Agalaura: krakowski felieton - o zgrozo! - polityczny

Komitet referendalny, który zainicjował akcję, zarzuca Aleksandrowi Miszalskiemu przede wszystkim zwiększenie zadłużenia miasta i brak audytu miejskich finansów, brak dostatecznej powagi w sprawowaniu swojej funkcji, podwyżki opłat miejskich uderzające w mieszkańców, zwiększanie etatów urzędniczych, brak realizacji kluczowych obietnic czy niejasne kryteria zatrudniania osób bez kompetencji na kluczowych stanowiskach w podmiotach zarządzanych przez miasto. Wzburzeni mieszkańcy do tej długiej listy dopisują również Strefę Czystego Transportu, która wprowadza opłaty za poruszanie się po mieście nie dość nowymi samochodami; w tej chwili są z tych przepisów wyłączeni mieszkańcy miasta, a płacą przyjezdni.
Akcja zbierania podpisów pod referendum rozkręca się szybko, podpisy spływają, ludzie chętnie je składają. A co robi wobec tego władza? Jak to mówią – tonący brzytwy się chwyta. Ekipa kolesi Miszalskiego (określenie zawdzięczamy portalowi Krowoderska.pl, który od tygodni śledził i punktował kolejne przypadki zatrudniania na intratnych stanowiskach ludzi bez kompetencji, za to ze znajomościami, a adekwatnie z jedną, najważniejszą znajomością – z Aleksandrem Miszalskim) prowadzi ofensywę medialną i usiłuje przekonać mieszkańców, iż Kraków „zmierza w dobrym kierunku”. Pojawiła się nowa strona internetowa, do skrzynek pocztowych mieszkańców ma trafić specjalna gazetka, a w kwestii planowanych wydatków na tego rodzaju cele mówiło się o milionie złotych. W to jednak ludzie nie wierzą i nie uwierzą, więc to zostawmy, bardziej niebezpieczne są za to inne działania tej nieuczciwej ekipy.
Pierwszy zarzut, którym się zajmiemy, to stwierdzenie, iż jest to akcja polityczna. Tak, dokładnie tak brzmi zarzut, jaki Miszalski kieruje do organizatorów referendum. Akcja polityczna, brudna, zła i straszna przeciwstawiona czystej jak łza akcji obywatelskiej, którą rzekomo „referendum nienawiści” (bo i takie określenie wymyślił biedny, wystraszony Aleksander Osiem Gwiazdek Miszalski) nie było i nie jest. Byłoby to choćby śmieszne, gdyby nie było niebezpieczne. Niebezpieczne z tego powodu, iż ludzie, po latach odpowiedniego treningu, reagują na słowo „polityczne” w odpowiedni sposób, najczęściej niechęcią i dystansem, bo jeżeli coś jest „polityczne”, to lepiej nie mieć z tym nic wspólnego.
Tymczasem polityka to po prostu sprawy związane z rządzeniem państwem, więc tak, takie rzeczy, jak wybory, kampania wyborcza czy referendum były, są i będą sprawą polityczną, bo dotyczą rządzenia państwem. I tyle. I nie ma w tym niczego złego, jest tylko normalność i odpowiedzialność mieszkańców za swoje miasto. Jednym słowem bierzemy udział w politycznym referendum i jesteśmy z tego dumni.
Po drugie – nieśmiertelna kwestia „a kto za tym stoi i czyje pieniądze?”. Powiem szczerze – nie wiem. Nie prowadziłam w tej materii śledztwa i nie zamierzam. Oczywiście wiem, kto jest w komitecie referendalnym, bo ów komitet sam się przedstawia na swojej stronie. Podkreśla tam też, iż jego członkowie nie są przedstawicielami jednej partii, a wśród całej grupy są osoby o różnych poglądach, również wyborcy PO/KO. Cóż, mnie tyle wystarczy, nie trzeba przekonywać mnie więcej, iż Aleksandra Miszalskiego trzeba odwołać. Czekałam na to od dawna, a takich głosów, jak mój, było w przestrzeni publicznej dużo więcej. Pytanie brzmiało tylko kto i kiedy, bo na pytanie czy dawno już odpowiedzieliśmy. I bez względu na to, czy stoi za tym Łukasz Gibała, czy Konfederacja, Korona a może PSL czy PiS – w tej jednej rzeczy mają rację, dlatego tą inicjatywę popieram. I jestem wdzięczna organizatorom, iż się za to zabrali, bez względu na to, kto ich do tego przekonał.
