24 października setki tysięcy osób przepracują aż 9 godzin. Wszystko zależy od tego gdzie pracujesz

1 godzina temu

Dla większości osób zmiana czasu oznacza tylko tyle, ze godzinę dłużej będą spać. Jednak dla osób na nocnej zmianie mogą spędzić w pracy godzinę więcej. Mimo wieloletnich zapowiedzi zniesienia przestawiania zegarków w Unii Europejskiej w tym roku zmiana czasu jest już przesądzona. W nocy z 24 na 25 października 2026 roku w całej Polsce cofniemy zegarki z godziny 3:00 na 2:00.

Panorama Warszawy. W oddali prawa strona miasta, na pierwszym planie Pałac Kultury Nauki. | Fot. Warszawa w Pigułce.

W nocy z 24 na 25 października godzina 2:00 pojawi się dwa razy

Tegoroczna zmiana nastąpi w ostatnią niedzielę października. Dokładnie 25 października o godzinie 3:00 czasu letniego środkowoeuropejskiego wskazówki zostaną cofnięte na 2:00. Wynika to wprost z rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z 4 marca 2022 roku w sprawie wprowadzenia i odwołania czasu letniego środkowoeuropejskiego w latach 2022-2026. Formalnie wrócimy wtedy do czasu środkowoeuropejskiego, choć potocznie niemal wszyscy mówią o przejściu na czas zimowy.

Ta jedna noc będzie miała więc 25 godzin. Godzina pomiędzy 2:00 a 3:00 wystąpi dwukrotnie: najpierw według czasu letniego, a następnie ponownie już po cofnięciu zegara. W praktyce większość telefonów, komputerów czy inteligentnych zegarków zrobi to automatycznie. manualnie przez cały czas trzeba jednak przestawić część zegarów w samochodach, piekarnikach, kuchenkach, starszych budzikach czy urządzeniach domowych, które nie synchronizują czasu przez internet lub sieć komórkową.

Nocna zmiana może potrwać 9 zamiast 8 godzin. Ta godzina musi zostać rozliczona

Dodatkowa godzina ma bardzo konkretne znaczenie dla osób, które w nocy z soboty na niedzielę będą pracować. Państwowa Inspekcja Pracy wyjaśnia, iż o ile pracownik ma zaplanowaną zmianę obejmującą moment cofnięcia zegarów i pracodawca nie skrócił wcześniej grafiku, to faktyczny czas pracy wydłuża się o godzinę. Kto zgodnie z zegarem miał pracować przez 8 godzin, w rzeczywistości może przepracować 9 godzin. Przy zmianie zaplanowanej na 12 godzin faktyczny czas pracy może wynieść 13 godzin.

W takiej sytuacji dodatkowa godzina stanowi pracę nadliczbową. Pracownikowi należy się za nią normalne wynagrodzenie, a dodatkowo – ponieważ przypada ona w porze nocnej – co do zasady dodatek za nadgodziny w wysokości 100 proc. wynagrodzenia stanowiącego podstawę jego obliczenia. Dochodzi do tego dodatek za pracę w porze nocnej. Kodeks pracy przewiduje za każdą godzinę pracy nocnej dodatkowe 20 proc. stawki godzinowej wynikającej z minimalnego wynagrodzenia. Minimalna pensja w 2026 roku wynosi 4806 zł brutto, a w październiku przypada 176 godzin pracy, dlatego sam ustawowy dodatek nocny wynosi w tym miesiącu około 5,46 zł brutto za godzinę. To tylko dodatek nocny – nie obejmuje normalnego wynagrodzenia ani należności za nadgodzinę.

Nie oznacza to jednak, iż każda osoba pracująca tamtej nocy automatycznie dostanie nadgodzinę. Pracodawca może przygotować harmonogram tak, aby uwzględnić cofnięcie zegara. Zamiast zaplanować pracę przykładowo od 22:00 do 6:00, może odpowiednio skrócić nominalny przedział pracy, dzięki czemu po doliczeniu powtarzającej się godziny pracownik rzeczywiście przepracuje swój zwykły wymiar. Państwowa Inspekcja Pracy wskazuje wprost, iż przy odpowiednio ułożonym grafiku zmiana czasu nie musi prowadzić do powstania nadgodzin.

W Warszawie dodatkową godzinę odczują przede wszystkim pracujący nocą

W Warszawie przepisy dotyczące czasu pracy są oczywiście dokładnie takie same jak w pozostałej części kraju, ale w mieście funkcjonującym przez całą dobę zmiana czasu jest szczególnie widoczna. Noc z 24 na 25 października normalnie przepracują między innymi osoby zatrudnione w szpitalach, hotelach, ochronie, centrach logistycznych, całodobowych sklepach i punktach usługowych, służbach czy transporcie. To właśnie pracownicy, których zmiana obejmie godzinę 3:00, powinni później szczególnie uważnie spojrzeć na ewidencję czasu pracy.

Samo cofnięcie zegarków nie pozwala pracodawcy potraktować dodatkowej godziny tak, jakby jej nie było. Liczy się rzeczywisty czas wykonywania pracy. Podobna zasada dotyczy podróży służbowej. Państwowa Inspekcja Pracy wskazuje, iż gdy cofnięcie zegarków następuje podczas delegacji, przy ustalaniu jej długości również trzeba brać pod uwagę faktyczny czas podróży. Może to mieć znaczenie dla wysokości należnej diety, o ile przez dodatkową godzinę pracownik przekroczy jeden z progów przewidzianych w przepisach dotyczących podróży służbowych.

