Straż Graniczna wydaliła z Polski 43-letniego obywatela Ukrainy, który wielokrotnie łamał prawo, prowadził po alkoholu i jeździł mimo sądowego zakazu. Mężczyzna otrzymał pięcioletni zakaz wjazdu do państw strefy Schengen. Dla Polaków wniosek jest prosty: prawo ma chronić porządek publiczny.
Prawo musi działać, gdy ktoś je lekceważy
Straż Graniczna zastosowała najtwardszą dostępną procedurę wobec 43-letniego obywatela Ukrainy, który według informacji podanych przez Kresy.pl wielokrotnie łamał prawo. W sprawie chodziło między innymi o prowadzenie pojazdu po alkoholu oraz ignorowanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. To nie jest drobna formalność. To kwestia bezpieczeństwa na polskich drogach i szacunku dla wyroków polskich sądów.
Mężczyzna został wydalony z Polski i objęty pięcioletnim zakazem wjazdu do państw strefy Schengen. W praktyce oznacza to, iż decyzja polskich służb działa szerzej niż tylko na granicy Rzeczypospolitej. Państwo, które traktuje serio własne prawo, musi umieć powiedzieć: pobyt cudzoziemca jest przywilejem, nie prawem do lekceważenia zasad.
Straż Graniczna i granica odpowiedzialności
W ostatnich tygodniach Straż Graniczna coraz częściej informuje o decyzjach powrotowych wobec cudzoziemców naruszających porządek publiczny. Pisaliśmy już o sprawie z Myszkowa, gdzie 51-letni Ukrainiec złamał dozór, a Straż Graniczna miała prowadzić procedurę deportacyjną. Każda taka sprawa jest osobna i wymaga faktów. Razem pokazują jednak szerszy problem: państwo nie może bać się egzekwowania prawa wobec osób, które nie są obywatelami Polski.
Nie chodzi o zbiorową odpowiedzialność. Chodzi o elementarną zasadę. Kto przyjeżdża do Polski, korzysta z bezpieczeństwa, rynku pracy, infrastruktury i ochrony państwa. W zamian musi respektować polskie prawo. Gdy prowadzenie po alkoholu łączy się z lekceważeniem sądowego zakazu, reakcja służb powinna być szybka i czytelna.
Drugi przypadek w Korczowej
Kresy.pl podały także, iż tego samego dnia w Korczowej zatrzymano innego obywatela Ukrainy, który miał posługiwać się fałszywym dokumentem ADR. To dokument związany z przewozem materiałów niebezpiecznych. jeżeli taki dokument jest fałszywy, stawka nie kończy się na urzędowej rubryce. Chodzi o transport, kontrolę ryzyka i bezpieczeństwo ludzi na drogach.
Takie przypadki pokazują, dlaczego granica i dokumenty nie mogą być traktowane jak uciążliwa biurokracja. Państwo narodowe istnieje po to, by rozróżniać legalny pobyt od naruszeń, realną kwalifikację od fałszywego papieru, gościnność od bezradności. Polska ma prawo wymagać i ma obowiązek reagować.
Bezpieczeństwo Polaków przed poprawnością
W debacie publicznej zbyt często próbuje się rozmywać konkret. Gdy sprawcą naruszeń jest cudzoziemiec, część komentatorów od razu boi się podać narodowość, choćby jeżeli jest potwierdzona i istotna dla sprawy. To fałszywa delikatność. Rzetelna informacja nie jest nagonką. Nagonką byłoby obciążanie winą całej grupy. Tego robić nie wolno.
Rzetelność wymaga jednak nazwania faktów. 43-letni obywatel Ukrainy złamał prawo i został wydalony. Inny obywatel Ukrainy został zatrzymany w sprawie fałszywego dokumentu. Wcześniej opisywaliśmy, iż Straż Graniczna informowała o trojgu cudzoziemców, którzy musieli opuścić Polskę. To nie jest temat przeciwko narodowi ukraińskiemu. To temat o polskiej suwerenności i porządku.
Państwo ma być twarde i sprawiedliwe
Polacy mają prawo oczekiwać, iż sądowy zakaz prowadzenia pojazdów będzie realnym zakazem, a nie sugestią. Mają prawo oczekiwać, iż cudzoziemiec łamiący prawo nie będzie miesiącami krążył między instytucjami. Mają prawo oczekiwać, iż służby będą działać bez kompleksów.
Twarde państwo nie oznacza państwa brutalnego. Oznacza państwo poważne. Takie, które rozumie, iż wolność obywateli zaczyna się od bezpieczeństwa na ulicy, drodze i granicy. jeżeli Polska ma być domem Polaków, musi najpierw umieć egzekwować własne zasady.
Źródło: Kresy.pl.
Źródło: Kresy.pl












