GUS podał, iż na koniec 2025 roku 1,513 mln stałych mieszkańców Polski przebywało czasowo za granicą co najmniej 12 miesięcy. To o 49,4 tys. mniej niż w 2020 roku, ale skala pozostaje ogromna: Polska przez cały czas traci ludzi, pracę, rodziny i część własnej przyszłości.
Dane nie zostawiają złudzeń
Według Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2025 roku poza granicami kraju przebywało czasowo 1 513,4 tys. stałych mieszkańców Polski, jeżeli liczyć osoby przebywające za granicą 12 miesięcy i dłużej. GUS zaznacza, iż nie są to strumienie migracji, czyli liczba wyjazdów w danym roku. To stan na koniec roku, pokazujący ilu ludzi pozostaje poza Polską przez dłuższy czas.
Ta różnica jest ważna. Liczb z tabeli nie wolno sumować, bo nie opisują kolejnych fal wyjazdów. Pokazują jednak coś politycznie i społecznie poważniejszego: trwały zasób polskiej emigracji. W latach 2020-2025 spadł on z 1 562,8 tys. do 1 513,4 tys. osób. To mniej o 49,4 tys. W porównaniu z 2024 rokiem spadek wyniósł 20,8 tys. osób.
GUS doprecyzował też metodologię. Dane za lata 2020-2024 są rewizją wcześniejszych szacunków, a wartości za 2025 rok mają charakter prognozowany. To uczciwe zastrzeżenie statystyczne, ale nie zmienia sensu politycznego. Ponad półtora miliona ludzi związanych stałym miejscem zamieszkania z Polską żyje przez długi czas poza krajem. Państwo, które chce myśleć narodowo, nie może przechodzić nad tym do porządku dziennego.
Europa przez cały czas przyciąga emigrację z Polski
Największa część długookresowej emigracji czasowej pozostaje w Europie. Na koniec 2025 roku GUS oszacował tę grupę na 1 373,1 tys. osób. W krajach Unii Europejskiej było 835,3 tys. mieszkańców Polski, a w europejskich krajach spoza UE 537,8 tys. To kolejny dowód, iż polski problem demograficzny i gospodarczy nie rozgrywa się w abstrakcji. Rozgrywa się na konkretnym rynku pracy, w konkretnych rodzinach i w konkretnych portfelach.
Największym kierunkiem pozostaje Wielka Brytania, gdzie według tabel GUS przebywało 412,4 tys. osób. Za nią są Niemcy z wynikiem 385,5 tys., Holandia z 129,9 tys., Norwegia z 76,0 tys. i Irlandia z 66,7 tys. Sama Wielka Brytania i Niemcy skupiają razem 797,9 tys. takich emigrantów, czyli ponad połowę całego szacowanego zasobu. To dobry punkt wyjścia do szerszej mapy emigracji Polaków, bo kierunki wyjazdów pokazują nie tylko geografię, ale także hierarchię gospodarczych magnesów.
Najbardziej bolą roczniki pracy
Najmocniejszy sygnał w danych widać w wieku emigrantów. W grupie 35-39 lat GUS wskazał 236,5 tys. osób. W grupie 30-34 lata było 199,0 tys., w grupie 40-44 lata 191,6 tys., a w grupie 25-29 lat 146,8 tys. To są roczniki pracy, zakładania rodzin, płacenia podatków, kupowania mieszkań i budowania polskiego kapitału.
Każdy taki wyjazd ma ludzką historię, często racjonalną z punktu widzenia konkretnej rodziny. Problem zaczyna się wtedy, gdy suma prywatnych decyzji staje się rachunkiem narodowym. jeżeli zdolni, pracujący ludzie układają życie w Birmingham, Berlinie, Oslo czy Dublinie, Polska traci coś więcej niż bieżący podatek. Traci część energii społecznej, której nie da się zastąpić konferencją prasową ministra.
Regiony płacą własną cenę
W podziale wojewódzkim największe stany emigracji przypisano w 2025 roku Małopolsce, Śląskowi i Podkarpaciu. Dla Małopolskiego było to 151,1 tys. osób, dla Śląskiego 145,8 tys., a dla Podkarpackiego 140,0 tys. Dalej są Dolnośląskie z 128,8 tys. oraz Mazowieckie z 126,9 tys. osób.
Takie liczby pokazują, iż emigracja nie jest tylko hasłem z debaty telewizyjnej. To ubytek w lokalnych wspólnotach, parafiach, szkołach, firmach rodzinnych i samorządach. W małych miejscowościach szczególnie dobrze widać, co znaczy wyjazd młodych dorosłych. Zostają starsi rodzice, puste domy, słabszy lokalny rynek i coraz trudniejsze utrzymanie usług publicznych.
Polityka powrotu zamiast dekoracji
Spadek z 1,5628 mln do 1,5134 mln można odnotować jako dobrą zmianę. Rozsądne państwo nie zrobi z tego jednak propagandowego sukcesu. Skala przez cały czas jest wielka, a demografia jest dla Polski sprawą suwerenności. Naród nie trwa dzięki tabelkom w strategiach. Trwa dzięki rodzinom, pracy, własności, bezpieczeństwu i przekonaniu, iż w Polsce da się godnie żyć.
Dlatego dane GUS trzeba czytać razem z prognozami demograficznymi dla Polski. jeżeli państwo mówi o rozwoju, a nie potrafi zatrzymać własnych obywateli i mieszkańców, to jego rozwój będzie coraz bardziej papierowy. Potrzebna jest polityka powrotu, tańsze państwo, większa wolność gospodarcza, realne wsparcie rodzin i warunki do budowy polskiego majątku w Polsce.
Stawka jest prosta: ludzie albo pustka
Emigracja z Polski maleje, ale nie zniknęła. Ponad 1,5 mln osób za granicą to przypomnienie, iż nowoczesny patriotyzm nie kończy się na ceremonii i fladze. Musi obejmować płace, mieszkania, podatki, bezpieczeństwo rodzin i szacunek dla pracy.
Państwo narodowe powinno pytać nie tylko o to, ilu ludzi wyjechało. Powinno pytać, ilu chce wrócić i co trzeba zrobić, żeby powrót nie był sentymentalnym marzeniem, ale rozsądną decyzją. Tu zaczyna się realna polityka demograficzna.
Źródło: Główny Urząd Statystyczny, arkusz „Ludność przebywająca powyżej 12 miesięcy za granicą”.
Źródło: GUS








![Policja udaremniła nielegalny przejazd hulajnóg w Rzeszowie. Posypały się mandaty [FOTO/WIDEO]](https://static2.halorzeszow.pl/data/articles/xga-16x9-policja-udaremnila-nielegalny-przejazd-hulajnog-w-rzeszowie-posypaly-sie-mandaty-foto-wideo-1786570369.png)



