admirał makarow, rosyjska fregata rakietowa Floty Czarnomorskiej, miał zostać trafiony w nocy z 11 na 12 sierpnia 2026 r. podczas ukraińskiego ataku na Noworosyjsk. Źródła ukraińskie mówią o czterech uszkodzonych okrętach, a analizy zdjęć wskazują na szkody przy wyrzutniach Kalibrów. To realnie osłabia rosyjski szantaż rakietowy na Morzu Czarnym.
Czym jest admirał makarow i dlaczego ma znaczenie
admirał makarow nie jest przypadkowym okrętem z rosyjskiej listy strat. To fregata rakietowa projektu 11356R, znanego też jako typ Admirał Grigorowicz, wprowadzona do służby w rosyjskiej marynarce pod koniec 2017 r. Po zatopieniu krążownika Moskwa w kwietniu 2022 r. właśnie takie jednostki stały się dla Kremla jednymi z najważniejszych nawodnych nośników siły na Morzu Czarnym.
Fregaty tego projektu mają około 125 metrów długości, wyporność rzędu 4 tys. ton i załogę liczącą około 200 ludzi. Najważniejsze jest jednak uzbrojenie: osiem komór pionowego startu UKSK, zdolnych do użycia pocisków manewrujących Kalibr, a także 24 komory przeciwlotniczego systemu Sztil-1. To nie są suche dane techniczne. Każdy sprawny nośnik Kalibrów oznacza ryzyko kolejnych rosyjskich ataków na ukraińskie miasta, porty, elektrownie i logistykę.
Dla Polski ta sprawa ma wymiar szerszy niż sama wojna morska. Im mniej rosyjskich wyrzutni pływa po Morzu Czarnym, tym mniejsza swoboda Kremla w eskalowaniu presji na region. Rosja rozumie tylko koszt. Ukraina ten koszt systematycznie podnosi.
Atak na Noworosyjsk i cel przy wyrzutniach
Według doniesień z 12 i 13 sierpnia ukraińskie siły przeprowadziły skoordynowane uderzenie na bazę morską i infrastrukturę portową w Noworosyjsku. Defence Blog opisał zdjęcia satelitarne Vantor, na których widoczne są ślady pożaru w rejonie wyrzutni Kalibrów na fregatach Admirał Makarow i Admirał Essen. Ukraiński Sztab Generalny wskazywał też inne trafione jednostki: mały okręt rakietowy projektu 21631 Buyan-M oraz patrolowiec Wasilij Bykow.
To jest ważne zastrzeżenie: zdjęcia satelitarne pokazują skutki z zewnątrz, nie stan instalacji pod pokładem. Nie ma publicznej, rosyjskiej oceny uszkodzeń. Dlatego uczciwie trzeba mówić o widocznych szkodach i prawdopodobnym ograniczeniu zdolności bojowych, a nie o pewnym zatopieniu czy całkowitym zniszczeniu okrętu. Prawica, która poważnie traktuje bezpieczeństwo, nie potrzebuje bajek. Wystarczą fakty.
admirał makarow jako nośnik Kalibrów
Największa stawka dotyczy wyrzutni. Ukrainian News Agency pisała, iż Admirał Makarow i Admirał Essen mogą utracić zdolność używania Kalibrów na dłuższy czas, jeżeli uszkodzenia przy komorach UKSK okażą się poważne. Ta ocena pozostaje analizą, nie wyrokiem technicznym, ale logika jest prosta: trafienie w rejon wyrzutni to cios w najważniejszą funkcję okrętu.
Rosja używa Kalibrów jako narzędzia terroru i nacisku strategicznego. To broń dalekiego zasięgu, która pozwala atakować cele daleko od frontu. Właśnie dlatego uderzenia na okręty-nosiciele mają znaczenie polityczne. Nie chodzi wyłącznie o prestiż marynarki. Chodzi o ograniczenie rosyjskiej możliwości rażenia infrastruktury na Ukrainie i wymuszania ustępstw przez strach.
W tym sensie Noworosyjsk przestaje być bezpieczną przystanią. Po serii uderzeń na Sewastopol Rosja przenosiła okręty dalej na wschód, licząc, iż większy dystans da jej spokój. Ukraińskie drony, pociski Neptun i bezzałogowe systemy nawodne pokazują, iż głębia rosyjskiego zaplecza kurczy się miesiąc po miesiącu.
Morze Czarne nie jest rosyjskim jeziorem
To najważniejsza lekcja z tej wojny. Kreml chciał zamienić Morze Czarne w własny obszar dominacji, a porty na Ukrainie w zakładników rosyjskiej blokady. Tymczasem seria ukraińskich uderzeń zmusiła Flotę Czarnomorską do cofania się, chowania jednostek i rozpraszania logistyki. Dla państwa, które budowało mit wielkiej floty, to upokorzenie praktyczne, nie propagandowe.
Polska powinna patrzeć na to z zimnym realizmem. Bezpieczeństwo ukraińskich portów i eksportu zboża wpływa na cały region, także na ceny, transport i napięcia polityczne w naszej części Europy. Rosyjska presja na Morzu Czarnym nigdy nie kończy się na mapie wojskowej. Ona wraca do portfeli, magazynów, granic i decyzji rządów.
Dlatego każde ograniczenie rosyjskiej floty jest dobrą wiadomością dla państw, które nie chcą żyć pod dyktatem Moskwy. Nie z sentymentu. Z rachunku sił.
Co dalej z fregatą
Jeżeli uszkodzenia Admirała Makarowa obejmują wyrzutnie, elektronikę i systemy kierowania walką, naprawa może wymagać stoczni, części zamiennych i czasu. To dla Rosji problem, bo wojna już wcześniej obciążyła zaplecze remontowe Floty Czarnomorskiej. Nie da się łatwo odtworzyć nowoczesnego okrętu nawodnego w warunkach sankcji, strat i ciągłego zagrożenia kolejnymi uderzeniami.
Nie ma potrzeby udawać, iż jeden atak kończy rosyjską obecność na Morzu Czarnym. Nie kończy. Ale o ile Admirał Makarow i Admirał Essen choćby czasowo tracą zdolność użycia pocisków, Ukraina zyskuje oddech, a Kreml traci narzędzie nacisku. W wojnie wyniszczenia właśnie takie elementy składają się na zmianę bilansu.
Dla Polski puenta jest jasna. Państwo bez silnej obrony, rozpoznania i zdolności uderzenia w zaplecze przeciwnika jest zakładnikiem cudzej woli. Ukraina pokazuje, iż choćby słabszy gospodarczo kraj może kruszyć przewagę imperium, jeżeli inwestuje w technologię, determinację i własną doktrynę. To lekcja, którą Warszawa powinna zapisać grubą kreską w planach modernizacji wojska.
Źródła: Defence Blog, Naval News, Ukrainian News Agency, Dziennik Narodowy.












