Prezydent Karol Nawrocki zapoczątkował potencjalnie największą reformę podatkową w Polsce od wprowadzenia programu pięćset plus, podpisując ósmego sierpnia projekt ustawy wprowadzającej zerowy podatek dochodowy dla rodzin wychowujących co najmniej dwóje dzieci, co może fundamentalnie zmienić sytuację finansową milionów polskich gospodarstw domowych. Ta rewolucyjna inicjatywa, oficjalnie nazwana PIT Zero Rodzina na plus, ale popularnie określana mianem tysiąc plus ze względu na szacunkową przeciętną korzyść miesięczną dla typowej polskiej rodziny, reprezentuje radykalną zmianę filozofii opodatkowania, która faworyzuje rodziny wielodzietne kosztem osób bezdzietnych oraz singli.

Fot. Warszawa w Pigułce
Mechanizm działania nowego świadczenia opiera się na wprowadzeniu zerowej stawki podatku dochodowego dla rodziców dzieci do osiemnastego roku życia, a w przypadku kontynuowania nauki przez dziecko do dwudziestego piątego roku życia, przy czym ulga ma zastosowanie wyłącznie do pierwszego progu podatkowego obejmującego dochody do stu czterdziestu tysięcy złotych rocznie na osobę. Ta konstrukcja prawna oznacza, iż rodzice mogą całkowicie uniknąć płacenia podatku dochodowego od znacznej części swoich zarobków, co w praktyce przekłada się na zwiększenie dostępnych środków finansowych w budżetach domowych choćby o kilkanaście procent miesięcznego dochodu.
Projekt ustawy trafił jedenastego sierpnia do Sejmu, gdzie rozpocznie się proces legislacyjny, który może potrwać kilka miesięcy oraz napotkać na znaczny opór polityczny ze strony opozycji kwestionującej zarówno sprawiedliwość społeczną tej regulacji, jak i jej wpływ na finanse publiczne. Krytycy mogą argumentować, iż preferowanie rodzin z dziećmi kosztem innych grup społecznych narusza zasadę równego traktowania obywateli przez system podatkowy oraz może prowadzić do zwiększenia nierówności społecznych poprzez uprzywilejowanie określonych kategorii podatników.
Szczegółowa analiza projektu ujawnia, iż największe korzyści z nowej regulacji odniosą rodziny o średnich oraz wyższych dochodach, co budzi pytania o społeczną sprawiedliwość oraz celowość takiego rozdystrybuowania środków publicznych. Osoby otrzymujące minimalne wynagrodzenie, które i tak płacą relatywnie niskie podatki ze względu na istniejące już ulgi oraz kwoty wolne od podatku, zyskałyby jedynie około siedemdziesięciu pięciu złotych miesięcznie na osobę, co dla rodziny oznacza dodatkowe sto pięćdziesiąt złotych miesięcznie.
W przeciwieństwie do tego, rodziny o przeciętnych dochodach mogłyby zaoszczędzić około pięciuset złotych miesięcznie na każdej osobie zarabiającej, co w przypadku dwójki pracujących rodziców oznacza tysiąc złotych miesięcznie dodatkowych środków w budżecie domowym. Ta dysproporcja staje się jeszcze bardziej wyrazista w przypadku rodzin wysokodochodowych, gdzie osoby zarabiające piętnaście tysięcy złotych miesięcznie mogłyby zyskać choćby tysiąc czterysta złotych miesięcznie, czyli ponad siedemnaście tysięcy złotych rocznie na osobę.
Konstrukcja prawna nowego świadczenia przewiduje wprowadzenie kwoty zmniejszającej podatek w wysokości szesnastu tysięcy osimiuset złotych, co w praktyce oznacza podniesienie kwoty wolnej od podatku do poziomu stu czterdziestu tysięcy złotych rocznie dla uprawnionych rodziców. Nadwyżka dochodów ponad ten próg będzie opodatkowana według stawki trzydziestu dwóch procent, co oznacza automatyczne przejście do drugiego przedziału podatkowego dla osób przekraczających ten limit dochodowy.
Z nowego rozwiązania wykluczeni zostają przedsiębiorcy rozliczający się według liniowej stawki dziewiętnastu procent oraz podatnicy zobowiązani do płacenia daniny solidarnościowej, czyli osoby osiągające dochody powyżej miliona złotych rocznie. Te ograniczenia mają na celu zapobieganie wykorzystywaniu ulgi przez najbogatszych obywateli oraz przedsiębiorców, którzy mogliby próbować optymalizować swoje obciążenia podatkowe poprzez zmianę formy rozliczeń.
Koszty budżetowe wprowadzenia nowego świadczenia są przedmiotem znacznych kontrowersji oraz rozbieżnych szacunków między różnymi instytucjami rządowymi. Ministerstwo Finansów w swoich najczarniejszych scenariuszach przewiduje, iż roczny koszt dla budżetu państwa może sięgnąć choćby trzydziestu miliardów złotych, co oznaczałoby konieczność drastycznego przeorganizowania struktury wydatków publicznych lub znalezienia nowych źródeł dochodów budżetowych.
