1 osoba posiadająca majątek o większej wartości niż suma rocznych produktów krajowych brutto Słowacji, Węgier, Słowenii, Chorwacji, Serbii i Ukrainy. 5600 osób będących właścicielami majątku o wartości większej niż majątek 2,8 miliarda najbiedniejszych ludzi na świecie. Te same 5600 osób zarabiające średnio 20 milionów dolarów miesięcznie, podczas gdy 47% światowej populacji próbuje przeżyć za mniej niż 7 dolarów dziennie. Brzmi jak dystopia? Jest to rzeczywistość. Raport pt. „World Inequality Report 2026” opublikowany przez World Inequality Lab – globalne centrum badań – z pomocą Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) oraz Unii Europejskiej opisuje skalę nierówności dochodowych i majątkowych na świecie i w Polsce.
Popierając swoją analizę danymi, dokument ten opisuje możliwe powody niskiej efektywności państw demokratycznych w walce z nierównościami. Polska i inne europejskie demokracje nie radzą sobie z problemem przez brak mobilizacji politycznej. Mała reprezentacja polityczna klasy robotniczej, polaryzacja elektoratu czy różnice między miastami a wsiami negatywnie wpływają na efekty prób spowolnienia wzrostu nierówności.
Europa może wygrać z nierównościami Piotr Wójcik
Więcej pieniędzy? Nie dla wszystkich. Nierówności są olbrzymie i rosną
Od czasu wynalezienia maszyny parowej w drugiej połowie XVIII wieku ludzkość doświadczyła niezwykle szybkiego rozwoju gospodarczego. Nie wszyscy jednak mogą korzystać z jego owoców w takim samym zakresie. Jak podaje raport, średni roczny dochód na osobę wzrósł z około 900 euro w 1800 roku do 14 000 euro w 2025 roku. Ten historycznie szybki wzrost dobrobytu nie nastąpił jednak równomiernie. Grupy szczególnie uprzywilejowane wykorzystywały swoją pozycję do pomnażania własnego kapitału znacznie szybciej niż pozostała część społeczeństwa. W rezultacie w 2025 roku najuboższe 50% światowej populacji zdolnej do pracy (2,8 z 5,6 miliarda dorosłych) odpowiada za jedynie 8% światowego dochodu.
Grupa tylko 56 milionów ludzi (1%) w skali roku zarabia 2,5 razy więcej niż całe 2,8 miliarda. To tak jakby populacja Wielkiej Brytanii zarabiała więcej niż wszyscy obywatele Chin, Indii, Stanów Zjednoczonych, Indonezji, Nigerii, Brazylii i Rosji. Skala nierówności dochodowych jest zatem zatrważająca.
Top 0,1% najbogatszych (mniej więcej populacja województwa mazowieckiego) średnio zarabia rocznie tyle ile dolne 50% świata. Mimo tego, iż średni roczny wzrost dochodów tej najbiedniejszej grupy od 1980 roku utrzymuje się na poziomie 1,8%, top 0,1% bogaci się jeszcze szybciej. W wymiarze absolutnym oznacza to, iż podczas gdy multimilionerzy zarabiają kolejne miliony, ludzie z dolnego 50% społeczeństwa zyskują dolara więcej. Nierówności dochodowe narastają zatem w tempie, które trudno sobie wyobrazić.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Istotny jest nie tylko dochód, ale również wartość posiadanego majątku. Umożliwia on wszak gospodarowanie środkami produkcji i pomnażanie dochodu. Nierówności majątkowe są jeszcze większe od tych dochodowych. Top 10% kontroluje 75% światowego majątku – dolne 50% tylko 2%. Co więcej, 5600 osób (0,0001%) posiada majątek o większej wartości niż majątek najbiedniejszej połowy światowej populacji – 2,8 miliarda ludzi.
W Polsce nie wygląda to wcale lepiej. Top 10% posiada 62% ogólnego majątku, podczas gdy dolne 50% społeczeństwa posiada łącznie… -1% – co oznacza, iż jest zadłużone.
Najbiedniejsza połowa populacji Polski i świata zarabia, posiada i rozwija się nieporównywalnie mniej od najbogatszych 10%, a nierówności dochodowe i majątkowe traktowane są jako oczywistość. Jak do tego doszło?
