Na straganie w dzień targowy jakie słyszy się rozmowy? „Pani kochana, to się nie da żyć, daj pani spokój, żaby tak łamać praworządność i nie przyjmować ślubowania?” „A co pani gada, to konstytucyjna prerogatywa Prezydenta RP, ja po nocach spać nie mogę, tak mną rzuca, iż się depcze konstytucję!” „A idź pani! Nie ma tu nic do powiedzenia prezydent, dyć Komisja Wenecka wyraźnie powiedziała, żeby byle któren może odebrać ślubowanie i będzie dobrze”. „Słuchać pani się nie da, pani się douczy od sztucznej inteligencji i dopiero o prawnym porządku i źródłach prawa się wypowiada”.
Na wszystkich targach i bazarach, we wszystkich hipermarketach i przychodniach ze szczególnym wyróżnieniem SOR-ów, niosą się wyłącznie takie i jaszcze bardziej zaawansowane konstytucyjnie dialogi. Polki i Polacy kompletnie nie interesują się cenami paliw, energii i tym, iż z dzieckiem do szkoły nie można wejść, bo wszyscy zajęci „przywracaniem praworządności” Od 11 lat Trybunał Konstytucyjny jest w Polsce kwestionowany jako niezależny organ i zaczęło się od tego, iż Platforma Obywatelska wybrała „nadmiarowych” sędziów, żeby sparaliżować jakikolwiek próby wprowadzania ustawowych zmian, przez przyszły rząd PiS. Potem sędziów wybierano z klucza politycznego, zresztą tak jak zawsze, ale problem polegał na tym, iż niewłaściwa opcja polityczna zaczęła robić, to co robili wszyscy poprzednicy.
Przez te jedenaście lat wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie były uznawane, w ostatnich latach w ogóle nie są publikowane. I co się stało? Wbrew politycznemu jazgotowi, który zdecydowanie bardziej donośnie i fałszywie wybrzmiewa po stronie „opcji demokratycznej”, obywatelem nic nie ubyło, a już na pewno nic nie przebyło. W wielu krajach w ogóle nie ma Trybunału Konstytucyjnego i o tym, co jest łamaniem praw obywatelskich, poprzez łamanie konstytucji, decydują sądy. Spór o Trybunał Konstytucyjny jest sporem wyłącznie politycznym, bo prawny też dawno przestał być i oczywiście Polacy na bazarach, czy przy domowych posiłkach nie dywagują na temat prerogatyw i orzecznictwa. Polacy na sam dźwięk słów „wymiar sprawiedliwości” uciekają z krzykiem, jedni z niecenzuralnym, inni z krzykiem rozpaczy. Odpalenie przez Donalda Tuska kolejnego tematu nie tylko poza obszarem zainteresowania większości obywateli, ale dla większości obywateli niestrawnego, nie przyniesie żadnych korzyści politycznych.
Obie strony tego sporu są skazane na odgrywanie żenujących scen, jedni będą śpiewać „Rotę” w obronie swoich sędziów, drudzy będą w asyście Policji i SOP-u forsować gmach TK ze swoimi sędziami. O żadnym przywracaniu praworządności w tych warunkach nie może być mowy, nie wspominając o działaniach, które rozwiązują rzeczywiste problemy Polaków. Najbardziej dobitnym dowodem na to, iż ten spór jest całkowicie bez znaczenia dla politycznego układu sił jest to, iż po drastycznej reformie wymiaru sprawiedliwości i masowych ulicznych zadymach radykalnej opozycji, PiS uzyskało rekordowe poparcie na poziomie 44 proc. i utrzymało władzę na drugą kadencję. Dopiero wówczas, gdy PiS swoją polityką bezpośrednio uderzyło w obywateli nastąpił stopniowy, a później lawinowy zjazd poparcia.
Donald Tusk nie ma nic do zaoferowania, za to ma mnóstwo błędów, wypaczeń, zaniedbań i bezczynności do przykrycia, dlatego tylko odpalaniem akcji przykrywkowych może uciekać od politycznej odpowiedzialności. Żenujące widowisko przed i w samym Trybunale Konstytucyjnym jest i tak bardziej strawne, niż wyczyny Michała Kołodziejczaka, rekordowe ceny paliw, chaos w szkołach i alertach RCB, nie wspominając o zapaści finansów publicznych. 11 lat o tym samym, do tych samych, to wystarczający czas, aby zrozumieć, iż to zwyczajnie nie działa, ale politycy ze zrozumieniem zawsze mieli problemy i to się raczej nie zmieni, co z kolei przesądza, iż spektakl będzie trwał przez kolejne lata.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

1 tydzień temu









