Pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Wąwolnicy w 1946 roku odbyły się uroczystości upamiętniające tragiczne zdarzenia.
2 maja, 80 lat temu Wąwolnica została spalona przez Grupę Operacyjną komunistycznej Milicji Obywatelskiej, przy wsparciu funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa oraz żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
– To był odwet za wsparcie udzielane przez mieszkańców członkom polskiego podziemia niepodległościowego – mówią mieszkańcy. – Na zdjęciu, które jest przy kościele i przedstawia człowieka ze świnią, jest mój ojciec. On uratował człowieka. Wyniósł go z palącego się domu.

– Skojarzenie jest jednoznaczne – wielka trauma i tragedia, którą nasi mieszkańcy przeżywali dokładnie 80 lat temu – mówi Marcin Łaguna, burmistrz Wąwolnicy.
– jeżeli chodzi o ofiary śmiertelne to było 5 osób – mówi Sławomir Snopek, prezes Zarządu Regionalnego Towarzystwa Przyjaciół Wąwolnicy. – Spłonęło ponad 450 budynków, ponad 100 domów. Było poszkodowanych 200 rodzin.
– Jestem zawsze wzruszony. To dla mnie jest historia. Na tych zgliszczach się bawiłem jako dziecko – mówi jeden z mieszkańców.
– Kiedy 10 lat temu organizowaliśmy inscenizację i rekonstrukcję zdarzeń, łzy same leciały, gdy widzieliśmy te palące się chałupy., „milicjantów”, którzy wjeżdżali i w bestialski sposób traktowali naszych mieszkańców. To była po prostu niewyobrażalna tragedia – opowiada burmistrz Marcin Łaguna.
– Organy bezpieczeństwa, które zgodnie z nazwą powinny były bronić narodu polskiego, występowały wtedy przeciwko niemu, a w interesie państwa komunistycznego, w interesie Związku Sowieckiego, który chciał zawładnąć Polakami – stwierdza dr Robert Derewenda, dyrektor lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.
Jeszcze wiele lat po tych wydarzeniach mieszkańcy Wąwolnicy byli przez władze komunistyczne traktowani jak „bandyci”. Zakazywano im upamiętniania wydarzeń z 1946 roku oraz odmawiano poszkodowanym odszkodowań.
RyK / opr. AKos
Fot. Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie FB

15 godzin temu