Kto jest właścicielem świata? Marek Chlebuś, Rafał Górski
Kryzys klasy robotniczej, czyli jak przegrać wojnę przed pierwszą bitwą
Jak podaje raport, polityczna reprezentacja klasy robotniczej jest mała i w poważnym kryzysie. Z mojej analizy wynika, iż elity polityczne wielu państw europejskich – w tym Polski – zdominowane są przez osoby i opcje polityczne, których priorytetem nie jest działanie na rzecz klasy średniej lub robotniczej.
Zarówno raport jak i moja analiza wykazują, iż kompozycja parlamentów nie sprzyja priorytetyzacji kwestii ważnych dla klasy robotniczej. Prawa pracownicze, działania redystrybucyjne czy w ogóle podejmowanie tematu nierówności traktowane jest po macoszemu.
Głos elektoratu robotniczego w organach demokracji reprezentatywnej jest słaby. Rezultatem takiego stanu rzeczy jest relatywnie mała siła polityczna tej części społeczeństwa, sprzyjająca pogłębianiu się nierówności. Zatem w wielu państwach dochodzi do sytuacji, w której zorganizowana, efektywna odpowiedź na wyzwania związane z nierównościami jest bardzo trudna do osiągnięcia właśnie przez niewystarczającą siłę polityczną. Klasa robotnicza przegrywa więc już na starcie.
Badania przeprowadzone we Francji, Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych wykazały, iż odsetek parlamentarzystów, którzy przed objęciem urzędu pracowali fizycznie, jest mały i wciąż się obniża. Interesy klasy robotniczej naturalnie nie muszą być reprezentowane wyłącznie przez osoby, które niegdyś do niej należały. Według raportu spadek reprezentacji w centrach władzy wskazuje jednak na szerszy fenomen, którym jest kryzys sprawczości ugrupowań reprezentujących te interesy. Możemy zauważyć to chociażby w Polsce, gdzie związki robotnicze lub prorobotnicze podmioty polityczne nie mają znaczącej siły. Zidentyfikowałem kilka możliwych powodów takiego stanu rzeczy.
Po pierwsze, partie robotnicze w Polsce borykają się czasami z niechlubnym bagażem przeszłości komunistycznej, przez co są de facto zdyskredytowane w oczach polskiego elektoratu, tak jak Polska Partia Socjalistyczna. Po drugie, prorobotnicze partie polityczne – takie jak między innymi Unia Pracy (UP) czy Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) – znajdują się w cieniu swoich znacznie większych koalicjantów. UP jest częścią klubu parlamentarnego zdominowanego przez Nową Lewicę, PSL jest politycznie zależne od Koalicji Obywatelskiej (KO). Efektem końcowym jest rozwodnienie reprezentacji klasy robotniczej w ośrodkach władzy, co – według raportu – prowadzi do braku efektywności w ograniczaniu nierówności przez brak ich priorytetyzacji. Należy zaznaczyć, iż postulaty propracownicze są do pewnego stopnia realizowane przez partie głównego nurtu, takie jak wcześniej wspomniane KO. Niemniej jednak elektorat robotniczy, któremu trudno jest znaleźć opcję polityczną reprezentującą jego interesy, coraz częściej głosuje na populistyczne ugrupowania prawicowe. Wzmacnia to opisywane wcześniej negatywne skutki dla walki z nierównościami.
Wykształcenie a dochód – nietrwały sojusz czy walka o władzę?
Raport opisuje interesujący mechanizm, mający tłumaczyć nieefektywną walkę z nierównościami w większości zachodnich demokracji. Zaznacza on historyczny zwrot ludzi z wyższym wykształceniem z prawicy na lewicę i powstanie dychotomii między nimi a ludźmi majętnymi, mającymi tradycyjnie cechować się większym konserwatyzmem wyborczym.