Zmiana miała oszczędzać energię. Dzisiaj te oszczędności są najwyżej niewielkie

Przesuwanie zegarów nie zostało wymyślone po to, żeby jesienią można było dłużej spać. Jednym z podstawowych argumentów było lepsze wykorzystanie naturalnego światła i ograniczenie zużycia energii. Problem w tym, iż sposób korzystania z energii bardzo się zmienił. Analiza przygotowana dla Parlamentu Europejskiego wskazywała już kilka lat temu, iż oszczędności energetyczne wynikające ze stosowania czasu letniego są w tej chwili marginalne. W jednym miejscu można zaoszczędzić trochę energii na oświetleniu, a jednocześnie zwiększyć jej wykorzystanie na ogrzewanie czy chłodzenie.

Nie da się natomiast uczciwie powiedzieć, iż każda zmiana czasu powoduje określoną stratę dla całej gospodarki. Analizy Parlamentu Europejskiego wskazują, iż wpływ na wiele sektorów gospodarki pozostaje niejednoznaczny. Są jednak konkretne koszty organizacyjne: trzeba zmieniać rozkłady, grafik pracy, działanie części systemów informatycznych i transportowych. Z drugiej strony jednolite terminy zmiany czasu w całej Unii ułatwiają funkcjonowanie wspólnego rynku. Dlatego ewentualne odejście od przestawiania zegarów również musi zostać skoordynowane między państwami, a nie przeprowadzone przez każdy kraj w innym terminie.

Organizm nie przestawia się jednym ruchem wskazówki

Innym argumentem przeciwko sezonowym zmianom czasu są skutki zdrowotne. Analizy przywoływane przez Parlament Europejski łączą nagłe przesunięcie czasu z zaburzeniem rytmu dobowego, czyli naturalnego cyklu snu i czuwania. Dla części osób godzina różnicy jest praktycznie niezauważalna, inni przez kilka dni skarżą się na senność, problemy z zasypianiem albo wcześniejsze budzenie. Badania wskazują też na krótkotrwałe zmiany koncentracji i samopoczucia po przestawieniu zegarków. Nie oznacza to, iż każda osoba odczuje skutki zdrowotne, ale sam mechanizm zakłócenia rytmu biologicznego jest dobrze opisany.

Jesienna zmiana jest przy tym zwykle uznawana za łatwiejszą dla organizmu niż marcowa, ponieważ teoretycznie daje dodatkową godzinę snu zamiast ją zabierać. Nie każdy rzeczywiście ją jednak wykorzysta. Organizm może obudzić się według dotychczasowego rytmu, a osoby pracujące nocą dostają efekt dokładnie odwrotny – ich zmiana może potrwać godzinę dłużej. Największe znaczenie ma regularność snu, dlatego gwałtowne przesuwanie pory zasypiania tylko dlatego, iż kalendarz pozwala pospać dłużej, nie zawsze pomaga w szybkim dostosowaniu organizmu.

Unia chciała skończyć ze zmianą czasu już kilka lat temu. Projekt przez cały czas stoi

Najbardziej zaskakujące jest to, iż likwidacja sezonowego przestawiania zegarków była już bardzo blisko. Komisja Europejska przedstawiła projekt w 2018 roku, po konsultacjach publicznych, w których wzięło udział 4,6 mln osób. Aż 84 proc. uczestników tych konsultacji opowiedziało się za zakończeniem zmian czasu. Nie należy traktować tego wyniku jak reprezentatywnego sondażu całej ludności Unii, bo udział w konsultacjach był dobrowolny, ale skala zainteresowania sprawą była ogromna.

Parlament Europejski w marcu 2019 roku poparł zakończenie sezonowych zmian czasu i pierwotnie zakładano, iż ostatnie przestawianie zegarków mogłoby nastąpić w 2021 roku. Tak się jednak nie stało. Do przyjęcia nowych przepisów potrzebne jest również porozumienie państw członkowskich w Radzie UE. Rada do dziś nie uzgodniła wspólnego stanowiska, a w aktualnej informacji o pracach nad projektem przyznaje wprost, iż nie podjęto ostatecznej decyzji i nie ma wyznaczonego terminu jej podjęcia. Do tego czasu obowiązuje dotychczasowa zasada: czas letni zaczyna się w ostatnią niedzielę marca, a kończy w ostatnią niedzielę października.

25 października zmieniamy czas. Na razie nie ma decyzji, iż będzie to ostatni raz

W 2026 roku nie ma już zatem wątpliwości. W nocy z 24 na 25 października wskazówki cofniemy z 3:00 na 2:00. Osoby, które nie pracują w nocy, dostaną dodatkową godzinę i w niedzielny poranek mogą zwyczajnie pospać dłużej. Pracujący na nocnej zmianie powinni natomiast sprawdzić grafik oraz późniejszą ewidencję czasu pracy. o ile faktycznie spędzą w pracy dodatkową godzinę i nie została ona wcześniej uwzględniona poprzez odpowiednie skrócenie zmiany, pracodawca nie może jej po prostu pominąć.

Warto również pamiętać o urządzeniach, które nie zmieniają czasu automatycznie. Telefon czy komputer zwykle poradzą sobie same, ale zegar samochodowy, piekarnik, budzik, sterownik ogrzewania albo inne domowe urządzenie może w niedzielę rano przez cały czas pokazywać czas letni. Największy praktyczny problem mają jednak osoby pracujące podczas samego cofnięcia zegarów. W ich przypadku godzina pomiędzy 2:00 a 3:00 naprawdę wydarzy się dwa razy i w rozliczeniu pracy obie godziny powinny zostać potraktowane jako rzeczywiście przepracowany czas.

Idź do oryginalnego materiału