się od prawa, ale wcześniej rodzi się w głowie: w tym, komu społeczeństwo bije brawo.
Źródła: Infobae, Excélsior, Netflix, Departament Sprawiedliwości USA.












