Amerykański Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego nałożył na 103 tysiące nielegalnych migrantów kary sięgające 84 miliardów dolarów, po niemal tysiąc dolarów za każdy dzień nielegalnego pobytu. Jak podaje „New York Times", z tej astronomicznej kwoty do budżetu trafiło jak dotąd około 1,2 miliarda, czyli niespełna 1,4 procent. Czy to realne egzekwowanie prawa, czy raczej polityczny sygnał?
Kara liczona za każdy dzień
Administracja Donalda Trumpa uczyniła z grzywien jedno z narzędzi masowych deportacji, które prezydent przedstawia jako mandat z wyborów w listopadzie 2024 roku. Kary naliczane są za każdy dzień nielegalnego pobytu, po około 998 dolarów, przez maksymalnie pięć lat wstecz. W skrajnych przypadkach rachunek dla jednej osoby sięga 1,82 miliona dolarów. Skala rośnie błyskawicznie. Jeszcze w kwietniu 2026 roku grzywnami objęto 65 tysięcy migrantów na co najmniej 36 miliardów dolarów.
Do ściągania należności Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaprzągł prywatne firmy windykacyjne. Jak zauważa cytowany przez amerykańskie media prawnik imigracyjny John Leschak, egzekucja uderza przede wszystkim w tych, którzy mają w majątku domy, samochody czy firmy, bo właśnie te składniki mogą zostać zajęte.
Narzędzie rzadko używane na taką skalę
Grzywny za niezastosowanie się do nakazu opuszczenia kraju istnieją w amerykańskim prawie od dawna, ale wcześniejsze administracje sięgały po nie rzadko i punktowo. Obecna skala, ponad sto tysięcy objętych nimi osób, jest bezprecedensowa i wpisuje się w szerszą kampanię deportacyjną prowadzoną przez Biały Dom od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa. Grzywna działa tu jak dodatkowa dźwignia nacisku: obok samego nakazu wyjazdu pojawia się rosnący z każdym dniem dług, który administracja może próbować ściągnąć z majątku. Dla części migrantów to sygnał, iż pozostawanie w kraju wbrew decyzji o powrocie przestaje być bezkosztowe.
Spór o podstawę prawną
Wokół programu narasta spór prawny. Politycy Partii Demokratycznej przekonują, iż przepisy pozwalają karać wyłącznie osoby, które zlekceważyły sądowy nakaz opuszczenia kraju albo nie wyjechały mimo wcześniejszej zgody. Senator Alex Padilla oskarżył administrację o nadużycie tych uprawnień i o próbę zastraszania imigrantów rażąco wygórowanymi karami rzędu 1,8 miliona dolarów. Organizacje broniące praw migrantów zaskarżyły program do sądu.
Sygnał mocniejszy niż wpływy
Najwięcej mówi jednak jedna liczba. Z 84 miliardów dolarów naliczonych kar realnie ściągnięto około 1,2 miliarda, a więc niespełna 1,4 procent. To pokazuje, iż narzędzie działa dziś bardziej jak twardy komunikat niż jak źródło dochodów. Waszyngton demonstruje, iż nielegalny pobyt ma swoją cenę, choćby jeżeli większość rachunków pozostaje na papierze.
Dla Europy, w tym dla Polski, jest to obraz państwa, które traktuje kontrolę migracji jako sprawę suwerennej decyzji, a nie przedmiot negocjacji. Pytanie brzmi, czy fiskalna presja rzeczywiście skłoni migrantów do wyjazdu, czy pozostanie przede wszystkim politycznym sygnałem przed kolejnymi rozstrzygnięciami w sądach.
Źródło: breitbart










