Prokuratura w sierpniu skierowała do Sądu Rejonowego w Elblągu akt oskarżenia przeciwko Łukaszowi W. i Stefanowi N. w sprawie kradzieży Lexusa rodziny premiera Donalda Tuska z nocy 9 na 10 września 2025 roku w Sopocie. Mężczyznom grozi do 10 lat więzienia, ale o ich winie rozstrzygnie sąd. Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono.
Samochód odnaleziono po kilku godzinach
Lexus należący do rodziny premiera Donalda Tuska zniknął w nocy z 9 na 10 września 2025 roku w Sopocie. Auto stało w pobliżu prywatnego domu szefa rządu. Policjanci zabezpieczyli ślady oraz nagrania z monitoringu, a samochód odnaleźli kilka godzin później w gdańskich Kokoszkach, około 20 kilometrów od miejsca kradzieży.
Wkrótce funkcjonariusze zatrzymali mieszkańca Sopotu, Łukasza W. Usłyszał zarzuty kradzieży oraz posługiwania się podrobionymi tablicami rejestracyjnymi. W październiku zatrzymany został drugi mężczyzna, Stefan N. Obaj pozostają niewinni w świetle prawa, dopóki sąd nie wyda prawomocnego wyroku.
Sprawne odnalezienie Lexusa pokazuje znaczenie monitoringu, szybkiego zabezpieczenia śladów i koordynacji działań policji. W innych przypadkach podobne procedury również prowadzą do odzyskania mienia, czego przykładem jest skradziona Toyota odnaleziona przez policjantów na Podlasiu. Obywatel ma prawo oczekiwać takiej samej stanowczości służb niezależnie od nazwiska właściciela pojazdu.
Prokuratura rozszerzyła zarzuty wobec Łukasza W.
Jak podała Wirtualna Polska za TVP Info, śledztwo zostało zakończone, a akt oskarżenia trafił w sierpniu do Sądu Rejonowego w Elblągu. Prokuratura zarzuca obu mężczyznom wspólne i działające w porozumieniu dokonanie kradzieży z włamaniem samochodu należącego do rodziny premiera. Za zarzucane czyny grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.
Zakres oskarżenia wobec Łukasza W. jest szerszy. Prokurator Mariusz Duszyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, przekazał TVP Info, iż mężczyznę oskarżono także o dwie inne kradzieże z włamaniem do samochodów w Elblągu i Sopocie. Chodzi również o trzy przypadki użycia podrobionych tablic rejestracyjnych jako autentycznych przez umieszczenie ich na wcześniej skradzionych pojazdach. Są to zarzuty prokuratury, które muszą zostać zbadane przed sądem.
Sąd nie wyznaczył terminu rozprawy
Stefan N. opuścił areszt w lutym. Łukasz W. przez cały czas pozostaje zatrzymany. Media informują o rzekomych powiązaniach obu mężczyzn ze środowiskiem pseudokibicowskim Lechii Gdańsk, ale nie jest to rozstrzygnięcie sądu i nie może zastępować oceny dowodów.
Sąd nie wyznaczył dotąd terminu pierwszej rozprawy. Teraz ciężar sprawy przechodzi z etapu policyjnego i prokuratorskiego na salę sądową. Tam oskarżenie będzie musiało wykazać winę każdego z mężczyzn osobno i w odniesieniu do konkretnych czynów.
Dla Polaków stawka jest szersza niż głośne nazwisko właściciela auta. Kradzież samochodu uderza w bezpieczeństwo i majątek obywatela, a podrobione tablice utrudniają ściganie kolejnych przestępstw. Państwo ma gwałtownie odzyskiwać skradzione mienie, prowadzić rzetelne śledztwa i doprowadzać oskarżonych przed niezawisły sąd. Bez medialnego ferowania wyroków i bez taryfy ulgowej.
Źródło: Wirtualna Polska, za TVP Info.
Źródło: WP Wiadomości