Po trzecie – „Jak nie Miszalski to kto? Przecież nikogo innego tu nie ma”. Kto zajmie miejsce Aleksandra Miszalskiego to się jeszcze okaże, ale wiem jedno – ktokolwiek by to nie był musi mieć się na baczności. jeżeli odwołamy Miszalskiego, to odwołamy również i następnego, jeżeli się nie sprawdzi. I ta wybrana osoba, kimkolwiek by nie była, będzie musiała o tym pamiętać. Więc tak, warto odwołać Aleksandra Miszalskiego, choćby jeżeli – uchowaj Boże – jego następcą zostałby przedstawiciel tej samej partii. Podstawą skutecznego działania jest poczucie własnej sprawczości i mieszkańcy Krakowa właśnie o nie walczą. jeżeli je wygramy, to politycy się dwa razy zastanowią, zanim nas zlekceważą.
Po czwarte – Łukasz Gibała. To nazwisko pojawia się najczęściej w kontekście referendum, zaraz po Aleksandrze Miszalskim. Czytelnikom nie z Krakowa krótko wyjaśnię – lokalny działacz, rady miejski, kilkukrotny kandydat na prezydenta miasta, minimalnie przegrał z Miszalskim w 2023 w drugiej turze; powstała choćby książka na temat tego, jak nieczysta była ta kampania i jakie zagrywki wobec niego stosowano. Kiedyś związany z PO i Ruchem Palikota, w tej chwili działa w ramach swojego stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców. Jednym słowem – nie moja bajka. Trudno jednak Krakowem się interesować i Łukasza Gibały nie znać, nie dostrzegać jego działalności w małych, codziennych sprawach miasta. Kraków dla Mieszkańców, jak i inne organizacje, w tym Konfederecja, PiS czy Ruch Obrony Polaków, włączył się w zbiórkę podpisów pod referendum i to wystarczyło, by machina ruszyła – mnóstwo zarzutów, iż Gibale marzy się władza, iż nie może darować swojej porażki, iż jego prezydentura będzie zła czy wręcz gorsza niż ta Miszalskiego. Mimo iż to nie on wystartował z akcją referendum, a ja zastanawiałam się od jakiegoś czasu dlaczego wciąż tego nie robi – teraz już wiem, najwidoczniej chciał tego wszystkiego uniknąć. Jednak mimo wszystko uważam te zarzuty za absurdalne: jeżeli ktoś wie, co jest w Krakowie nie tak, i wie, jak to zmienić, to tak, niech marzy o władzy i niech próbuje to marzenie zrealizować! Tylko ludzie z wizją i przekonaniem są w stanie zmienić coś na lepsze. Referendum to narzędzie, jakie daje obywatelom prawo, jakie daje nam demokracja, tak zawzięcie broniona, gdy jest to obozowi władzy na rękę. Więc choćby jeżeli odgazuje je największy polityczny przeciwnik Miszalskiego, to niczego to nie zmienia, bo nie znalazłby podatnego gruntu Łukasz Gibała, gdyby Aleksander Miszalski rządził dobrze.
Po piąte – nieuczciwe zagrywki. Przed tym można tylko ostrzegać licząc na roztropność Krakusów, bo powstrzymać to będzie ciężko. Pojawiają się zatem w sieci informacje o tym, iż krakowscy radni składają po kilka podpisów pod referendalną listą, w tym oczywiście kilka – lub wszystkie – fałszywe, co daje złudne wrażenie, iż podpisów jest już więcej, niż w rzeczywistości. Niektórzy puszczają w obieg informacje, iż podpisy można składać przez Internet (nie można, takie jest prawo krajowe i nie zależy to od osób zbierających podpisy pod krakowskim referendum), inni, żeby nie podawać swoich danych i na listę wpisać fałszywe. To wszystko kłamstwa, które mają siać chaos i torpedować legalną, demokratyczną inicjatywę lokalnego referendum.
Więc – Krakusi, nie dajmy się! To jest do zrobienia, możemy obronić nasze miasto. A czytelników z pozostałych miejscowości prosimy o wsparcie – przede wszystkim modlitewne, ale i może być i to mentalne, dzisiaj w Internecie każdy może zabrać głos.














![[FOTO] Narkotyki warte 6,5 mln zł, 47 000 interwencji. Policjanci podsumowali 2025 rok](https://img.czecho.pl/2026/02/podsumowanie_roku_2025_w_bielskiej_policji_45a6.jpg)