2025 rok był dziwny. (Nie) Polityczny Kraków

2 godzin temu

„Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”. Znacie to Państwo? Tak Henryk Sienkiewicz zaczął „Ogniem i Mieczem”. Podstawmy sobie tylko teraz inną datę. Rok 2025 był to dziwny rok. Nie kończmy może pesymistycznym zwiastowaniu klęsk, ale o optymizm też niełatwo. Spójrzmy na mijający rok z perspektywy lokalnej, krajowej i międzynarodowej.

1,5 linii metra

Mijający rok w Krakowie i Małopolsce to rok dyskusji o inwestycjach i tym, czy w ogóle mamy na te inwestycje pieniądze i konkretne plany. Na to drugie pytanie można odpowiedzieć twierdząco w przypadku metra. We wrześniu pojawił się konkretny projekt linii ciągnącej się od Nowej Huty przez centrum miasta, pod Wisłą, rozgałęziającej się na dwie-w kierunku Kurdwanowa i Klinów. Każdy mieszkający przy tej trasie jest zadowolony, każdy, kogo osiedle pomija, nie jest. Tego można było się spodziewać. Plus dla władz miasta za śmiałą wizję, minus za miraże o rychłym rozpoczęciu prac w sytuacji gdy żadna poważna kwota na jego realizację nie jest zagwarantowana.

Droga widmo

Południowy Kraków i jego okolice żyją też budową drogi S7 z Krakowa do Myślenic. Sześć wariantów nowego przebiegu Zakopianki pokazał w listopadzie krakowski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Warianty zakładają liczne wywłaszczenia terenów, na których przez lata pozwolono ludziom budować. Wtedy nikt nie pomyślał, iż są plany, by w tamtym rejonie biegła droga. Teraz nikt nie ma odwagi powiedzieć, iż S7 do Myślenic nie powstanie. Powstają natomiast mieszkańcy terenów, gdzie droga ewentualnie miałaby biec i protestują przeciw temu. Szkoda ich i szkoda pieniędzy na projekty, które mają bardzo wątłe szansę na realizację.

Jakby się kto pytał Franciszkańska 3

Kraków i Małopolska to też Kościół i to taki, który dał światu papieża. Oprócz nas mało kto już o tym pamięta. Ale pod Wawelem zmiana metropolity była jednym z głównych tematów przez prawie cały rok. Odkąd latem ubiegłego roku arcybiskup Marek Jędraszewski osiągnął wiek emerytalny trwały spekulacje medialne czy i kiedy odejdzie. Zmiana na tronie Piotrowym, która nastąpiła wiosną, dodała nadziei zwolennikom metropolity, a odebrała ją przeciwnikom. Szczególnie, iż ledwie cztery dni po wyborze nowego papieża nastąpiło rozstrzygnięcie przez Watykan sprawy proboszcza Bazyliki Mariackiej Dariusza Rasia. Zgodnie z jego treścią skonfliktowany z arcybiskupem Jędraszewskim proboszcz Bazyliki został odwołany, czym potwierdzono wcześniejszą decyzję arcybiskupa. Dało to asumpt do spekulacji, iż wpływy Jędraszewskiego w otoczeniu nowego papieża są tak silne, iż zostanie przy Franciszkańskiej ile zechce, a gdy już mu się znudzi, nowym biskupem zostanie ten, kogo namaści i na pewno nie będzie to kardynał Grzegorz Ryś. Intuicje okazały się zawodne, od 20 grudnia br. nowym metropolitą krakowskim jest właśnie Grzegorz Ryś. Diecezja krakowska zasadniczo przyjęła decyzję z nadzieją na powrót pod Wawel kościoła „wojtyłowo-macharsko-dziwiszowego”. Czy do tego dojdzie? Pierwsze dane będziemy mieć przy podsumowaniu przyszłego roku.