Kancelaria Prezydenta przedstawia znacznie bardziej optymistyczne szacunki, wskazując na koszt około czternastu miliardów złotych rocznie, ale choćby ta niższa kwota stanowi ogromne wyzwanie dla finansów publicznych, szczególnie w kontekście innych zobowiązań budżetowych oraz konieczności utrzymania stabilności fiskalnej państwa. Różnica między szacunkami może wynikać z różnych założeń dotyczących poziomu wykorzystania ulgi przez uprawnionych oraz potencjalnych zmian zachowań podatkowych obywateli.
Niezależni doradcy podatkowi wyrażają sceptycyzm co do możliwości sfinansowania tak kosztownej reformy wyłącznie z uszczelnień systemu podatkowego, jak sugerują niektórzy politycy popierający projekt. Czternastomiliardowa luka budżetowa wymagałaby drastycznego zwiększenia ściągalności podatków lub wprowadzenia nowych danin, co może okazać się politycznie niemożliwe oraz ekonomicznie szkodliwe dla konkurencyjności polskiej gospodarki.
Społeczne implikacje nowego świadczenia mogą wykraczać daleko poza bezpośrednie korzyści finansowe dla uprawnionych rodzin, potencjalnie wpływając na decyzje demograficzne Polaków oraz na strukturę rynku pracy. Znaczące ulgi podatkowe dla rodzin z dziećmi mogą zachęcać do posiadania potomstwa, co wpisywałoby się w pronatalistyczną politykę państwa mającą na celu przeciwdziałanie kryzysowi demograficznemu.
Jednocześnie konstrukcja świadczenia może prowadzić do zwiększenia nierówności między różnymi grupami społecznymi, gdzie rodziny bezdzietne oraz osoby samotnie wychowujące jedno dziecko będą obciążone relatywnie wyższymi podatkami w porównaniu do rodzin wielodzietnych o podobnych dochodach. Ta dyskryminacja podatkowa może być trudna do uzasadnienia w kategoriach sprawiedliwości społecznej oraz może prowadzić do napięć społecznych.
Wpływ na rynek pracy może być dwojaki, z jednej strony zwiększając motywację do podejmowania lepiej płatnej pracy przez rodziców, którzy będą mogli zatrzymać większą część swoich zarobków, z drugiej strony potencjalnie zniechęcając osoby bezdzietne do zwiększania swoich dochodów ze względu na relatywnie wyższe obciążenia podatkowe. Te efekty behawioralne mogą mieć długoterminowe konsekwencje dla produktywności gospodarki oraz konkurencyjności polskich przedsiębiorstw.
Międzynarodowe porównania systemów podatkowych pokazują, iż większość rozwiniętych państw stosuje różnorodne formy wsparcia dla rodzin z dziećmi, ale skala proponowanej w Polsce ulgi jest wyjątkowo duża choćby według międzynarodowych standardów. Ta radykalna reforma może stać się przedmiotem analiz oraz naśladownictwa przez inne kraje zmagające się z podobnymi wyzwaniami demograficznymi.
Procedura legislacyjna dla tak znaczącej zmiany systemu podatkowego będzie prawdopodobnie długa oraz kontrowersyjna, z intensywnymi debatami parlamentarnymi oraz szeroką dyskusją publiczną na temat celowości oraz skutków proponowanych rozwiązań. Opozycja polityczna prawdopodobnie będzie kwestionować zarówno społeczną sprawiedliwość projektu, jak i jego wykonalność w kontekście ograniczonych możliwości budżetowych państwa.
Eksperci od polityki społecznej mogą argumentować, iż podobne korzyści finansowe można by osiągnąć poprzez bardziej ukierunkowane instrumenty wsparcia, takie jak zwiększenie istniejących świadczeń rodzinnych lub wprowadzenie nowych form pomocy specjalnie dla rodzin o najniższych dochodach. Takie rozwiązania mogłyby być bardziej efektywne kosztowo oraz społecznie sprawiedliwe niż uniwersalne ulgi podatkowe faworyzujące rodziny o wyższych dochodach.
Organizacje pozarządowe zajmujące się prawami rodzin oraz polityką społeczną prawdopodobnie będą podzielone w ocenie projektu, z jednej strony doceniając znaczące wsparcie finansowe dla rodzin z dziećmi, z drugiej strony krytykując nierówne traktowanie różnych typów rodzin oraz potencjalne negatywne skutki dla finansów publicznych.
Długoterminowe konsekwencje wprowadzenia tysiąc plus mogą obejmować fundamentalne zmiany w polskim systemie podatkowym, które będą odczuwalne przez dekady oraz mogą wpłynąć na przyszłe decyzje dotyczące innych reform fiskalnych. Sukces lub porażka tego eksperymentu społeczno-ekonomicznego może determinować kierunki rozwoju polskiej polityki podatkowej oraz społecznej na lata przyszłe.
Implementacja tak złożonej reformy będzie wymagała znaczących zmian w systemach informatycznych administracji skarbowej oraz przeszkolenia tysięcy urzędników odpowiedzialnych za rozliczenia podatkowe obywateli. Te techniczne oraz organizacyjne wyzwania mogą opóźnić wdrożenie reformy oraz generować dodatkowe koszty dla budżetu państwa, które nie zawsze są uwzględniane w początkowych szacunkach finansowych projektów legislacyjnych.