Nie będzie odkryciem dwumianu Newtona, gdy napiszę iż w Polsce XXI wieku pojawiła się dość liczna grupa polityków, uważająca zwrot „POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA” za obelgę. Wręcz chlubili się tym, iż w obecności kamer używali takich określeń wobec swoich adwersarzy, jak „kretyn”, „debil”, „idiota”. Prekursorem był Janusz Korwin Mikke. Potrafił się zapluć z emocji, gdy dziennikarze mieli do niego o to pretensje i bardzo zdenerwowany wyjaśniał, iż te słowa są w słowniku. I bardzo dobrze, iż tam są, jednak człowiek jako tako wykształcony, wie gdzie ich można używać. Np. w knajpie i podczas pijackiej libacji. Przyjęło się też, iż dopuszcza się używanie obraźliwych określeń w niezbyt ambitnych formach satyrycznych, jak fraszka, felieton, kabaret. Okazało się jednak, iż język menelski Polakom bardzo odpowiada, bo zaczęło go nadużywać wielu polityków, nie tylko z partii postkorwinowych, ale także z PiS z braćmi Kaczyńskimi na czele. „DOŚĆ JUŻ POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ”, krzyczeli i lżyli. Nagle, ni z tego, ni z owego, gdy premier Donald Tusk przemówił ich językiem tłumacząc, iż do samej tylko Huty Stalowa Wola trafi z programu SAFE 20 miliardów złotych i pytając na zakończenie „ZROZUMIELIŚCIE, ZAKUTE ŁBY?”, po pierwsze uznali się za adresatów tak ujętej wypowiedzi (ja na przykład wiedziałem, iż premier nie mówi do mnie), a po drugie, z miejsca NIEPOPRAWNOŚĆ POLITYCZNA przestała im się podobać. Jakże nie współczuję, jeszcze buta bym zapalił w dupsko jednemu i drugiemu oburzonemu na odchodne, gdyby to było legalne.
Maria Konopnicka tekst, muzyka zdaje się iż sztuczna inteligencja – Stefek Burczymucha
Co jeszcze? Ano jeszcze to, iż Polska ma swojego demencyjnego dziadygę, a USA swojego. Co wejdą na mównicę, to lżą. Ten amerykański zdaje się być o niebo śmieszniejszy, bo podejmuje wulgarną polemikę z każdym, nieważne od jego pozycji, ostatnio z pewnym znanym aktorem. Gdyby tam pojechał Zaszczany Jędrula (*) i powiedział, iż Trump ośmiesza Stany Zjednoczone, dostałby tego samego dnia odpowiedź prezydencką, coś w stylu „A Jędrula ma niskie IQ i jest pijany”. Przyznam, iż jest to na swój sposób ciekawe. Republikanie prawdopodobnie będą chcieli dowieźć swego zdziecinniałego demencjusza do końca kadencji, ale mogą nie mieć wyboru i z powodów zdrowotnych go usunąć. Szkoda, iż zachwycony sobą wujek Donald z USA nie czyta tego bloga, może i o Wolandzie by mówili na FOX NEWS, a sam najjaśniejszy z Pomarańczowych by powiedział, iż jestem idiotą, idiotą i idiotą oraz idiotą (o większy zasób słów w takiej chwili bym go nie podejrzewał).
Zmieniając nieco temat, zauważyliście iż niezbyt chętnie komentuję wypowiedzi pań prezydentowych? Którakolwiek by to nie była, Danuta Wałęsa, Jolanta Kwaśniewska, Maria Kaczyńska, Anna Komorowska, Jolanta Duda, czy Marta Nawrocka. Nie dlatego, iż jakoś chcę je szczególnie chronić. Uważam, iż odpowiedzialność za słowo obowiązuje każdego, tym większa, im większy dana wypowiedź ma zasięg. Powód jest całkiem inny. Żadna z tych pań nie garnęła się do polityki, trafiły tam tylko i wyłącznie jako żony swych mężów. Dlaczego miałbym od nich wymagać ogłady politycznej i traktować jako źródło opiniotwórcze? Dlatego tak mnie zdziwiło powszechne zajmowanie się wywiadem, jakiego udzieliła Marta Nawrocka. A jak wywiadu udzieli ciocia prezydenta, to też Polska będzie się tym jarać? Polska, to nie Monarchia Brytyjska, przy czym pamiętajcie, iż jestem całkowicie pozbawiony zachwytu nad monarchiami, więc w moich ustach to wcale nie znaczy, iż Polska jest gorsza. Zdrowiej by było, gdybyśmy się tak nie interesowali życiem prywatnym pociotków polityków, jak Brytyjczycy, tak przynajmniej uważam.
A teraz ogłaszam koniec części politycznej felietonu i przejście do jego części społecznej!