Jak podaje raport, 10% najlepiej wykształconych osób w 21 zachodnich demokracjach jest bardziej lewicowa niż osoby mniej wykształcone. Podobny – choć odwrotny – trend w preferencjach wyborczych można zaobserwować wśród top 10% osób z największym dochodem – oni preferują opcje prawicowe. Niegdyś – raport wskazuje na ostatnie dekady XX wieku – obie te grupy znajdowały się na prawym odcinku politycznego spektrum. Opisany rozłam rozprasza elektorat dzieląc go na dwie grupy elit – edukacyjne po jednej stronie i gospodarcze po drugiej, które walczą ze sobą o wpływy polityczne. Ci najlepiej wykształceni i najbogatsi dominują tworzenie programów politycznych, profili ideologicznych i kierunków rozwoju partii politycznych na lewicy i prawicy. Interesy robotnicze ulegają podporządkowaniu interesom liderów partyjnych, którzy tych pierwszych zwykle nie priorytetyzują. Ma to osłabiać partie i ruchy robotnicze, utrudniając zmniejszanie nierówności. Naturalnie mechanizm ten jest generalizacją, opisującą pewną dynamikę wyborczą, nie dotyczy zatem wszystkich osób bez wyjątku. Co więcej, dotyczy 21 demokracji zachodnich, do których Polska nie należy.
W Polsce rozłam między wykształceniem a dochodem jest znacznie słabszy. Jak podaje Polska Agencja Prasowa w wyborach samorządowych w 2024 roku 53% osób z wykształceniem podstawowym i 54% osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym oddało głos na przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości (PiS) – partii o charakterze centroprawicowym. KO – partia socjalliberalna – uzyskała odpowiednio 18,6% i 20,2% głosów. Im wyższe wykształcenie, tym więcej głosów oddanych na KO. 39,2% osób z wykształceniem wyższym oddało swój głos na tę partię – podczas gdy na PiS tylko 22,4%. Z danych wynika więc, iż polscy wykształceni wyborcy głosują tak, jak można by się tego spodziewać na podstawie analizy modelu zachodniego.
Sytuacja wygląda trochę inaczej, o ile chodzi o dochód wyborców. Jak podaje Business Insider, to KO ma znacznie więcej bogatych darczyńców od PiSu. Dane Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) wskazują jednak, iż to Sławomir Mentzen – prawicowy polityk Konfederacji – ma wśród „najbogatszych” polskich wyborców większe poparcie niż Rafał Trzaskowski – prominentny polityk KO i prezydent Warszawy. Różnica między wskaźnikami poparcia jest jednak minimalna – wynosi tylko 3 punkty procentowe. Dane są więc niejednoznaczne i ciężko mówić o wyraźnej preferencji wyborczej najbogatszych Polaków. Oznacza to zatem, iż rozłam między klasą osób wykształconych i najbogatszych w Polsce jest mniejszy niż w państwach zachodnich uwzględnionych w raporcie. Negatywny wpływ tego czynnika na redukcję nierówności w Polsce jest mniejszy aniżeli mogłoby się wydawać.
Nie zapominajmy o geografii
Nierówny dostęp do usług publicznych – edukacji, służby zdrowia, infrastruktury transportowej – osłabia spójność społeczną, jak wynika z analizy przeprowadzonej przez autorów raportu.
Negatywne konsekwencje podziałów politycznych i klasowych pogłębiają się ze względu na podziały geograficzne między miastami a obszarami wiejskimi.
Mieszkańcy wsi muszą mierzyć się z problemami innej natury niż mieszkańcy miast, między innymi z trudnościami komunikacyjnymi. Prowadzi to do powstania różnych priorytetów politycznych, ograniczając współpracę między przedstawicielami klasy robotniczej z miast i ze wsi. Rezultatem jest dalsza fragmentacja oraz mniej efektywne ograniczanie nierówności dochodowych i majątkowych.
Nierówne drogi do szkoły. Raport UNICEF o wykluczeniu transportowym dzieci i młodzieży Maja Aulak
Nierówności w Polsce i na świecie są i ciągle rosną. Mała reprezentacja klasy robotniczej w ośrodkach władzy, zmiany w trendach wyborczych osób najbardziej wykształconych i najzamożniejszych oraz uwarunkowania geograficzne sprowadzają problem nierówności do okazjonalnej wzmianki w mediach. Pomimo tego, iż jego skala jest niewyobrażalna (w końcu 5600 ludzi posiada więcej majątku niż 2,8 miliarda osób), pozostaje on w dużej mierze ukryty. Raport podkreśla, iż nie brakuje narzędzi do ograniczenia skali problemu. Problem polega na tym, iż nie ma kto ich użyć.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!
1 godzina temu