Wybory w Krakowie

W 2025 r. Kraków miał też swoje wybory, czyli wybory uzupełniające do Senatu. Były one konieczne po rezygnacji Bogdana Klicha. Kampania była pod każdym względem osobliwa. Prawie nikt nie znał kandydatów, prawie nikt wyborami się nie interesował, i najśmieszniejsze-prawie nikt w lokalnej Platformie Obywatelskiej nie chciał, by kandydatką partii w wyścigu senatorskim została Monika Piątkowska. Okręg senacki obejmujący centrum i południe Krakowa to dla PO pewniak, więc szansę wygranej były spore, kandydatów na kandydatów też wielu. Tylko, iż centrala partii sama postanowiła, iż w szranki nie stanie nikt z lokalnych struktur Platformy, tylko Monika Piątkowska, która z tą partią wspólnego ma…nic. Działacze robili dobrą minę do złej gry, jedni wspierali kandydatkę w kampanii, inni nie chcieli o tym słyszeć. Koniec końców, teoria, iż w dużych miastach PO może sobie wystawić kogo chce, a i tak wygra, okazała się słuszna. Monika Piątkowska została senatorem i od razu okazała się senatorem dość aktywnym, co kiedy zasiada się w izbie, która nikogo nie interesuje, jest trudne. Nie ma więc tego złego, co nie wyszłoby na dobre.

Wybory w Polsce

Marcowe wybory w Krakowie to oczywiście kropelka w morzu wydarzeń kampanii prezydenckiej w Polsce. Wróćcie Państwo pamięcią do jesieni 2024 r. Wiedzieliście Państwo wtedy o istnieniu Karola Nawrockiego? No właśnie! A dzisiaj, proszę. Zupełnie nieznana postać została prezydentem Polski. Platforma Obywatelska mając za kandydata lidera sondaży, Rafała Trzaskowskiego, postanowiła zorganizować powtórkę z rozrywki, czyli z wyborów prezydenckich w 2015 r. Wtedy wyborczy pewniak Bronisław Komorowski przegrał z mało znanym Andrzejem Dudą pojedynek nie do przegrania. Tym razem było podobnie. Bardzo wysokie poparcie Trzaskowskiego potem już tylko topniało. Co prawda 1 czerwca przez pierwsze dwie godziny po głosowaniu był sondażowym zwycięzcą, ale do północy w wyborczą niedzielę z prezydentury nie został już choćby ślad. Kampania A.D. 2025 r. uczy nas tego co zawsze. Prawo i Sprawiedliwość umie mobilizować swoich wyborców, Platforma Obywatelska ma przedziwny dar trwonienia ich. Co było najciekawsze w tych wyborach? Duże poparcie środowisk uważanych za skrajne. Kandydaci mocno prawicowi jak Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun zdobyli ok 4 milionów głosów i obok lewicowego Adriana Zandberga byli jednymi z ulubionych kandydatów wśród młodych ludzi. Co wybory prezydenckie pokazały w Małopolsce? Oczywiście dominację PiS wszędzie poza Krakowem i powiatem chrzanowskim. Jednak niewątpliwie rosną tu już rywale, jak Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej. Obie odnoszące bardzo dobre rezultaty, szczególnie na Podhalu i w północno-wschodniej części województwa.