Kolega z dawnych czasów podarował mi dostęp do amatorskiego filmu z roku 1993, takiego kręconego z ręki tanią, nieprofesjonalną kamerą video, z dźwiękiem zapisywanym dzięki mikrofonu wbudowanego w kamerę i z takimż oświetleniem, bez scenariusza, bez montażu. Innymi słowy, rzecz tylko dla „koneserów” wytrzymałych na nudną akcję i kiepską jakość. Dla mnie, w przeciwieństwie do zwykłego zjadacza chleba, zawartość filmu była bardzo ważna, bo cały czas uzupełniam materiały do mojej książki. Akcja działa się podczas jednego z niewielu zjawisk społecznych, dostępnych wówczas dla wszystkich, czyli wspólnej wyżerki i popijawy przy stołach, zdaje się iż podczas osiemnastych urodzin jednej z dziewczyn. Poruszyła mnie taka scena: Drobny, szesnastoletni wówczas chłopak, jest namawiany przez podpitych dorosłych na picie piwa. Podsuwają mu butelkę, śmieją się z niego, iż nie może, bo się już upił swoją pepsi, ale chłopiec konsekwentnie odmawia.
Pamiętam go z tamtych czasów, rzeczywiście nie pił. Bardziej go interesowało, by poprawić sprawność. Naoglądał się różnych Schwarzennegerrów, Stalone’ów i innych Van Dammów, chodził na siłownię, lubił dyskoteki. Straciłem go kiedyś z oczu, a tu kilka lat temu zaprosił mnie do znajomych na f-b, po czym nie minęło kilka miesięcy i zapił się na śmierć. No i odpalił mi temat, bo przypomniałem sobie, iż jeden z głównych bohaterów moich dawnych felietonów o alkoholizmie, którego przygody pod różnymi imionami przytaczałem jeszcze na blogu Onet, również wydawał się być bezpieczny, gdy był osiemnastolatkiem. Tzn. on akurat nie gardził imprezami alkoholowymi, ale ze względu na oszczędność, może choćby chciwość, rzadko kiedy pijał zabójcze ilości trunków. I też byłem świadkiem, gdy przypieprzył się do niego jakiś 10 lat starszy typ, który szydził z tego, iż zamiast być jak inni chłopcy z miasteczka, pracować zamiast się uczyć, poszedł po zawodówce do technikum z nadzieją, iż uda mu się dostać na studia. Wyszydzany również się zapił, zajęło to ze 20 lat, ale to i tak nie jest wiek, żeby umierać. Kolejny przypadek udanego ściągania w dół przez starszych. Przyszli mi do głowy jeszcze czterej inni koledzy, którzy w czasie, gdy ja jako student, chlałem w sposób bardzo niezdrowy i ryzykowny, zachowywali wstrzemięźliwość. Może nie abstynencję, ale chłopaki lubili mieć trzeźwe głowy. Akurat oni z niezbyt chwalebnego powodu, bo w tamtych czasach byli, nazwijmy ich roboczo „ulicznymi gangsterami”, tzn. jeszcze nie byli całkiem zanurzeni w mafii, ale już wysługiwali się za kasę jej ludziom, handlowali też na własną rękę narkotykami, głównie marihuaną, brali udział w bójkach, czasem w rozbojach. Bycie pijanym bardzo by im w tym przeszkadzało, więc jeżeli już trafili na alkoholową imprezę, to bardziej udawali, iż piją, niż pili. Każdego z nich widziałem w ciągu ostatnich 10 lat co najmniej raz, i co najmniej raz każdego z nich widziałem mocno pijanego. Po dwudziestu latach zanurzenia w środowisku, „wreszcie” się dostosowali do jego dolnej warstwy. I jeszcze jeden chłopak z tamtych okolic mi teraz się przypomniał, w latach dziewięćdziesiątych praktycznie nie pił, palił za to regularnie marihuanę. Ostatnio (po pandemii covid) również gdy go widywałem, to z butelką w ręku.
Kult – Ze mną się bracie nie napijesz
Właściwie nie wiem po co o tym piszę, chyba dlatego, iż fragment filmu z namawianiem dzieciaka do picia i wyśmiewaniem go za picie pepsi uruchomił we mnie ciekawość: Ile z ich późniejszego picia było wynikiem „odkrycia alkoholu” na własną rękę i własnej ścieżce pogłębiania uzależnienia, a ile zawdzięczają usłużnym starszym kolegom, często z pokolenia ich rodziców, ba, samych rodziców również, bo czemu nie, także wujków, kuzynów, itd…. Bo mówię o małej mieścinie, gdzie w każdym roczniku szkolnym było 50-60 dzieci, przy czym połowa dojeżdżała z okolicznych wiosek, więc jej nie liczę. No to o ile siadam sobie wieczorkiem po 35 latach od tych zdarzeń i adekwatnie z marszu wskazuję siedmiu o zbliżonym stylu rozwoju uzależnienia, to prawdopodobnie jest już jakiś mechanizm, a nie zwykły przypadek. Zwłaszcza, iż nie wszystkich rówieśników z tego terenu znałem, więc tym bardziej ciężko mówić o losowej sprawie, według mnie jest tu jakaś reguła potwierdzająca to, co podejrzewam nie od dziś. Najbardziej skutecznymi promotorami narkotyków, w tym marihuany i alkoholu, są koledzy i rodzina. Podsuną narkotyk, poklepią po plecach, iż jesteś równy, iż to dla ludzi, tylko trzeba UMIĆ, a jeżeli się nie dasz namówić, odsuną się od ciebie wystarczająco, byś poczuł ostracyzm, ale nie na tyle daleko, byś nie usłyszał przytyków pod swoim adresem za każdym razem, gdy odmawiasz.
(*) Zaszczany Jędrula – Postać fikcyjna, występuje w serialu „1670”.