Nowa wojna na górze

Od 6 sierpnia Karol Nawrocki jest prezydentem Polski. Trwa więc kohabitacja dwóch zwaśnionych obozów politycznych. Jednak w porównaniu z kohabitacją Duda-Tusk, która była trudna, to co dzieje się w tej chwili jest już niemal otwartą wojną. Prezydent odmawia nominacji ambasadorskich, oficerskich, sędziowskich i żąda realnego wpływu na władzę. W koalicji rządzącej powoduje to popłoch i poszukiwanie rozwiązań jak rządzić omijając prezydenckie weta i odmowy nominacji. W PiS póki co euforia z powstrzymywania ekipy Donalda Tuska. Ale na prawicy rośnie nowy popularny lider, bo Karol Nawrocki chce być prezydentem ludu i na razie udaje mu się to, co pokazują jego wizyty na meczach, marszach i w restauracjach z kebabem. Nie ma wątpliwości, iż konflikt będzie eskalował. Myli się ten, kto uważa, iż jego ofiarą będzie Tusk, Nawrocki lub Kaczyński. W pierwszej kolejności padnie powaga państwa i jego prawa. No bo jeżeli jedna strona nie uznaje aktów drugiej-a w tę stronę zmierzamy- to nie ma żadnej pewnej instytucji, bo każdy ma swoją. Cały kłopot w tym, iż nie wiemy która prawdziwa, a także w tym, iż naszym politykom kompletnie to nie przeszkadza.

Stara wojna u sąsiadów

A powinno, bo na świecie-zwłaszcza w naszej najbliższej okolicy dzieje się źle. Mijający rok to całkowita zmiana stanowiska USA wobec Ukrainy. Ma ona oczywiście związek z powrotem do Białego Domu Donalda Trumpa, co wydarzyło się w styczniu. Już w lutym, pod okiem kamer, Trump i jego zastępca J.D. Vance upokorzyli Wołodymira Zełenskiego żądając od niego wdzięczności za amerykańską pomoc dla Ukrainy. Wdzięczność ma być wymierna i polegać na zgodzie na wydobycie przez Amerykanów ukraińskich metali ziem rzadkich za bezcen. Trump ewidentnie świetnie dogaduje się również z Putinem. W listopadzie zaproponowano tzw. plan pokojowy, który zakłada, iż Rosjanie zajmują te ukraińskie obwody, w których już są, Ukraina redukuje armię i nigdy nie wstępuje do NATO. De facto jest to zwycięstwo Putina, a w konsekwencji nie tylko klęska Ukrainy, ale i kłopoty Polski, bo rosyjskie wpływy przesuwają się coraz bliżej nas. Zresztą widać ich zbliżanie po wydarzeniach niewidzianych w Polsce od lat. Rosyjskie drony wchodzą w polską przestrzeń powietrzną jak w masło, a moskiewscy sabotażyści zaminowują tory w granicach Polski. Dodatkowo, nasz kraj nie jest czynny w próbach ratowania sytuacji na Ukrainie, bo tę próbuje normalizować koncert europejskich mocarstw: Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, którzy czasem dopraszają do stolika Włochów, Finów, czy Szwedów, ale już nie nas. Inna sprawa, iż z europejskich dywagacji nie wyszedł jeszcze ani jeden konkret, a Trump jawnie lekceważy Unię Europejską i europejskich przywódców. W tym punkcie mamy więc chyba najsmutniejszą konkluzję całego roku. Pod względem międzynarodowym tak źle dla Polski nie było od dekad.

Jeśli papież, to z Ameryki

2025 rok to w Kościele Katolickim rok jubileuszowy. Zostanie on jednak zapamiętany także jako rok śmierci papieża. W kwietniu skończyła się epoka Franciszka-pierwszego papieża z Ameryki Łacińskiej. Dla europejskich katolików była to epoka dość egzotyczna i kolorowa, ale taka, która nie przyniosła wyraźnej zmiany na lepsze. Wybrany w maju nowy papież Leon XIV, choć Amerykanin, jest Europie kulturowo bliższy i zdaje się wprowadzać model kościoła podobny do tego, który znamy choćby z czasów Jana Pawła II. Jednak czy to prawda, okaże się w kolejnych latach.

Mijający rok w Krakowie, Małopolsce, w Polsce i na świecie jest więc rokiem, w którym działo się dużo, choć mało optymistycznie. Tym bardziej zasadne są życzenia do Czytelników- Szczęśliwego Nowego 2026 Roku!

Jakub Olech,
politolog, wykładowca akademicki, krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

Idź do oryginalnego materiału